Od tego tematu, Drodzy Państwo, w kampanii wyborczej się nie uwolnimy. Uprzedzam pytania: nie chodzi mi o kolejne tajemnicze, istniejące bądź tylko domniemane nagrania. Serial taśmowy budzi już nie tylko obrzydzenie, ale zwyczajnie nudzi. Emocje rosną wokół banków i wokół wciąż nierozwiązanej sprawy kredytów w CHF. Szkoda jednak, że politycy prześcigający się w propozycjach pomocy dla frankowiczów nie sięgną dalej i nie pochylą się z równym zapałem nad istotą problemu. Nad faktem, że dla ogromnej grupy ludzi w Polsce własne mieszkanie jest nieosiągalne bez wikłania się w kredyty. Nikt mnie nie przekona, że zwracanie uwagi na tę polską tragedię to populizm.
Polacy po epoce realnego socjalizmu są bardzo przywiązani do własności. Zakup nieruchomości, choćby wiązał się z dokuczliwym kredytem, jest traktowany jako inwestycja. Dla rodziny, dzieci, w ostateczności jako lokatę, którą można kiedyś spieniężyć. Tymczasem w wielu krajach europejskich co najmniej połowa rodzin żyje w wynajmowanych mieszkaniach. I nie są to bynajmniej osoby o niskich zarobkach. Po prostu model wynajmu, jaki tam funkcjonuje, w Polsce praktycznie nie istnieje.
Standardowa umowa wynajmu w naszym kraju – mówimy o lokalach mieszkalnych – to rok, z opcją przedłużenia. Nie ma praktycznie w ofercie mieszkań do wynajęcia na lat kilkadziesiąt, z solidnym zabezpieczeniem dla najemcy, który w razie zerwania umowy ma zapewniony inny lokal o podobnym standardzie albo sowite odszkodowanie. Mieszkania z zasobu komunalnego, czemu trudno się dziwić, są wykorzystywane przez gminy przede wszystkim na zaspokojenie potrzeb osób niezamożnych – albo po prostu sprzedawane.
Alternatywą dla nieosiągalnych kredytów miał być program Mieszkanie dla Młodych. W ciągu 18 miesięcy funkcjonowania skorzystały z niego 23 tysiące rodzin. Mogłoby ich pewnie być więcej, lecz nawet dopłaty w ramach programu nie wystarczą w przypadku drogich lokali.
Bardzo ciekawe rozwiązanie, korzystne dla wszystkich zainteresowanych – potencjalnych właścicieli, państwa, samorządów i deweloperów – wskazał w wywiadzie dla agencji Newseria ekspert znający dobrze rynek nieruchomości mieszkaniowych, prezes Włodarzewska SA Jerzy Szymański. Otóż, w ocenie Szymańskiego, warto byłoby pochylić się nad lokalizacjami podmiejskimi, dobrze skomunikowanymi z miastami. Tam ziemia wciąż jest wyraźnie tańsza, niż w metropoliach. Co istotne, państwo poprzez swoje agendy dysponuje dużymi zasobami gruntów wokół wielkich miast – wniesienie ich aportem do takiego programu sprawiłoby, że cena lokali dla młodych byłaby naprawdę przystępna. To samo dotyczy ziemi należącej do gmin.
Politycy przestali bać się mówić o rewolucyjnych zmianach. Mówią dużo, niestety nie zawsze rozsądnie – czasem gorące serce przeważa nad chłodną głową. Ale małą, mieszkaniową rewolucję, o której wspomniał prezes Włodarzewskiej, warto uwzględnić w wyborczych programach. Może wówczas kredyty przestaną być koszmarem dla aż tak licznej grupy Polaków?
