Od pewnego czasu mało widujemy premiera Tuska, a jeśli się pokazuje nie wygląda najlepiej. Zniknął sportowy duch, zniknęły spodenki piłkarskie, umięśnione łydki i szybki bieg za piłką. Boisko opuszczone, treningów mało. Trudno strzelić gola PiS-owi, mimo że został kastratem, odciął się od niego, młody, żywy członek w postaci Ziobry i jego silnej, acz nielicznej grupy pod wezwaniem Solidarna Polska. A jednak Kaczyński ma w sobie jakąś siłę fatalną. Pozbierał się po klęsce i znów robi ferment. Co miesiąc składa kwiaty, a 10 kwietnia w drugą rocznicę Smoleńska, będzie wielki marsz z pochodniami. Potem, jeszcze w kwietniu planuje wyprowadzić na ulicę 100 tysięcy ludzi. Biedna Warszawa! Na szczęście za chwilę wiosna, pogoda, uciekniemy do lasu. Nie ważne po co są marsze, ważne że będą pełne nienawiści hasła. Udało się zagospodarować elektorat „schodzący”, zaszczepić w ludziach nienawiść. Politykę organizować można wokół budowania, oraz dobra, co nie jest łatwe. Łatwiej porwać za sobą wściekłych i niszczyć co na drodze.
Prezes Kaczyński wie, że z Gowinem mógłby się dogadać. To bardzo niebezpieczna gra dla premiera. Tusk może zostać osamotniony ze swoimi niedokończonymi reformami, a frakcja Gowina w PO może dogadać się z PiS-em i utworzyć to czego pragnął Gowin, ten dawno zapomniany PO-PiS. Idea powraca, marzenia o władzy absolutnej są wiecznie żywe. Nawet odcięty człon Ziobry, z chęcią by się przyłączył. Walka trwa, wojna wszystkich ze wszystkimi. Bitwy wygrywa raz jedna raz druga strona, chociaż PO niestety coraz częściej podaje tyły. Może Donald Tusk zbiera siły, może przygotowuje mocne uderzenie, potrzebne mu jakieś spektakularne zwycięstwo. Front trwa, wyzwanie rzucone przez PiS powoduje, że Platforma musi stale się bronić. Sama raczej nie atakuje, nawet Niesiołowski schował się, albo został skierowany na tyły. Używam języka wojennego, bo czytałam wywiad z Gowinem, i wiem że jego ambicje powinny niepokoić Tuska. To nie była dobra nominacja na ministra. Gdyby ministrem został Kwiatkowski, kompetentny, zdolny, logiczny, bez parcia na władzę, premier mógłby czuć się spokojny. Gowina do polityki ściągnął niedoszły premier z Krakowa, mąż Nelly, szkoda że odszedł, był taki barwny! Namawiał Gowina by wziął hełm, miecz, tarczę i ruszył! Jak mężczyzna! Ludzie, co to za archaiczne poglądy! W wywiadzie dla Newsweeka Gowin opowiada o swoich początkach. Podobno któryś z liderów PO zapytany co mówić wyborcom, które obiecywało powstanie PO-PiS, powiedział: „Pierwsza zasada w polityce – pie… wyborców”. Strasznie go to dotknęło. Och jej, jaki delikatny! Sam by tak nie powiedział, jednak już wie, że aby istnieć kogoś wydymać trzeba. Ciekawe, który to lider powiedział? Czy Gowin go teraz go tym straszy? Ma go w ręku. Uważaj koleś, bo naskarżę mediom, że to ty!? Jednak został w polityce, kto wie, czy nie po to by naprawić błąd? Jego żona zawsze głosuje na PiS! Gowin tłumaczy swoje nazwisko jako GO! WIN! – idź i zwyciężaj. Może po głowie chodzi mu także zwycięstwo nad Tuskiem. I PO-PiS właśnie! Nie chcę wieszczyć, bo to byłaby klęska żywiołowa!

