Mrożka mamy w naszym codziennym języku. To nam zostanie, chociaż właśnie umarł. Prawie każdy wie, co znaczy określenie „Jak z Mrożka”, to coś niepojętego, głupiego, nade wszystko zaś absurdalnego.

REKLAMA
Z jego „Tanga” do języka wszedł chłopski dialog:
- A może byśmy co zasiali? – Mówi pytająco jeden.
- Iiii tam. – Odpowiada drugi.
My tak sobie mówimy w domu jak nic się nam nie chce robić.
Przed godziną dowiedziałam się, że umarł Sławomir Mrożek. Telefonują do mnie różne telewizje, żeby „coś” o nim powiedzieć. Są wakacje, ludzi pod telefonem mało, a pisarzy jeszcze mniej. Zastanawiałam się mówiąc o Nim, czy ma takich przyjaciół, którzy po nim płaczą. Pewnie tak, i dobrze byłoby gdyby oni „coś” powiedzieli.
Byłam na promocji jego „Dzienników” w Zamku Ujazdowskim, pojechałam na wózku, ze złamaną nogą. Był zmęczony, widać było chorobę, miał udar mózgu, od nowa żmudnie uczył się mówić i pisać. Teraz jak zwykle milczał, inni mówili za niego. Były oceny twórczości, pochwały, peany. Był nieprzenikniony. Po takiej części oficjalnej pisarz zwykle podpisuje książki. Ledwo trzymał pióro? Tak chyba pióro. Powiedziałam mu, że chyba coś mi się należy za przyjazd na wózku. Wziął pióro i długo, jak dziecko, które nauczyło się pisać, wpisał tę króciutką dedykację.
logo
Fot. Krystyna Kofta

Pierwszy raz zobaczyłam Mrożka gdy byłam w Liceum Plastycznym. Jeździliśmy na obozy plenerowe do Orłowa. Stałam z moją przyjaciółką na peronie w Sopocie czekając na kolejkę. Zobaczyłyśmy faceta, rozpoznawalnego na pierwszy rzut oka. W czarnym trenczu, czarnych spodniach w okularkach w drucianej oprawie, opierał się na czarnym parasolu.
Jak marka, Brand, Mrożek. W pełnym słońcu, wśród kolorowo ubranych ludzi wyróżniał się jakimś rodzajem głębokiego smutku. Pamiętam, że powiedziałam wtedy, że Mrożek chyba chce skoczyć pod pociąg, i musimy podejść bliżej, żeby go w razie czego uratować.
On jednak spokojnie, z godnością wsiadł do wagonu, a my za nim. Zaszczycił nas spojrzeniem, nawet się uśmiechnął. Jednak nie chciałam go zaczepiać, mówić, że uwielbiam jego rysunki w „Przekroju”, z cyklu „Polska w obrazach”. Śmieszyły nas do łez i zachwycały formą i treścią. Nic a nic nie przesadzam. Fantastyczna kreska, a treść zawsze trafiająca w sedno.
Może „Przekrój” w swej nowej odsłonie sięgnie po te perełki? Byłoby świetnie, bo przez nie może dotrzeć do znacznie większej grupy młodych ludzi niż poprzez sztuki czy "Dzienniki", które czytają wybrani.
P.S. Sorry pisałam w wielkim pospiechu, oczywiście cytat "A może byśmy coś zasiali" jest z Indyka. Wcześniej łączyło sie ze mną TVP INFO oraz Polsat News i przytaczałam ten cytat poprawnie. INDYK, jasne, dzięki za wytknięcie błędu
KKofta