
Znowu wpadłam do Warszawy, na parę dni. Włos mi się jeży na głowie, przerażenie każe zasłaniać oczy, a usłyszane teorie i spotkane reakcje sprawiają, że chce mi się wyć. Wyję bezgłośnie...
REKLAMA
Jestem patriotką. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że ciągle mnie ciągnie do mego kraju ojczystego? Co najmniej raz lub dwa razy w miesiącu, parta - chyba nieprzepartą tęsknotą? - wsiadam w samolot - ale nie, nie LOT, bo loty LOTem są najdroższe z wszystkich możliwych! Już kiedyś jakiś dyrektor LOTu usiłował mi wytłumaczyć, że tak, że te linie są najdroższe, i że taka jest właśnie jedyna słuszna polityka. Sądząc z problemów, jakie LOT ma od zawsze a zwłaszcza ostatnio, mój zdrowy chłopski rozum, a właściwie mój rozumek ex-tancerki, może nie jest aż tak głupi? Mnie się wydawało (naiwnie?) że - aby pozyskać klientów, a tym samym być rentownym, należy zaproponować ceny konkurencyjne. Ale dobrze, nie od dziś zauważam, że w Polsce wszystko jest na opak, ktoś wymyślił, że ma być właśnie najdrożej, za taką samą lub niższej jakości usługę. Rezultaty? Ech, szkoda gadać...
Wsiadam więc w samolot Air France, i lecę do ojczyzny. Spotykam się już od wejścia tam z zaczepkami, niegrzecznymi reakcjami ze strony społeczeństwa, i kąśliwymi uwagami przechodniów. Pytano mnie, czy się nie wstydzę, czy nie mam lustra w domu, czy myślę, że to wypada i czy to karnawał, żeby się tak przebierać. Ubieram się tak, jak mi się podoba, zresztą w konfekcję, żadne miniówy, tylko dżinsy i długie spódnice, nabyte w sklepach, wydawało mi się, że dla normalnych ludzi. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie, nie wstydzę się ani trochę, że bimbam sobie z tego, czy to wypada czy nie, a co do karnawału, to raczej zadający mi to pytanie jest chyba przebrany, za kloszarda albo retro jegomościa? Rozżalona wrogim przyjęciem ziomków, dla pocieszenia wzięłam się za czytanie prasy. Nabyłam "Neewsweek'a" w którym na okładce zobaczyłam zdjęcie p.Cejrowskiego i jego opinię o homo - wprawdzie jest ten cytat ujęty w cudzysłów, ale już drżę na myśl, jak ta wypowiedź może być przyjęta przez rzesze ciemniaków! Już mój znakomity teść, Stefan Kisielewski, cierpiał ongiś za swoją opinię - powiedział, że rządzą nami ciemniaki, co pozbawiło go prawa pisania i było przyczyną wielu szykan, z fizycznym pobiciem włącznie. Minęło pól wieku, czasy się zmieniły, na szczęście ustrój już nie ten, ale - mentalność została, a nawet jakby się pogłębiły jej ciemne strony. Rozsierdzona, udałam się do "Planu B" na Placu Zbawiciela, by z okna oglądać smutny szkielet spalonej tęczy i snuć refleksje o tragicznej przyszłości państwa, w którym się urodziłam. W tym nastroju udzieliłam zresztą tam-że wywiadu, nie kryjąc się z mymi przekonaniami, co - jak prorokują moje polskie przyajciółki - zaprowadzi mnie do więzienia, a przedtem zostanę na pewno czymś oblana, jeśli już nie ukamieniowana. Uprzednio prorokowały ,że za moje śmiałe wypowiedzi na pewno wyleją mnie z telewizji, i - niestety- zostałam wylana...I tak mam szczęście, że naród wylazł - czy też wyłazi powoli - ze Średniowiecza, bo niechybnie bym od dawna była spalona na stosie...
Zniesmaczona wróciłam do Paryża. Słoneczko,atmosfera beztroska. Już pierwszy spotkany urzędnik na lotnisku powiedział mi, że mam świetny look, a szofer taksówki, że niesłychanie podoba mu się moje uczesanie, łącznie z kolorem (właściwie kolorami, blond, czerwony, czarny i trochę zielonego w przebłyskach) włosów. Ludzie są uśmiechnięci, życzliwi, nikt mnie nie krytykuje. A w Paryżu znów dzieje się bardzo dużo - pobiegłam na wystawę "Paris photo" w Grand Palais, zobaczyłam wystawę Azzedine Alaya w muzeum mody, wieczorem zaliczyłam jeszcze w Chatelet spektakl "The old woman" w reżyserii Boba Wilsona z Barysznikowem i Dafoe, a około północy zjadłam świetną kolację z owocami morza w pobliskiej knajpce i na bis poszłam do Hal, posłuchać rock'a brazylijskiego. Pojadłam, popiłam, potańczyłam, pośmiałam się - i poszłam spać, znowu absolutnie pewna, że życie jest piękne! To dlaczego dziś rano znów nabyłam bilety Air France, żeby udać się do Warszawy? Patriotyzm? Jakaś wrodzona choroba patriotyczna? Chęć walki? Wiara, że może wreszcie w końcu ktoś coś zrozumie?
A może po prostu jestem masochistką?
Wsiadam więc w samolot Air France, i lecę do ojczyzny. Spotykam się już od wejścia tam z zaczepkami, niegrzecznymi reakcjami ze strony społeczeństwa, i kąśliwymi uwagami przechodniów. Pytano mnie, czy się nie wstydzę, czy nie mam lustra w domu, czy myślę, że to wypada i czy to karnawał, żeby się tak przebierać. Ubieram się tak, jak mi się podoba, zresztą w konfekcję, żadne miniówy, tylko dżinsy i długie spódnice, nabyte w sklepach, wydawało mi się, że dla normalnych ludzi. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie, nie wstydzę się ani trochę, że bimbam sobie z tego, czy to wypada czy nie, a co do karnawału, to raczej zadający mi to pytanie jest chyba przebrany, za kloszarda albo retro jegomościa? Rozżalona wrogim przyjęciem ziomków, dla pocieszenia wzięłam się za czytanie prasy. Nabyłam "Neewsweek'a" w którym na okładce zobaczyłam zdjęcie p.Cejrowskiego i jego opinię o homo - wprawdzie jest ten cytat ujęty w cudzysłów, ale już drżę na myśl, jak ta wypowiedź może być przyjęta przez rzesze ciemniaków! Już mój znakomity teść, Stefan Kisielewski, cierpiał ongiś za swoją opinię - powiedział, że rządzą nami ciemniaki, co pozbawiło go prawa pisania i było przyczyną wielu szykan, z fizycznym pobiciem włącznie. Minęło pól wieku, czasy się zmieniły, na szczęście ustrój już nie ten, ale - mentalność została, a nawet jakby się pogłębiły jej ciemne strony. Rozsierdzona, udałam się do "Planu B" na Placu Zbawiciela, by z okna oglądać smutny szkielet spalonej tęczy i snuć refleksje o tragicznej przyszłości państwa, w którym się urodziłam. W tym nastroju udzieliłam zresztą tam-że wywiadu, nie kryjąc się z mymi przekonaniami, co - jak prorokują moje polskie przyajciółki - zaprowadzi mnie do więzienia, a przedtem zostanę na pewno czymś oblana, jeśli już nie ukamieniowana. Uprzednio prorokowały ,że za moje śmiałe wypowiedzi na pewno wyleją mnie z telewizji, i - niestety- zostałam wylana...I tak mam szczęście, że naród wylazł - czy też wyłazi powoli - ze Średniowiecza, bo niechybnie bym od dawna była spalona na stosie...
Zniesmaczona wróciłam do Paryża. Słoneczko,atmosfera beztroska. Już pierwszy spotkany urzędnik na lotnisku powiedział mi, że mam świetny look, a szofer taksówki, że niesłychanie podoba mu się moje uczesanie, łącznie z kolorem (właściwie kolorami, blond, czerwony, czarny i trochę zielonego w przebłyskach) włosów. Ludzie są uśmiechnięci, życzliwi, nikt mnie nie krytykuje. A w Paryżu znów dzieje się bardzo dużo - pobiegłam na wystawę "Paris photo" w Grand Palais, zobaczyłam wystawę Azzedine Alaya w muzeum mody, wieczorem zaliczyłam jeszcze w Chatelet spektakl "The old woman" w reżyserii Boba Wilsona z Barysznikowem i Dafoe, a około północy zjadłam świetną kolację z owocami morza w pobliskiej knajpce i na bis poszłam do Hal, posłuchać rock'a brazylijskiego. Pojadłam, popiłam, potańczyłam, pośmiałam się - i poszłam spać, znowu absolutnie pewna, że życie jest piękne! To dlaczego dziś rano znów nabyłam bilety Air France, żeby udać się do Warszawy? Patriotyzm? Jakaś wrodzona choroba patriotyczna? Chęć walki? Wiara, że może wreszcie w końcu ktoś coś zrozumie?
A może po prostu jestem masochistką?
