Leszek Miller obawia się, że Donald Tusk na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej nie będzie dbał o interesy Polski, bo będzie reprezentantem wszystkich państw tworzących Unię. Moim zdaniem nie ma sprzeczności między strategicznymi interesami naszego kraju a priorytetami Unii. Chyba że uznamy za prawdziwą, bliską niektórym prawicowym politykom, wizję UE jako związku państw, gdzie silniejsi starają się wszelkimi sposobami ograniczać suwerenność maluczkich. Nasz ekspremier dostał do ręki karty i to od niego będzie zależało, co uda mu się ugrać.
REKLAMA
Czy stanowisko szefa Rady Europejskiej to „żyrandol”? Nie stanowiska tworzą znaczenie sprawujących je ludzi, a odwrotnie – ci, którzy obejmują daną funkcję, swoim stylem jej pełnienia mogą nadać jej duże znaczenie lub sprawić, że stanie się mniej istotna. Czy z punktu widzenia polskich interesów faktycznie byłoby lepiej dostać tekę komisarza ds. energetyki lub spraw zagranicznych? Jeśli taka teka przypadłaby komuś, kto nie wykorzysta tkwiącego w niej potencjału, nie byłaby ona dla Polski istotna.
Donald Tusk pokazał, że jako szef rządu przez dwie kadencje umie godzić żywotne interesy Polski z interesami całej Europy. Co ważne, uświadomił większości Polaków, że nie da się prowadzić skutecznej polityki w oparciu o przeciwstawianie sobie tych dwóch obszarów. Przykładem może być właśnie energetyka. Obecna sytuacja geopolityczna pokazuje, że Polska miała rację, od lat nawołując do budowy spójnej polityki energetycznej i inwestowania w bezpieczeństwo energetyczne na poziomie wspólnotowym. Gazprom zmniejsza demonstracyjnie dostawy gazu do Polski, ale i do innych krajów Unii. Problemy Polski są problemami całej Unii – i odwrotnie.
To, że Donald Tusk nie będzie wydawał dekretów z mocą ustawy nie znaczy, że jego rola będzie czysto ceremonialna. Przesadą jest oczywiście twierdzenie jednego z publicystów, że od czasów jagiellońskich żaden Polak nie miał tak wielkiego wpływu na Europę, ale faktem jest, iż od chwili naszego wejścia do UE żaden Polak nie miał tak dogodnego punktu wyjścia do oddziaływania na opinie najbardziej wpływowych europejskich decydentów. A mam cichą nadzieję, że przez ten wpływ, przez nacisk Unii, uda się w końcu wymusić na Polsce wprowadzenie kilku istotnych zmian, ważnych dla przedsiębiorców. Skoro nie można przez Warszawę, może uda się przez Brukselę?
W chwili, gdy znowu wraca pomysł „Europy dwóch prędkości”, czyli uprzywilejowanej strefy euro i reszty, reprezentant „nowej Unii” na czele Rady Europejskiej może okazać się gwarantem tego, że równość członków, leżąca u fundamentów Unii, nie stanie się tylko pustym sloganem.
Jeśli Donald Tusk rzeczywiście dostał żyrandol, to jest on wyjątkowo ciężki. Ale jest szansa – i to wielka – że będzie on świecił jasno dla Polski i dla Europy.
Jeśli Donald Tusk rzeczywiście dostał żyrandol, to jest on wyjątkowo ciężki. Ale jest szansa – i to wielka – że będzie on świecił jasno dla Polski i dla Europy.
