Wbrew zdaniu cyników, formuła: „Nieważne, jak mówią, byleby mówili” nie sprawdza się dobrze przy działaniach promujących markę. Doświadczył tego na własnej skórze resort spraw zagranicznych i autorzy nowego spotu, który ma promować Polskę za granicą. Skoro jesteśmy przy maksymach, to warto zacytować jeszcze jedną: ”Diabeł tkwi w szczegółach”. Bo całkiem zgrabny, dynamiczny spot, którym pochwaliło się MSZ, wyłożył się na szczegółach, a cała sprawa zrobiła się – jakże by inaczej – polityczna. Zupełnie niepotrzebnie.

REKLAMA
Wyjaśnienia autora spotu, zamiast uspokoić sytuację, tylko dolały oliwy do ognia. Były – zdaniem innych - niewiarygodne. Wyjaśniał on, że przecież treścią filmu jest wyobrażenie młodego człowieka na temat Polski, oparte o opowieść jego kolegi. Przyjmijmy, że tak jest – młody chłopak opisuje piękno naszego kraju koledze z zagranicy, który o Polsce wie „dalibóg jeszcze mniej niż o Chinach”. A jak w największym skrócie określić Giewont? Konia z rzędem temu, kto wymyśli bardziej trafne określenie, niż „góra z krzyżem widocznym z daleka”. Jak zaś opisać najkrócej Krzyżaka? Chyba nie „członek jednego z trzech największych zakonów rycerskich, powstałych na fali krucjat”? Sugerowałbym raczej „rycerza z czarnym krzyżem na białym płaszczu”. Złośliwi dziennikarze dodali jeszcze, że widać wyobraźnia młodego obcokrajowca ze spotu jest tak fantastycznie rozwinięta, że nie był w stanie wyobrazić sobie krzyża, ale logo jednej z sieci handlowych na warszawskim budynku i owszem…
A teraz, skoro dzisiaj tyle o wyobraźni mowa, wyobraźcie sobie Szanowni Państwo, spot promujący stolicę. Niech będzie oparty o podobny scenariusz – młody warszawiak opowiada o swoim mieście koledze z zagranicy. Mówi o Zamku Królewskim, Muzeum Powstania – jest też ujęcie centrum miasta z nowoczesnymi wysokościowcami. Widok z lotu ptaka. Ale między Złotymi Tarasami a Rotundą rozciąga się wielki, pusty plac. Nie ma Pałacu Kultury. Obcokrajowiec nie wyobraził sobie po prostu takiego budynku – u nich, na Zachodzie, czegoś takiego nie budowano. Lepiej zatem jednak należałoby pokazać nowoczesne biurowce, Stadion Narodowy, nową linię metra.
Autora takiego filmu odsądzono by od czci i wiary, a urzędnik, który dał na to pieniądze, miałby zapewne nie lada kłopoty. Pojawiłyby się sugestie, że w grę wchodzi karykaturalna walka z komunistycznymi symbolami. Wszak Pałac Kultury, niezależnie od swojej genezy, jest jednym z ważnych symboli Warszawy.
Nad MSZ-owskim spotem rozpętała się niepotrzebna burza. Sam film, co tu dużo mówić, nie jest zły ani nie jest też specjalnie wybitny. Zresztą spoty promocyjne nie mają być arcydziełami filmowej sztuki, lecz mają po prostu przemawiać obrazami. Szkoda, że jak dotąd nie udało mi się znaleźć ani jednej recenzji tej produkcji, ale za to portale zapełniają dyskusje na temat tego, czy chodzi o walkę z krzyżem, czy też o zwykły brak wrażliwości reżysera. Trochę tak, jakby dyskutować nie o treści książki, tylko o jej okładce. W tym zaś przypadku najważniejszy jest nie krzyż na Giewoncie, lecz to, jak film zostanie przyjęty przez odbiorców. I na tym radziłbym się skupić.
Swoją drogą, w nawiązaniu do wspomnianego braku wrażliwości, nie tak dawno spore zamieszanie wywołał tekst z darmowego państwowego podręcznika dla pierwszoklasistów, w którym Boże Narodzenie zastąpiono nijakimi Świętami. Ten kuriozalny pomysł skrytykowali nawet posłowie Twojego Ruchu. Decydenci z Ministerstwa Edukacji uderzyli się w piersi i tekst został zmieniony. Niestety, na cudzych błędach najtrudniej się uczyć. A przecież z resortu edukacji do MSZ jest tylko kilka kroków…