Najtrudniej oddać cumy! Ustala się jakiś termin, a tu straż graniczna przysyla umyślnego, że chce sprawdzić wszystkie paszporty. Wydawałoby się, że to odległe czasy i dziś już możemy przekraczać granice swobodnie, ale jak widać nie zawsze.

REKLAMA
Tak więc sprawdzeni skrupulatnie poprosiliśmy VTS (to też kontrola obszaru i ruchu na wodzie) czy możemy wypływać korzystając z żagli, czego na ogół nie wolno w portach robić. Ale tu spotkaliśmy pełne zrozumienie, że w razie czego podeprzemy się silnikiem. I tak majestatycznie wysunęliśmy się z główek Świnoujście.
Im dalej ląd za rufą, tym opadają z nas troski. Zaczyna się rutyna codziennych dni na morzu, gdzie liczy się rytm czterogodzinnych wacht, punktualność posiłków i dokładność utrzymywanego kursu. Teraz będą nami rządzić prawa wiatru i morza, a nie bezduszne przepisy, choć procedur alarmowych na każdą okoliczność nie można lekceważyć. Główny mechanik – chwilowo bezrobotny, bo płyniemy na żaglach, zrobi całej załodze wykład o zagrożeniu pożarowym.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?