Tu ja jako anioł, ale chyba to nie jest dla mnie najwlaściwsza raola????
Tu ja jako anioł, ale chyba to nie jest dla mnie najwlaściwsza raola????

Za parę dni Wigilia, a z nią choinka - a pod nią prezenty. Święty Mikolaj, czy Pere Noel??? A może Dziadek Mróz???

REKLAMA
Święty Mikołaj, Pere Noel czy Dziadek Mróz – zwał go, jak chciał, byleby tylko był on synonimem euforycznej atmosfery przygotowań, wiążącej się z uczuciem rozkosznego podniecenia i niespodzianki oraz kojarzył się z magią niezliczonych prezentów. Sama postać Świętego Mikołaja, koniecznie przyodzianego w długą, purpurową szatę (lepiej, żeby to nie był łatwo rozpoznawalny szlafrok mamusi), z długą brodą (tak, no ta to najczęściej jednak jest z waty) i nieodzownym, dobrze wypełnionym worem z paczkami i paczuszkami, jest niezbędnym atrybutem tego święta. Najczęściej szóstego grudnia, ale i podczas wieczoru wigilijnego, długo oczekiwana i owiana nimbem tajemniczości wizyta tego staruszka wprowadza raptem do banalnej szarości życia codziennego element niezwykłości, coś, co jest naszym pociechom ale chyba i nam samym niezwykle potrzebny. Rodzaj Harry Potera, Alicji z Krainy Czarów czy Piotrusia Pana. Jakiś cud, wizyta osoby z zaświatów, obrzucającej w dodatku wszystkich wspaniałymi, pięknie zapakowanymi prezentami, wprowadza nagle w powszedniość i nieznośnie realną materialność naszej egzystencji element surrealistyczny, nadzwyczajnie bajkowy, którego widać tak bardzo wszyscy potrzebujemy!
W zeszłym roku Świętego Mikołaja obchodziłam wraz z grupką moich przyjaciół, polskich Szwajcarów, w pięknej rezydencji wiejskiej w pobliżu Lozanny. Mikołajem był mój Exio, czyli były mąż, na czadowe spodnie z plączącymi się łańcuchami, wiszącymi taśmami odblaskowymi i nabijaną metalowymi ćwiekami koszulkę wdział czerwony płaszcz z bibułki, który mu co rusz się obsuwał i spadał z ramion. Na łysinę nasadził krasnoludkową czapkę, do własnej bródki doczepil kawałek odklejającej się co i rusz waty, i tak ustrojony przystąpił do rozdawania prezentów. Prezenty były z biegu, każdy coś tam przyniósł, i coś tam miał wylosować. Jak zwykle to bywa w takich przypadkach, wszystko było chybione – najgrubsza a stale i intensywnie odchudzająca się osoba dostała wielkie pudło czekoladek, pewien Szwajcar polską książkę, mieszkający na szóstym piętrze w środku dużego miasta kolega – domek dla ptaszków, dziadek prezerwatywy o smaku truskawkowym a pan domu coś, co nie wiadomo było, do czego miało służyć. Całe towarzystwo ożywiło się w tym momencie i usiłowało zgadnąć, co też by to być mogło? Rodzaj woreczka, może skarbonka? Nie, zamiast szparki ma wlew. Pojemnik na orzeszki? Za mały. Termos? Ale dlaczego taki miękki? Pan domu stwierdził, że z tego główkowania zaczyna go boleć już głowa, i wtedy raptem nas olśniło – to pojemnik na lód, kiedy po imprezie ma się kaca!!!
Dowiedzialam się od przyjaciela, przebywającego akurat w Helsinkach, że w tamtejszym środowisku artystycznym istnieje urocza tradycja – co roku szóstego grudnia pewien znany aktor wyprawia wielkie popołudniowe przyjęcie, na które zaprasza aktualną śmietankę twórczą. Najlepsi pisarze, malarze i inni artyści jedzą i piją, zezując na wór Świętego Mikołaja , który w odpowiednim momencie jest wysypywany przed zebranymi gośćmi. Wieczorem tego samego dnia, który jest zarazem dniem święta narodowego, miejsce ma z kolei wytworny bankiet u prezydenta.Część gości zresztą biegnie prosto z jednej imprezy na drugą, ściskając prezenty i bekając z przejedzenia...
A w Paryżu? Wszystko już gotowe do Gwiazdki, od kilku dni Champs Elysees przebrane w odpowiednio odświętną i połyskującą błyskotkami szatę. Na tej dwu i pół kilometrowej aleji świeci co roku 150 000 kolorowych żarówek, i wisi pięćdziesiąt kilometrów girland, wszystko to połączone czterdziestoma trzema kilometrami kabli elektrycznych. Jak Święta, to Święta!!! Wystawy Grands Magazins na bulwarze Haussmana zamienione są w iście bajkowe żywe obrazy, lalki chodzą, misie tańczą, pociągi jeżdżą wesoło pogwizdując a tłumy zachwyconych pociech i niemniej zauroczonych rodziców przepychają się dniami i nawet nocami, żeby obejrzeć te cudeńka. Czy rzeczywiście robimy to wszystko tylko dla naszych dzieci, czy i nam nie jest niezbędna nasza kropla marzeń, odrobina iluzji i wiara w nadzwyczajność okresu świątecznego? Wiecie, jak to jest z dziećmi dzisiaj, często to one są bardziej trzeźwe, niż dorośli i nie wierzą w żadne cuda. Podobno jeden mały chłopczyk pytał drugiego:
„Ty, ile mas lat?”
„Nie wiem, chyba dwa, albo tsy...”
„A interesujes się dziewcynami?”
„Eee, zupełnie nie..” – stwierdził zdegutowany malec
„To mas dwa!” – zawyrokował znający się na rzeczy trzylatek.
Do znajomej sprzątaczki i jej trójki dzieci sprowadziliśmy pewnego murarza, który zgodził się odegrać rolę Świętego Mikołaja. Nie wlazł wprawdzie przez kominek (kominka nie było, trudno cokolwiek wymyśleć z kaloryferem...) ale przebrał się, jak trzeba, i rozdawał prezenty z worka. Córeczka sprzątaczki dziwiła się trochę, że Mikołaj ma buty pochlapane białą farbą i ręce w białe plamy, a synalek rozpoznał worek, normalnie używany do do przechowywania zapasowej kołdry. Ale dorośli byli zachwyceni! Niestety, murarz nie lubił wylewać za kołnierz, przesadził w toastach i zaczął poważnie się kiwać na krześle, czkając, Wtedy dopiero trzecie dziecko się odezwało:
„Eee, co to za Mikolaj, jaka to Święta Osoba! Przecież tak samo mówi od rzeczy, klnie i chichocze, jak wszyscy koledzy tatusia!!!
Chcę być dobrą babcią, więc zawczasu zaczęłam myśleć o prezentach dla moich dwóch wnuków. Zadzwoniłam do ich mamy, a mojej nieślubnej synowej, pytając, co by im sprawiło przyjemność.
„Och, wiesz, przydałyby się obu buciki, z poprzednich wyrośli, a podobno brat nie powinien nosić butów po starszym bracie, no i – ponieważ buty są niesłychanie ważne, lepiej kupić najdroższe. Od dawna już chciałam im nabyć obuwie na zimę, ale te, które wybrałam, przekraczają moje możliwości finansowe...”
Postanowiłam przekroczyć moje możliwości finansowe, i bez zmrużenia oka zamówiłam dwie pary bucików, wskazane mi przez synową. Nie przypuszczałam, że takie małe obuwie może tyle kosztować, no ale westchnęłam, zamknęłam oczy i zamówiłam je przez internet. W końcu. Święty Mikołaj jest tylko raz w roku...
Parę dni potem zadzwoniłam.
„Już mi te buciki przysłali, czy mam je podłożyć pod choinkę u was, czy zrobić Święta i jakiegoś Mikołaja u mnie?”
„Och, to nie może być prezent od Mikołaja, bo już im powiedziałam, że Babcia kupuje im buty! Na te prezenty mikołajkowe wymyśl coś innego!”
Myślę.
Same kłopoty z tymi prezentami, ale i tak jestem pewna, że pomysł ze Świętym Mikołajem jest znakomitym wynalazkiem. Według mnie, należy w niego wierzyć non stop!!!