Mam ogon? No to co, nie wolno?
Mam ogon? No to co, nie wolno?

No to co, że mam ogon? Widać poczułam taką potrzebę... Na szczęście dla mnie, żyję w kraju, gdzie każdy może mówić, robić a nawet MYŚLEC to, na co ma ochotę i co wydaje mu się słuszne. Ale - miało być o muzyce i o modzie...

REKLAMA
Uwielbiam modę. W każdym kraju świata, w którym przebywam, biegam na wszystkie możliwe pokazy mody, łapię adresy młodych projektantów i tylko w ich kreacje się ubieram. Kreatywność, oryginalność, pomysłowość - to to, co najbardziej mnie pociąga w ich twórczości, uwielbiam nietypowe rozwiązania, zaskakujące kroje, poddawanie w wątpliwość wszystkich znanych i od lat sztywnych kanonów. Zresztą, mam tak nie tylko z ciuchami. Wszystko, co nosi znamiona własnego, twórczego podejścia do sztuki, a i do życia ogólnie, co z grubsza reasumując pcha świat do przodu, zachwyca mnie i zawsze gorąco przyklaskuję tym świeżym prądom z całej siły! W Polsce także, ile razy jestem, tyle razy kontynuuję te moje poszukiwania, i czasem - przyznam, bardzo rzadko - udaje mi się wyłowić jakąś perełkę. A to świetny kawałek literatury (taki Stasiuk, rewelacyjny! A - z innej beczki - Grochola - sam miód!) a to genialną kompozycję muzyczną (w kraju, który wydał Pendereckiego i w którym komponował Komeda, mamy prawo do dumy!) albo i jakaś kolekcja ubiorów...(takie studio b3 z Krakowa!) Słyszałam, że jeden z naszych czołowych projektantów, Maciej Zień, zorganizował niedawno pokaz swojej nowej kolekcji w Warszawie, w kościele Św. Augustyna. Świetny pomysł! To są piękne, nastrojowe wnętrza, sama często uczęszczam do różnych kościołów w Paryżu, na koncerty mego byłego męża a i też syna - brzmienie muzyki w tak dobrym akustycznie miejscu dodaje jej głębi i wpływa na lepszy jej odbiór! Zresztą, tu są to rzadkie momenty, kiedy kościoły są pełne! Niedawno przy okazji pobytu w Nowym Yorku po raz kolejny odwiedziłam ich świetny kościół, Limelight, położony w samym centrum miasta, by wypić whisky, potańczyć i posłuchać dobrej muzyki. Miałam szczęście, akurat śpiewała moja ukochana niemiecka artystka rockowa, Nina Hagen!!! Wracając do spraw warszawskich, niestety, dowiedziałam się też, że ktoś (pewnie kolejny przygłupawy anonimowy komentator, z wypowiedzi wynika, że niema pojęcia ani o muzyce, ani o filmie!) skrytykował użycie do pokazu Zienia świetnej, nastrojowej kołysanki z filmu Polańskiego, skomponowanej właśnie przez Krzysztofa Komedę, i muzyki z filmu "Brobeback Mountain", najpiękniejszego chyba filmu o miłości, jaki zrobiono. Zarówno "Rosemary Baby" jak i "Brobeback Mountain" przeszły już do historii filmu światowego, jako jedne z bezsprzecznie wielkich dzieł sztuki filmowej, a fakt, że któryś z tych filmów był zakazany w Chinach, potwierdza tylko jego klasę w dążeniu do demokracji i postępu. No tak, Polska jeszcze niestety nie jest Holandią, Belgią ani Francją, ale starajmy się dogonić te bardziej oświecone kraje, a nie wlec się w ogonie,ręka w rękę z Chinami! Doniesiono mi także, że podobno ktoś mianował wybitne dzieło Polańskiego "satanistyczny horrorem" - bójcie się Boga, maluczcy, takie zdanie dyskredytuje tego, kto odważył się je wygłosić, sprowadzając go nie tylko do poziomu kompletnego ignoranta sztuki filmowej, ale też zacofanego, zwapniałego skorupiaka!!! Niech przeczyta biblię, nie ma tam mowy o takiej bezpodstawnej a zapiekłej nienawiści! Czasem wzdycham z ulgą, gdybym żyła w średniowieczu, więcej niż pewne, ze tacy właśnie fanatycy spalili by mnie od dawna na stosie, choćby za sam wygląd I mam się bać konsekwencji? Ale przecież polski papież powiedział "nie lękajcie się", no to się nie lękam!!!!