Debatujemy nad podniesieniem wieku emerytalnego do 67 lat. Debatujemy z partnerami społecznymi, w tym ostatnimi czasy z kobietami, które reforma w "czystej" postaci może dotknąć najbardziej. Debata z kobietami jest więc kluczowa i niezwykle potrzebna.

REKLAMA
Jednakże ową debatę Premier Donald Tusk rozpączął z kobietami już przekonanymi do odniesienia wieku emerytalnego. Jak czytamy na stronie Kongresu Kobiet: "Kongres Kobiet wyrasta na strategicznego partnera w dyskusji o reformie emerytalnej. Przedłużenie wieku emerytalnego, choć trudne, wydaje się nieuniknione." Czy wobec tego wszystko jest już pozamiatane? Rząd za, kobiety za, uchwalić i cieszyć się z sukcesu? Niekoniecznie. Jeśli popatrzymy na skład Rady Programowej Kongresu Kobiet, to wątpliwe, ba, nawet nieuzasadnione staje się mówienie, że kobiety są "za". Kongres Kobiet to organizacja raczej niszowa, która reprezentuje kobiety, których podniesienie wieku emerytalnego dotyczy w sposób pośredni. Cześci Pań jako reprezentantkom instytucji finansowych, rynku, organizacji pracodawców nawet zależy na tym, aby kobiety-ich pracownice pracowały dłużej i przynosiły im większe dochody. Inną kwestią jest także ideologiczna, światopoglądowa "reprezentatywność" Kongresu Kobiet - tu odsyłam do tego artykułu -

"Strategiczny partner" jak o sobie mówi Kongres Kobiet jest tylko strategicznym partnerem w kontekście czysto politycznym. Gdzie w tym wszystkim wrażliwość społeczna? Nie mniej jednak, wypowiedzieć powinny się wszystkie te kobiety, które czują, że Kongres Kobiet, na czele z rozpaczliwie wołającą o podniesienie wieku emeryatlnego prof. Środą, nie odzwierdziedla ich poglądów. Czekamy na dalsze konsultacje społeczne. Może teraz z Kołami Gospodyń Wiejskich?