Zastanawiam się, lepiej być blondynką, czy wręcz przeciwnie???
Zastanawiam się, lepiej być blondynką, czy wręcz przeciwnie???

Doceniajmy rzeczywistość! Doceniajmy życie! Naszych bliskich! Nasze przygody! Nasze miejsce, w którym żyjemy! Będziemy szczęśliwi...

REKLAMA
Myślę, że szczęście, za którym się wszyscy uganiamy, jest w bardzo dużym stopniu zależne od nas samych. Może po prostu trzeba bardziej je doceniać, być zadowolonym z losu, który niby jest ślepy, ale na który przecież mamy szalony wpływ! Często spotykamy się z ludźmi, którzy są w zgodzie ze sobą samym, żyjącymi, jak ptak śpiewa, którym wszystko idzie jakby jak z płatka. Nie znaczy to wcale, że mają jakiś wyjątkowy układ okoliczności składających się na ich radosne bytowanie, a właśnie że ich zadowolenie z byle czego, z własnych małych osiągnięć, daje im te niefrasobliwe może ale jakże wygodne i radosne przeżywanie wszystkich swoich kolejnych dni!!!
Spotykam się często z tęsknymi pragnieniami , które nie mają szansy na realizację.
"Och, gdybym tak mógł żyć w Ameryce!!!" - wzdychał mój paryski sąsiad - zamiatacz. Wzdychał tak i wzdychał. aż któregoś dnia, wyprowadzona z równowagi jego utyskiwaniami na rzeczywistość francuską (że kryzys, że podatki, że praca ciężka) poradziłam mu, żeby do tej Ameryki wyjechał. Spojrzał na mnie niedowierzająco, ale po garści moich argumentów - kupił bilet, i teraz zamiata ulice Nowego Yorku. Czy co? Czy jest zadowolony? Ale skąd, narzeka! Że kryzys, że podatki i że praca tam też nie jest lżejsza...Ale, przynajmniej tych skarg już nie muszę wysłuchiwać...
Ostatnio w Warszawie pewna średniej klasy aktorka, skarżyła mi się na brak pracy w swoim zawodzie. Twierdziła pewnym tonem, że "w tym kraju" jak formułowała swoje pretensje, nikt się aktorami nie zajmuje, nikt im niczego nie zapewnia, i muszą zniżać się do grania w serialach lub nawet reklamach ,żeby zarobić godziwe pieniądze. W tym kraju? A w innych krajach, podaje im się wyłącznie role Hamletów i Ofelii na złotej tacy? W Nowym Yorku większość aktorów, oprócz oczywiście gwiazd, zarabia gdzie i jak kto może, najczęściej w restauracjach i kawiarniach, jako kelnerzy. Nikt nie ma tego nikomu za złe, nie każdy jest Robertem de Niro, i nie ma sensu wyżej coś tam, niż się ma jakąś tam część ciała. We Francji bywa jeszcze trudniej, bo miejsca kelnerów też są na wagę złota, i bez trzyletniej szkoły hotelarskiej trudno się do tego zawodu dostać... Ale mit Zachodu jeszcze pokutuje w narodzie, z tymi dolarami, które podobno zbiera się na ulicy, tyle że prawda nie jest ż tak różowa - trzeba nieźle się narobić w każdym zawodzie, od bankiera do śmieciarza, żeby parę tych dolców uszczknąć. Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie, mówił mądry wieszcz, i miał rację. Doceniajmy status, którego widać jesteśmy warci, doceniajmy miejsce, w którym jesteśmy, a jak się nam nie podoba, zmieńmy je na inne, żeby się przekonać, ze nie było tak źle! Czyli - cieszmy się, cieszmy się kochani, że mamy co jeść, że mamy gdzie spać, a jeśli coś jest nie tak, poszukajmy winy w sobie!!!! No to szukam...