Liścik z życzeniami powrotu do zdrowia od Pani Marii Kaczyńskiej
Liścik z życzeniami powrotu do zdrowia od Pani Marii Kaczyńskiej Maria Kaczyńska

Zajęłam się cichym wspominaniem tych, którzy zginęli w katastrofie, których znałam. Brakowało mi żałoby w krzykliwych uroczystościach. Oglądałam przez jakiś czas tę żałobę bez żałoby, tłum samonakręcających się ludzi, choć repertuar jest cokolwiek zużyty, ciągle są gotowi do wieszania. Jak tak bardzo chcą wieszać, niech zrobią pranie, wypiorą przepocone od oklasków i wysiłku okrzyków koszule. Jest wiosna, świeci dość mocne słońce, szybko wszystko wyschnie i będzie korzyść dla wszystkich.

REKLAMA
A już ten facet, drący się, jakby był na prochach, który obiecywał, czy to nie groźby karalne?, że prezydentowi Komorowskiemu zrobi kuku, „sam wyrwie mu łeb”, oszalały ze szczęścia, że pokazano go w telewizji. Był kwintesencją tego do czego mogą doprowadzić politycy. Widziałam, że nawet członkowie PiS-u mieli niewyraźne miny podczas uroczystości, i przemówienia JK. Niektórzy czuli się nieswojo, inni wręcz nie mogli powstrzymać śmiechu. Czy oni wiedzą, że nie da się utrzymać przez lata do wyborów tak wyśrubowanego emocjami programu? Może coś knują po kątach? Mimo krzyku prezes był wypalony, chociaż miał siłę przemówić do ludu dwa razy. Znów poleciał Herbertem, mimo że wdowa po poecie, już poprzednio uznała to za nadużycie. A już "Sto lat" śpiewane przy okazji żałobnej rocznicy zabrzmiało dość makabrycznie i niestety groteskowo.
Zgromadzona ludność PIS-owska chyba nie wołała tym razem Ja-ro-slaw-Polskę-zbaw. Przynajmniej ja tego nie usłyszałam. Może bliskość Świąt Wielkiej Nocy spowodowała, że dyrygenci aplauzu, ci co podają ton i hasła, powstrzymali lud przed krzykiem: zbaw! Bo przecież to słowo, dla wierzących głęboko należy do zbawcy świata, czyli Chrystusa. Może dotarło do nich, że robienie bożka z prezesa, bo chyba nie boga, jest nadużyciem. Choć on sam się tym upajał i powoływał na to, że dlatego musi kandydować. Musi na Rusi a w Polsce jak kto chce! Jak nie chce to niech nie kandyduje!
Ponieważ nie było żałoby, i dlatego że w ferworze entuzjazmu dla JK, ZNIKNĘLI CI CO ZGINĘLI zajęłam się wspominaniem tych, których znałam. Mam wokół pamiątki. Psią miskę, jaką podarowała mi Iza Jaruga Nowacka, wiedząc że nie mam psa, ze względu na uczulenie na sierść, a więc dokupiłam do niej psa elektronicznego, który szczeka, śpiewa i tańczy przy głośnej muzyce, najchętniej z kanału Rebel’s.
logo

Patrzę na bałwana z łopatą od Krysi Bochenek („pani od dyktanda”, wszyscy ją znali zanim została senatorem), byłam z nią blisko, dała mi go gdy narzekałam, że muszę sama odśnieżać ulicę. Pisałam o naszych zakupach, o tym że widziałam ją ostatni raz przed wyjazdem, zjadłyśmy obiad w Czytelniku, a potem wykroiła godzinkę, żeby kupić „mundurek”.
logo

Widzę ją w tym czarnym kostiumie, piękną i szczupłą, pamiętam jak namawiałam ją, żeby kupiła coś kolorowego. Nie chciała, okazja wymagała czerni, zawsze eleganckiej. Jolantę Szymanek Deresz spotkałam na krótko przed jej wylotem. Spotykałyśmy się u fryzjerki Miry. Była szczęśliwa, spodziewała się wnuka. Przyszła także uczesać się Jaruga Nowacka. Także czekała na wnuka. Było dużo śmiechu, pogaduszki, zero agresji. Mam przed sobą także liścik odręczny od Marii Kaczyńskiej. Gdy się widywałyśmy na jakichś imprezach, zawsze miała chwilę by do mnie podejść – ja nie chciałam przeszkadzać, ani się narzucać ze swoim towarzystwem. Wstawała, zawsze pytała o zdrowie. Kibicowała mi w powrocie do zdrowia!
logo

A przecież wiedziała jakie mam poglądy na kaczą władzę. Nam wszystkim nie przeszkadzały różnice. Dlatego wiem, że nienawiść była im obca. Nie chciałyby widzieć tego co się teraz dzieje. Zachęcam więc do dobrego wspominania, albo w samotności, albo ze znajomymi, tak jak wspomina się je do dziś w tym Salonie Fryzjerskim, pamiętam ile było tam łez po katastrofie, nikt się nie wstydził. Teraz nie płaczemy, ale wspominamy japońskie party u Izy Jarugi, jej niesamowite psy, imieniny Krystyn zawsze odradzają Krysię Bochenek, ci co grali mecze tenisowe z Szymanek Deresz, wiedzą, że była w tym równie świetna jak w znajomości prawa. Rozmawiamy też o Marii Kaczyńskiej, o jej kanapkach w plastikowej siatce… O spotkaniu w pałacu prezydenckim, tak, tak, tym słynnym, po którym została uznana przez ojca R za czarownicę i zachęcona do eutanazji. Wtedy to wydawało się nam śmieszne, dziś, gdy jej szwagier gloryfikuje autora tej wypowiedzi, nie śmieszy nas wcale.