
Kolejki, kolejki.. ja - niestety - pamiętam jeszcze te tasiemcowe kolejki w których się stało godzinami - po kurę, po lodówkę, po zapisy na meble.. Kiedyś w Warszawie - a było to z pięćdziesiąt lat temu - zobaczyłam jakąś taką dłuuuugą kolejkę, więc wiedziona odruchem narodowym, natychmiast się ustawiłam. Nie wiadomo było dokładnie, po co stoimy - mieli coś dowieść, coś "rzucić" jak wtedy się mówiło. Miałam nadzieję, że to szklanki albo papier toaletowy, okazało się po dwóch i pół godziny stania, że rzucili...czajniczki do herbaty. Mam taką relikwie przeszłości do dziś...
