Cerkiew przystosowana do odprawiania mszy we wsi Berest niedaleko Krynicy Zdroju
Cerkiew przystosowana do odprawiania mszy we wsi Berest niedaleko Krynicy Zdroju Fot. Wawrzyniec Kofta

Byłam dziś w programie Marcina Mellera „2 śniadanie mistrzów”. Gdy wychodziłam z domu było +18,5 C. Sikorki się uwijały, wróble wróciły po przerwie, sroki skrzeczały zamiast śpiewać. Było cudownie.

REKLAMA
Przy takiej pogodzie nikomu nie chciało się nam gadać o polityce, o tych co wciąż się chandryczą: „ja panu nie przerywałem!”, zupełnie jakby mieli do powiedzenia coś czego nie można przerwać, bo jest takie ważne. Na ogół ględzą, powtarzają, mówią by mówić. Niektórzy, a także i niektóre, zwłaszcza jedna posłanka, kiedyś uwielbiająca Kaczyńskiego, a dziś kochająca Ziobrę, nie pozwala nikomu dojść do słowa, nawet Monice Olejnik, która umie powściągać gadulstwo. Tu jest bezradna, a jednak ją zaprasza, bo ona, ta posłanka zawsze kogoś obrazi, i potem się ją cytuje do końca dnia. W sejmie, gdy posłowie są na wizji, starają zaistnieć w każdy możliwy sposób. Używają paskudnych słów, obrażających przeciwników politycznych, nazywają ich zdrajcami, sługusami Rosji, obrzucają się mało wybrednymi epitetami. Marcin Meller pytał nas czy należy za to karać. Bo pani marszałkini, (komputer jeszcze poprawia słowo marszałkini, tak jak samo jak ministrę) Kopacz zastanawia się nad tym jak ukrócić te zawody w obs…. . Pewnie, że to nie jest przyjemne być nazwanym zdrajcą, czy posądzanym o zdradę. Lud jednak się już do tego przyzwyczaił. Reaguje pilotem.
Andrzej Mleczko chyba by nie wytrzymał, gdyby ktoś nazwał go zdrajcą ojczyzny. Mówi, że skuteczny jest ostracyzm towarzyski. Jednak ci, co się popisują takimi wypowiedziami mają swoje towarzystwo, które ich właśnie za to nagradza, głaszcze, chwali, robi z nich idoli.
Adam Nowak, z zespołu Raz dwa trzy, powiedział, że mógłby to być ostracyzm telewizyjny. Nie zapraszać takich! Jak to nie zapraszać, skoro oni robią show? Zaprasza się właśnie takich, którzy program publicystyczny zamieniają w walki psów. Jeden nawet kiedyś sam nazwał się bulterierem Jarosława. Teraz jest bulterierem w schronisku Ziobry. Prawdziwe psy są chyba wierniejsze.
Moim zdaniem należałoby karać raczej za beznadziejne metafory. Co jedna, to bardziej kulą w płot. Ostatnio Ziobro mówił o tym, że prawica zyskała w jego partii i w jego osobie drugie płuco. Procent poparcia wskazuje jak na razie, że to jest raczej płucko niż płuco, z którego można co najwyżej ugotować zupę. Jeśli ktoś lubi. Ponadto płuca są symetryczne, jedno umieszczone jest po prawej, drugie po lewej stronie. Prawa jest zajęta przez PiS, wychodzi więc na to, że Solidarna Polska musiałaby zająć lewą stronę. A to przecież hańba! Zdrada!
Potem Meller poruszył gorący od kilku dni temat. Czy dawać na kościół, ile dawać i jak to przeprowadzić. No i się zaczęło. W różnych krajach datki i podatki wyglądają różnie. Z tacy kościół się nie wyżywi. Mleczko stwierdził, że on może dawać i daje rysunki na aukcje charytatywne prowadzone przez księży, ale podatku by nie dał. Andrzej Grabowski, który nosi krzyż, i chciał go pokazać, na dowód, że wierzy, był za tym, żeby nie dawać. Ja także nie, choć mówiłam, że zawsze gdy zwiedzamy małe kościółki na dalekiej prowincji, ostatnio piękne cerkiewki zamienione na kościoły katolickie (!), dzięki czemu przetrwały, zawsze wrzucamy kasę do puszki. Na odbudowę, konserwację. Meller chyba by coś dał, Adam także. Wszyscy jesteśmy jacyś przetrąceni! Nagle okazało się, że to nie zależy od wiary, tylko od tego jak postrzegamy dostojników kościelnych. Nie sądzę by katolicy, mający dzieci In vitro, obrażani, odsądzani od czci i wiary płacili na instytucję, która rani ich godność.
Może zrobią tak jak my robimy. To jest wyjście: płacić na hospicjum dziecięce, czy dla dorosłych. Niech przynajmniej umieranie będzie godne! Jest siostra Anna pracująca z dziećmi ulicy, są takie osoby w kościele jak Arek Nowak, siostra Chmielewska. Może dobrze gdyby ten procent był celowany?
Prymas, dawny nuncjusz Kowalczyk, którego szanuję, który mimo mojej niewiary błogosławił mnie, gdy byłam chora, nagle stracił zimną krew i odezwał się nie swoim głosem. Powiedział, że gdy była potrzeba, „to się wszyscy pchali do zakrystii…”. Zamurowało mnie. Wiecie dlaczego? Bo kościół, tak jak rozumiała go moja prawdziwie wierząca matka, jest właśnie od tego by pomagać potrzebującym. Drzwi zakrystii w czasach Solidarności i jakiejś zagubionej wspólnoty narodowej, były otwarte dla wszystkich. Jak pamiętam, nikt się tam nie „pchał”. Ludzie przeprowadzali w kościołach głodówki, chronili się przed ubecją, pakowali paczki, pomagali innym, recytowali wiersze. Wierzący i niewierzący. Przed programem mówiliśmy o zabawnych momentach, gdy aktorzy grali przed ołtarzem nieszczególnie bogobojne sztuki. Myślałam o tym po powrocie, grabiąc przez parę godzin nasz mały ogródek, tnąc krzewy. Zmęczyłam się już prawie letnim zmęczeniem. To dobre zmęczenie, wyciszyło mnie. Teraz siedzę i piszę o tym.
Kościół był otwarty, jak te wspomniane wyżej drzwi zakrystii. Powiedziałam na zakończenie tego tematu, że coś się zmieniło, że tamten kościół był zupełnie inny, jakby były dwa. Czy tak podziałała zmiana ustroju? Socjalizm PRL-u dla kościoła był lepszy niż z trudem odzyskana niepodległość? Zostawiam was z tym pytaniem.