60-letni fotograf premiera został zwolniony. Nic w tym dziwnego by nie było, gdyby nie kampania informacyjna, że wiek emerytalny trzeba podnosić. Dziwią przy tym bezrefleksyjnie broniący premiera politycy Platformy. Pada argument, że administracja tnie koszty prowadząc outsourcing, jest też argument, iż swojego czasu Gazeta Wyborcza zwolniła swoich wszystkich fotografów (sic!).

REKLAMA
Zostawmy jednak politykę na boku, bo w tym wszystkim jest drugie dno, dno, które dla systemu emerytalnego w wersji "67" jest krytycznie głębokie. Fotografowi wypowiedziano umowę o pracę w wieku prawie przedemerytalnym. Dziś ma 60 lat, do osiągnięcia nowego wieku emerytalnego pozostało mu jeszcze 6 lat i 6 miesięcy. Do emerytury częściowej w wysokości 50% świadczenia pozostało mu 5 lat, o ile ma 40 lat stażu ubezpieczeniowego. Został zwolniony, bo tańszy jest tzw. outsourcing. Outsourcing prowadzony przez administrację publiczną polega na realizowaniu określonych zadań przez podmioty zewnętrzne. Z pewnością podstawowym atutem outsourcingu jest zmniejszenie, czasami nawet znaczna redukcja ponoszonych dotychczas kosztów za wykonywanie tych samych zadań. Na czym polega owa redukcja kosztów? I tu przechodzimy do głównej problematyki całej sprawy. Pracodawca zatrudniając pracownika na podstawie umowy o pracę jest płatnikiem między innymi składki emerytalno-rentowej. W outsourcingu stosuje się umowy śmieciowe, w tym umowę o dzieło, od której nie odprowadza się składki emerytalno-rentowej. Z tego też powodu outsourcing dla pracodawcy, także tego publicznego jest tańszy. Państwo i obywatel wpadają jednak w pułapkę, w rodzaj błędnego koła. Starszy człowiek jest bez pracy, bo dla pracodawcy jest za drogi, a młody człowiek pracuje na podstawie umowy, która nie gwarantuje mu emerytalnego zabezpieczenia.
Paradoks starego i młodego fotografa to idealny przykład patologicznego systemu emerytalnego, którego stan podwyższenie wieku emeryaltnego tylko pogorszy.