Prokuratura umorzyła śledztwo. Zlizywanie pianki z kolan księdza to nie przestępstwo. Ale i nie cnota. Inspektor salezjanów od razu wydał zakaz urządzania podobnych imprez w salezjańskich szkołach i tego zakazu nie cofnie.

REKLAMA
Nie pisałem o tym wtedy, więc napiszę teraz. Sprawa frapujących zachowań młodzieży podczas dorocznych otrzęsin w salezjańskim gimnazjum w Lubinie, tolerowanych przez wychowawców, a ujawnionych najpierw przez nich samych na portalu internetowym szkoły, zaś we wrześniu 2012 r. ujawnionych w atmosferze skandalu przez lokalną telewizję TVL Odra i inne media, teraz znalazła swój finał w prokuraturze.
Sprawy nie ma. Prokuratura nie dopatrzyła się w tych zachowaniach znamion przestępstwa. Przesłuchała 110 osób, więc chyba nikt nie zarzuci jej braku dbałości.
Biegli uznali, że dotykanie nosem białej piany znajdującej się na kolanach księdza dyrektora, do czego w salwach śmiechu jedni uczniowie przymuszali innych, nie miało cech działania o podłożu seksualnym, a o pełnej aprobacie środowiska dla tej zabawy świadczy fakt, że odbywała się od lat bez sprzeciwu ze strony uczniów i rodziców, a nawet była dokumentowana w internecie. „Dowodzą tego zeznania rodziców twierdzących, że dzieci po powrocie z wycieczki nie czuły się w żaden sposób poniżone czy urażone, chętnie opowiadały o przebiegu zabawy” – wyjaśnia rzeczniczka prokuratury („Gazeta Wyborcza”).
Sprawy zatem nie ma? Niezupełnie. Nikt przecież nie wyobraża sobie, że władze szkolne przywrócą stary ryt otrzęsin lub że będą się nim chwalić, lub że pozwą dziennikarzy za nagonkę na Bogu ducha winną młodzież. Nie śledziłem ówczesnych publikacji, nie jestem w stanie ich ocenić, ale nawet jeśli uznamy, że media z igły zrobiły widły, a szereg osób naraziły na niesławę, publikując ich wizernek w atmosferze skandalu, to jednak sam bieg zdarzeń ma pewien obiektywny porządek, którego dzisiaj nikt nie zamierza odwracać.
Udane zabawy, których trzeba się wstydzić, nie mają żadnej wartości wychowawczej, , dlatego nie można ich tolerować w placówce pełniącej zadania publiczne i misję religijną. Młodzież nie takie rzeczy widziała, ale ulica na ulicy to nie to samo, co ulica w szkole, nawet jeśli w tej szkole zajawia się w sposób nieformalny. Szkoła nie jest i nie powinna być szklarnią, niemniej właściwą drogą do obiektywizowania sztubackich zachowań, typowych dla zakrapianych imprez, jest krótkie ich omówienie na godzinie wychowawczej, a nie urządzanie ich rok w rok na żywo pod szyldem szkoły.
Nurkowanie nosem w piankę na kolanach jegomościa dyrektora to nie przestępstwo, nie odruch freudowski i nie wymysł mediów, ale wyłącznie kwestia smaku. W pogoni za sensacją media zawsze będą skłonne do emfazy, ale ilekroć każą nam wszystkim przystanąć i uderzyć się w czoło na widok popartu, który aspiruje nie tam, gdzie się rodziło polskie życie publiczne, a więc ku codzienności polskiego dworu, ale tam tam, skąd uciekło, do zabaw folwarcznych, to doskonale spełnią swoją misję, bo życie publiczne mamy tylko jedno, a to, które żąda od nas wszystkich większej ogłady, na pewno gwarantuje nam więcej praw niż to, które tylko prokurator potrafi zrozumieć.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?