O autorze
Krystyna Mazurówna - Z grubsza, byłam tancerką. Najpierw łabędziem w Teatrze Wielkim w Warszawie, potem założyłam własny zespół tańca jazzowego „Fantom”, ale i tańczyłam też w duecie z Gerardem Wilkiem, głównie w telewizji, a od 1968 podtańcowywałam już w Paryżu. Najpierw w operetce z Tino Rossi (już nie żyje) potem w Atenach, w klubie Onassisa (zmarł, jak wiadomo), jako solistka w rewii Josephiny Baker (też nie żyje) wreszcie kilka dobrych lat jako solistka w rewii „Casino de Paris” (zamknęli). Któregoś dnia przestałam zarabiać nogami i zaczęłam głową, więc pisywałam przez piętnaście lat co tydzień felietony do polskiej gazety „Kurier Plus”, wychodzącej w Nowym Yorku, Waszyngtonie i Chicago. Jestem Polką, która mieszka w Paryżu a uwielbia NY. Drukowano mnie również w polskich pismach - „On”, „Kontakt Polonia”, „Art Po”, „Korespondent paryski”, „Moda Top”, „Fashion”, „Uroda”, „Sukces”, „Pani”, „National Geographic”, „Twój Styl” i "Imperium Kobiet". Pisuję też aktualnie do polonijnej prasy we Wiedniu i zamieszczam co-tygodniowe felietony w Paryżu. Staram się przemycać problemy poważniejsze, jak nasz narodowy rasizm, alkoholizm i homofobię, co nie zawsze wychodzi mi na dobre. Ale równolegle - z identyczną pasją, która mnie rozsadza - po pięćdziesięciu latach spędzonych na scenie sprawdzałam się też w innych zawodach, jak: choreograf, hostessa na wystawie biżuterii, ekspedientka, barmanka, producentka spektakli, szatniarka w sali koncertowej, kelnerka w knajpie ruskiej, kierownik budowy, kasjerka w kinie, stylistka mody, sprzedawczyni programów teatralnych, profesorka tańca, kierowniczka sklepu z winami, producent spektakli i właścicielka baru dla artystów. W Polsce miałam przyjemność wykonać choreografię dla TV w programie "You can dance" i zasiadać w jury programu TV "Tylko taniec", Zrobiłam też choreografię dla Teatru Tańca Wycichowskiej w Poznaniu, i dla Festiwalu Jazzowego w Łodzi w sierpniu bieżącego roku, gdzie wystąpiłam też jako tancerka. Kto da lepiej?

Jako hobby - posiadłam kilkanaście mieszkań, i żyłuję bezlitośnie lokatorów, co mi zapewnia łagodną starość. Ostatnio zajęłam się też pisaniem książek (dwie już wyszły, trzecia za chwilę), bywam też konferansjerem, profesorem wykładów motywujących ale głównie - hotelarką! Cecha szczególna – pełny optymizm, niczym tak specjalnie nieuzasadniona radość życia i kompletna beztroska!

Trzej Królowie...

Na głowie kolorowe włosy, a w głowie też fiu - bździu..
Na głowie kolorowe włosy, a w głowie też fiu - bździu..
Święto Trzech Króli niby już było wczoraj, ale to właśnie nasunęło mi szereg wspomnień i refleksji..


Pierwszy raz usłyszałam historię Trzech Króli we Lwowie, w przedszkolu. Pani przedszkolanka opowiedziała nam ją - zrozumiałam, jak zwykle gdy słucham jakiejś historii - piąte przez dziesiąte. Tak, istnieli jacyś Trzej Królowie, mieli dziwne, zachwycające imiona, występowało też w tej opowieści jakieś niemowlątko, wszystko było otoczone jakąś pociągającą mgłą tajemnicy... Zachwycila mnie ta podniosła atmosfera całości... Po powrocie do domu oświadczyłam rodzicom, że ja też będę miała własnych Trzech Króli. Tak, to będą moje dzieci. Czy urodzą się tu, we Lwowie? - Nie, pierwszy, Kasper, urodzi sie w stolicy - w Warszawie. Drugi, Baltazar - może w Paryżu, no a trzeci - w Nowym Yorku.
Kilkanaście lat później, powiłam - będąc już w Warszawie - syna, i dałam mu na imię Kasper. Odczekałam następnych kilkanaście lat, w międzyczasie zmieniłam kraj zamieszkania i męża - i w Paryżu urodził się mi się następny syn, Baltazar. Przy trzeciej ciąży los mi spłatał miłego figla, i - urodziła się dziewczynka, a że w ciąży czytywałam Boya, i zachwycałam się jego fraszkami, m. inn. "a była też taka świnka, co zwała się Ernestynka" - dziewczynka nazywa się Ernestyna. Niestety, wbrew moim oczekiwaniom nie jest żadną świnką - porządna, zawsze czysto umyta, poważna, niezwykle pracowita i bardzo skromna - przeciwieństwo matki. Jej brat Baltazar, chodząc do szkoły zapewniał kolegów, że zna dobrze historię Trzech Króli - jasne, to Kasper, Baltazar i Ernestynka!!!
Rzeczywiście, Ernestynka obchodzi imieniny co roku jako Melchior, znaczy - razem z braćmi - w dzień święta Trzech Króli. Wytworzyła się tradycja - co roku zapraszam w tym dniu moją trójkę dzieci na kolację w restauracji, za każdym razem innej i takiej, której żadne z nich nie zna. Tylko my we czwórkę - żadni mężowie, żadne żony, nie, to jest sprawa między mną, a moimi Trzema Królami! Cała trójka dostaje identyczne prezenty, w zależności od mego aktualnego stanu majątkowego - raz były to dwa super-smokingi dla chłopaków i piękna suknia wieczorowa dla dziewczyny, innym razem - tylko trzy szczoteczki do zębów...
Tradycji musi stać się zadośc!!!!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Polskiej szkole przydaliby się tacy nauczyciele. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w teatrze
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie