Odwoływanie się do głosu obywateli nie ma ostatnio w Polsce dobrej prasy. Politycy przestraszyli się skutków referendów, które w kilku gminach doprowadziły do przedterminowej zmiany władzy, a w dużych metropoliach omal nie skończyły się usunięciem ze stanowisk kilku prezydentów. Jednak stawianie znaku równości między plebiscytem, a opinią Polaków jest taką samą demagogią jak twierdzenie, że wszystkie kwestie winny być rozstrzygane przy wyborczych urnach. I to nie politycy powinni dawać obywatelom pozwolenie na zabranie głosu, ale sami Polacy powinni się organizować, by ich głos był słyszalny. Tak, jak robią to przedsiębiorcy.
Obywatelskie konsultacje są potrzebne
REKLAMA
W pierwszych dniach października ruszyła kampania pod szumną nazwą Narodowych Konsultacji. Jak informują organizatorzy – SKOK-i oraz organizacje związane ze spółdzielczością finansową – jej celem jest poznanie opinii Polaków na temat miejsca spółdzielczości finansowej w polskiej gospodarce. Pierwsza reakcja u wielu osób wygląda następująco: a co przysłowiowy Kowalski wie o ekonomii, prawach rynku, zawiłościach prawa? Zostawmy to ekspertom!
Przysłowiowy Kowalski ma o ekonomii wiedzę mniej niż podstawową, a co trzeci nie ma nawet konta – to prawda. Czy to jednak znaczy, że nie ma prawa mieć zdania na temat własnych pieniędzy? Ów Kowalski wie jeszcze mniej o rozwiązywaniu problemów komunikacyjnych i zarządzaniu ruchem, a jednak nikt nie twierdzi, by nie wyrażał swojej opinii na temat tego, czy do pracy chce jeździć metrem, autobusem, a może rowerem.
Diabeł tkwi w szczegółach, czyli w tym, o co Polaków zamierzamy pytać. Zbieranie opinii na temat tego, jak winien wyglądać nadzór nad instytucjami finansowymi jest, przynajmniej w mojej ocenie, pozbawione sensu. To rzecz do debaty dla specjalistów. Podobnie pytanie mieszkańców Warszawy o technikę budowy trzeciej linii metra byłoby absurdem. Ale nie jest pozbawione sensu pytanie Polaków, czy chcą mieć wybór, gdzie wpłacić oszczędności, czy według nich polski kapitał w instytucjach finansowych jest wartością, którą trzeba pielęgnować, czy czują, że ich pieniądze są bezpieczne. Takie pytania nie są demagogią, a fakt, że politycy nie kwapią się z ich zadawaniem, świadczy o politykach, nie o Polakach.
Zauważmy, że mentorski ton, którym zbywane są społeczne inicjatywy, stosowany bywa również w odniesieniu do przedsiębiorców, a więc ludzi, którym nie można zarzucić, iż są finansowymi ignorantami. Biznes chce niskich podatków? Żadna niespodzianka, ale przecież biznes nie wie, jak trudno spiąć budżet. Biznes chce, by przepisy skarbowe były jasne i nie dawały pola do interpretacji dla urzędników? Może, po prostu boją się, że ich kombinacje zostaną ukrócone. Słowem – niech sobie przedsiębiorcy ślą swoje postulaty, najlepiej adresowane na Berdyczów, niech się mądrzą. Przed wyborami warto z powagą pokiwać głową, a potem machnie się na problem ręką. Jak co cztery lata.
Wyrażanie opinii przez obywateli może być również doskonałą formą edukacji, pozwalającą uczestnikom konsultacji poznać bogatą historię i tradycje bankowości spółdzielczej w naszym kraju oraz zorientować się co jest najbardziej istotne przy wyborze usług tej czy innej instytucji finansowej.
Dlatego konsultujmy, mówmy, czego chcemy, nie dajmy się odsunąć od dyskusji. Inaczej - nie łudźmy się - nikt nas o zdanie nie zapyta!
