Ta wiadomość mogłaby mi umknąć, gdyby nie wyjątkowo dokładna lektura Gazety, możliwa na łóżku szpitalnym...
REKLAMA
Najpierw przeczytałam tekst o tym jak łatwo kupić heroinę w Internecie. Wiedziałam, że to może być do zrobienia, ale żeby aż tak łatwo?
Potem czytam notatkę o narkotykach w czasach Internetu, jak trudno z tym walczyć, a tam na końcu szok!
Potem czytam notatkę o narkotykach w czasach Internetu, jak trudno z tym walczyć, a tam na końcu szok!
Papież Benedykt XVI wizytuje Meksyk. Uniesienia, nawoływanie do życia zgodnego z wiarą. Jest rzeczą oczywistą, że Papieżowi, jak każdej głowie państwa trzeba zapewnić najlepszą ochronę. Więc się ją zapewnia. A kto czuwa nad bezpieczeństwem Ojca Świętego?
Kartel narkotykowy. Rząd Meksyku nie jest w stanie jej zapewnić.
Kartel narkotykowy. Rząd Meksyku nie jest w stanie jej zapewnić.
Jak to się mieści w granicach moralności? Jak wygląda w oczach wiernych? Meksykanie są przyzwyczajeni do zdublowanej władzy, jednak taki stan rzeczy budzi nasze zdziwienie. Przecież to legitymizuje mafię, umacnia ją, skoro ochraniają Papieża to widać są godni zaufania, że oficjalny rząd nie jest wystarczająco silny ani zbyt wiarygodny.
A może to rząd wiedząc, że sobie nie poradzi ugadał swoją mafię w sprawie wyższej konieczności?
A może to rząd wiedząc, że sobie nie poradzi ugadał swoją mafię w sprawie wyższej konieczności?
Ciekawe jak wyglądała dyplomacja w tej sprawie, to fascynujące. Jak toczyły się rozmowy zakulisowe, na jakim szczeblu. Mafiosi w swoich super autach podjeżdżają pod jakieś „neutralne” acz ekskluzywne miejsce, zapewniające tajemnicę. Ze strony Watykanu zjawiają się księża, w jakiej randze. Biskupi? Arcybiskupi… Nie chyba nie, kościół jest na to zbyt doświadczony. Pewnie wynajęto chłopców z rodziny sycylijskiej. Negocjują warunki. Fantastyczne! To gotowy scenariusz.
Fascynujące byłoby wiedzieć jak to przebiegało. Powieść na ten temat byłby bestsellerem. I gdyby nie notatka w gazecie, mówiąca o tym, że taka rzecz miała miejsce, wydarzyła się naprawdę, czytelnicy myśleliby, że to political fiction, bo coś takiego w normalnej ludzkiej pale się nie mieści. Don Brown to pryszcz na nosie.
Zawsze wiedziałam, że życie przerasta fikcję!
