Donald Tusk nie jest antyklerykałem większym niż ks. Tischner, który powiadał, że proboszczowie potrafią zgorszyć swoich parafian bardziej niż Nietzsche.
REKLAMA
„Newsweek” 40/2012 szeroko komentuje notę nuncjusza Celestino Migliore z 28 czerwca 2011 r. do kard. Tarcisio Bertone, szefa watykańskiej dyplomacji, w której nuncjusz zrównuje polskiego premiera z antyklerykałami takimi jak Janusz Palikot czy Grzegorz Napieralski. Nuncjusz pisze tam ponoć, że niektórzy polscy politycy „obrażają spokojnie Kościół, nigdy się nie tłumacząc ani nie przepraszając”, a premier Donald Tusk robi to samo, stawiając polskie duchowieństwo w niezręcznej sytuacji. W konkluzji nuncjusz stwierdza, że Stolica Apostolska nie powinna nikogo przepraszać za krytyczne pod adresem polskiego rządu wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka, o co wtedy zabiegał w Watykanie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.
Nota najprawdopodobniej jest autentyczna. Pochodzi z wydanej w lutym 2012 r. książki Gianluigi Nuzziego Sua Santità. Le carte segrete di Benedetto XVI (Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI), opartej na materiałach wykradzionych z apartamentów papieskich przez papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele, któremu trybunał watykański postawił już zarzuty.
Nota jest jednak poufna, dlatego podobnie jak w przypadku amerykańskich depesz ujawnionych przez WikiLeaks nie można jej utożsamiać z oficjalnym stanowiskiem Stolicy Apostolskiej, ani nawet z oficjalnym stanowiskiem samego nuncjusza. Jeśli jest autentyczna, odsłania co najwyżej pewne elementy argumentacji, jaka mogła być przestawiona szefowi polskiego MSZ na początku lipca 2011, kiedy to Sikorski odwiedził w Rzymie swojego odpowiednika, kard. Bertone. Ten udzielił Sikorskiemu ustnej odpowiedzi na jego wcześniejszą notę, postąpił zatem dokładnie tak jak to zalecał nuncjusz w cytowanej korespondencji. Szef polskiej dyplomacji oznajmił później dziennikarzom, że sprawę brukselskich wystąpień ks. Rydzyka uważa za zamkniętą.
O politycznym kontekście tego zdarzenia sporo w Polsce pisano. Wątek antyklerykalny pojawia się tam incydentalnie, nie sądzę zatem, żeby na jego podstawie można było formułować przełomowe tezy odnośnie wizerunku Tuska i jego rządu w Watykanie.
Katolik niezbyt gorliwie praktykujący swoją wiarę jest postrzegany wszędzie, nie tylko za Spiżową Bramą, jako katolik niebyt gorliwie praktykujący swoją wiarę. Tyle i aż tyle. Ów katolik, jak się wydaje, postrzega siebie w podobny sposób i nie inaczej przedstawia siebie jako polityk. Popiera in vitro, czego Kościół nie popiera, ale zwalcza przemoc, pedofilię i dopalacze. Z żoną się nie rozwodzi, wręcz przeciwnie, żyje przykładnie, a po wielu latach zdecydował się nawet na ślub kościelny. Czy się modli, nie wiadomo, bo się tym nie chwali. Niedzielę chętniej spędza na działce niż w kościele. To jednak za mało, żeby mu przypisać antyklerykalizm.
Na początku lat 90. Donald Tusk dość trafnie scharakteryzował swoją wiarę. W czasie dużej konferencji zorganizowanej przez Fundację Batorego ówczesny szef polskich liberałów (KLD) niespodziewanie zadeklarował, że ceni sobie Kościół i wartości chrześcijańskie, a wizyta księdza po kolędzie już w dzieciństwie była dla niego dużym przeżyciem. W ustach polityka ZChN podobna deklaracja zabrzmiałaby żałośnie, ale w ustach młodego liberała z niezbyt popularnej partii oznaczała dość dużo, bo wykraczała poza obyczaj własnego środowiska, a nadto szła pod prąd ówczesnym nastrojom politycznym. Padła w czasie, gdy władzę w Polsce bez wysiłku odzyskiwali postkomuniści (1993). Gospodarka wciąż tkwiła w zapaści, a Kościół cieszył się najniższym w historii poparciem. Wystarczyło skrytykować Balcerowicza, Mazowieckiego i biskupów, żeby poprawić swój wynik wyborczy. Tusk tego nie zrobił.
W cytowanej nocie nuncjusz Migliore pisze wprawdzie, że na wysłanie do papieża takiego listu, jak ten Sikorskiego w sprawie ks. Rydzyka, „nie pozwoliłyby sobie nawet Kuba czy Sudan”, ale jednocześnie stwierdza, że „w stosunkach dwustronnych gotowi jesteśmy przewrócić kartę. Jeden krok już uczyniliśmy, przekonując Rydzyka, by się wytłumaczył i przeprosił, i gwarantujemy, że będziemy czuwać”.
Nie chodzi tu zatem o wyjątkowo nieprzyjazny dla Kościoła ton petycji polskiego rządu, ale raczej o jej niepokojącą nietrafność. Polska nie jest Kubą, więc problemy z kształtowaniem woli politycznej, nawet gdy uczestnikami sporu są księża katoliccy, może od początku do końca rozstrzygać sama, bez potrzeby uciekania się środkami dyplomatycznymi do instancji, która tym księżom nadaje wyłącznie pewne kompetencje religijne, a nie obywatelskie. „Nie można zabronić żadnemu obywatelowi – pisze nuncjusz – nawet duchownemu, posiadania opinii politycznych bądź prowadzenia działalności, którą wysoce pobieżnie, niesprawiedliwie i sprzecznie z interesami społeczeństwa określa się jako biznesową”.
Zdaniem nuncjusza ta nieadekwatna ocena działalności ks. Rydzyka prowadzi do eskalacji konfliktu i przypomina przeciąganie struny, prowokuje bowiem dyrektora Radia Maryja do „podbicia stawki”, więc Stolica Apostolska nie ma zamiaru „gasić pożaru” wszczętego przez polityków.
Nuncjusz bardzo trzeźwo ocenia sytuację. Dzieła prowadzone przez ks. Rydzyka nie są „biznesem”, ale legalną działalnością statutową zakonu redemptorystów (Radio Maryja, uczelnia WSKMiS) lub autonomicznej fundacji (TV Trwam, Nasz Dziennik), dlatego stygmatyzowanie tych dzieł za pomocą bulwarowych terminów trąci ideologią i antyklerykalizmem, a ilekroć podobnej stygmatyzacji dopuszczają się członkowie rządu lub partii, rodzi to uzasadnione podejrzenie, że w postępowaniach administracyjnych instytucje te nie będą mogły liczyć na bezstronność ze strony państwa, co każdy, także ks. Rydzyk, ma prawo rządowi wytknąć.
Zupełnie inną kwestią są natomiast nacechowane politycznie wypowiedzi ks. Rydzyka. Nuncjusz wspomina o tym tylko mimochodem, sugerując jednak wyraźnie, że tam gdzie zachodzi podejrzenie, że mogło dojść do naruszenia czyjejkolwiek godności, winowajca już został upomniany i zobowiązany do przeprosin, co jednak nie oznacza zamykania mu ust, wręcz przeciwnie, kapłan jak każdy obywatel, przy należytym poszanowaniu innych ma prawo wypowiadać się także na tematy społeczne.
Rząd Donalda Tuska zmniejszył o połowę liczbę kapelanów wojskowych, co opozycja uznała za dyskryminację Kościoła, ale biskup polowy przyjął to bez zastrzeżeń, doskonale znając potrzeby armii. Pomruki opozycji i niektórych publicystów w chwili likwidacji katolickiej Komisji Majątkowej były jeszcze głośniejsze, ale sam episkopat przyjął ten krok bez zastrzeżeń, zaś ówczesny i obecny sekretarz episkopatu popierają likwidację Funduszu Kościelnego i zastąpienie go odpisem podatkowym. Kwestią sporną jest jeszcze wysokość tego odpisu (rząd proponuje 0,3% w PIT, episkopat chciałby dwa razy więcej) oraz tryb wygaszania dotacji budżetowej, ale nawet jeśli rząd usztywni swoje stanowisko do granic możliwości, nie będzie można tej postawy uznać za antyklerykalną, bo wedle wszelkich reguł prawdopodobieństwa mniej w przypadku podobnych danin może oznaczać więcej i to wcale nie za sprawą cudu.
