Sensacja goni sensację, zmiany następują tak szybko, że człowiek nie jest w stanie się połapać. Najwięcej w ostatnich tygodniach, mówiło się i pisało o Madzi, malutkiej dziewczynce, w pierwszej wersji porwanej przez kogoś, kogo zszokowana matka nie widziała.

REKLAMA
Potem opowiadała już dokładnie, że miał nogi długie i chude, kaptur i kurtkę z pasem w ciemnym kolorze. Katarzynę, czyli młodą matkę, znaleziono na chodniku, leżącą na brzuchu. W kolejnej wersji dostała czymś w głowę od owego laskonogiego, który szedł za nią.
Gdy byłam u Mellera w „2 Śniadaniu mistrzów”, mówiłam, że nie uwierzyłam tej dziewczynie. Zazgrzytało mi uroczyste słowo „dzieciątko”, którego używa się zwykle w wigilię stojąc przy żłóbku. Mówią tak również zakonnice, gdy znajdą podrzucone dziecko w Oknie Życia. Być może na użycie tego słowa wpłynęło to, że Katarzyna i jej mąż byli bardzo religijni, poznali się w kościele, brali udział w życiu oazowym, ona służyła nawet do mszy jako ministrantka. Natomiast ja kierowałam się intuicją, jakieś znaczenie miał także serial „Magia kłamstwa”, w którym mały, demoniczny facet odczytuje fałsz z mimiki, z oczu, gestów i różnych drobnych szczegółów, które innym umykają.
W naszym życiu fikcja miesza się z rzeczywistością jak w dawnych plemionach. Dotyczy to zarówno widzów jak i uczestników dramatu. Różne sondy wykazały, że głównie kobiety nie wierzyły Katarzynie. Druga wersja matki była już zupełnie inna, wydobyta metodami pozaprawnymi przez naszego Brudnego Harry’ego, dalej zwanego w mediach Nie-detektywem. Jego metoda przypominała areszt wydobywczy, jaki stosuje się z mocy prawa, by uzyskać haki na przeciwników politycznych. Pan Nie-detektyw jest po prostu osobą prywatną. Rodzina go poprosiła, a on bezpłatnie pomógł dojść do kolejnej prawdy nie-prawdy. Trudno spojrzeć mu prosto w oczy, bo nosi ciemne okulary, prawdopodobnie ze względów wizerunkowych. Ludzie i tak mu wierzą. Mimo wszystko.
Matka ujawniła mu miejsce ukrycia zwłok, pojechał tam w nocy, z kamerami i mogliśmy śledzić co się działo. We wskazanym miejscu leżało zawiniątko. Nie-detektyw powiedział, że poczuł zapach zwłok. Pewnie w swojej robocie czuł to wiele razy, skoro tak mówi, musi to być prawda, pomyśleli dziennikarze. Maszyny drukarskie się grzały, w ostatnim momencie wrzucono wiadomość, że znaleziono biedne maleństwo. A przecież było minus 20 stopni! Pomijając fakt, że nie mgły pachnieć zwłoki, bo ich tam nie było, to gdyby nawet były, to na kość zamarznięte. Leżała tam jakaś kurtka. Wreszcie po tygodniu, matka pękła po raz drugi i tym razem ujawniła policji prawdziwe miejsce ukrycia zwłok.
Fascynowała się tym cała rozdyskutowana Polska. Takiego serialu z taką dozą prawdy, mimo kłamstw, dawno nie oglądano. Nawet katastrofa smoleńska zeszła na drugi plan. Wyrzucenia Klicha z komisji prawie się nie zauważyło. Prezes PiSu zmalał. Antoni Macierewicz zniknął. Miejsce posłów w telewizjach zajął Nie-detektyw Rutkowski.
Wszystko przykrył malutki całun.
Politycy gorączkowo zaczęli kombinować, co robić, żeby przebić ekspertów policyjnych, rzecznika policji, Nie-detektywa. Co robić? Z jakiego powodu zwołać konferencję prasową, co zrobić, żeby znów zaistnieć? Antoni Macierewicz gestem rozpaczy, oficjalnie wstąpił do PiS- u, choć wszyscy myśleli, że tkwi w nim po uszy od zawsze. Prezes Kaczyński wystąpił na konferencji prasowej czy z innej okazji, i ogłosił, że SB co prawda nie była dobra, ale… Tu zawiesił głos, wszyscy stężeli w oczekiwaniu, ale „była skuteczna”. Chodziło o to, że swoimi metodami, SB wydobyła by z Katarzyny prawdę o wiele szybciej niż policja, może nawet bez wyrywania paznokci. Tak, SB była skuteczna, oj była, niektórzy odczuli to na własnej skórze. Z pewnością do tych należy Stefan Niesiołowski. Można było sądzić, że rzuci się na prezesa by go rozszarpać, tak jak on potrafi, jednak był bezradny, chyba wstydził się za Kaczyńskiego, może odezwała się jakaś zadawniona sympatia? Powiedział tylko, że Kaczyński z pewnością nie chce powrotu bezpieki, lecz nie potrafił wyjaśnić dlaczego prezes tak mówił.
Dla mnie wyjaśnienie jest dość proste. Jasne, że nie chce powrotu SB, ale już poczuł krew Tuska. Widzi jego upadek. Sondaże pokazują zbliżenie PO do PiS w słupkach poparcia, jakiego dotąd nie było. A więc należy przyciągnąć jeszcze jakiś elektorat. Komuś wyrwać. Lewica raczej odcina się od SB. Inne partie także. Może więc warto zagospodarować starych ubeków? Choćby dwa punkty ugrać?
Śmierć małego dziecka w tajemniczych okolicznościach może się przydać. Na pierwszy rzut oka to sprawa kryminalna, która nie ma nic wspólnego z polityką. Może w innych krajach tak by było, ale nie u nas. Nie ma takiej opcji. Tama wrażliwości pękła, mętne wody insynuacji ruszyły. Rzekomo opieszała policja, nieudolna, nic nie zrobiła w tej sprawie. Czyja to wina? Od punktu siedzenia na partyjnej kanapie, zależy wina.
Według prawicy religijność młodych rodziców nie ma żadnego znaczenia. Według feministek, niektórych socjologów i psychologów oraz profesora Mikołejki - ma. Młoda matka spanikowała, mogła odczuwać presję, bała się rodziny. Według PiS-u, to oczywiście wina Tuska. Internet się rozszalał. Ktoś napisał, że to służby specjalne zabiły dziecko, żeby przykryć sprawę ACTA. O innych głosach nie będę pisała, bo to zwykła, normalna paranoja. Magia kłamstwa wciąga, fałsze i krętactwa aktorów dramatu są dla niej fantastyczną pożywką. To jeszcze nie koniec gry: rodziny, Nie-detektywa, polityków, z małym dzieckiem, owiniętym w całun śmiertelnej tajemnicy.