O autorze
Krzysztof Przybył jest prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, znanej od ponad dwudziestu lat jako organizator konkursu „Teraz Polska”, nad którym honorowy patronat sprawuje Prezydent RP. W ramach tej inicjatywy wyróżniono setki polskich firm, oferujących najlepsze produkty i usługi, które dzięki swoim walorom jakościowym, technologicznym i użytkowym wyróżniają się na rynku oraz mogą być wzorem dla innych. Cel Fundacji to promocja dobrych, polskich marek, a jednocześnie przyczynianie się do wzmacniania marki Polska w Europie i na świecie.

Powrót do przeszłości

Trzydzieści lat temu komunizm skończył się nie tylko w wymiarze politycznym. Oprócz częściowo wolnych wyborów mieliśmy też zmiany, które stworzyły podwaliny dla wolnego rynku. Oznaczało to m.in. koniec rozróżnienia na ceny urzędowe i umowne. Słuchając politycznych deklaracji, spowodowanych przez drożyznę owoców i warzyw, mam nieodparte wrażenie, iż niektórzy to przeoczyli.



Owszem, żywność drożeje – z różnych powodów. Dlatego, że rosną koszty pracy i dlatego, że pogoda jest taka, jaka jest. I nie ma co się dziwić, że opozycja wzywa do tablicy władzę, by ta wyjaśniła, czemu ceny rosną, a ona nic nie robi. Ale już można, a nawet należy się dziwić, że w przedwyborczej gorączce politycy puszczają do wyborców oko, że jeśli oni przejmą władzę, to ceny w magiczny sposób zatrzymają się, ba, nawet może spadną.
Mówią „a”, ale nie chcą powiedzieć „b”. A szkoda, bowiem to „b” bardzo chciałbym usłyszeć. Chciałbym poznać magiczną formułę, dzięki której w realiach gospodarki rynkowej, w prawnych ramach obowiązujących w Unii Europejskiej można z rządowego fotela sterować cenami na bazarze. W jaki sposób minister może sprawić, że pietruszka stanieje o połowę, a ziemniaki nie zdrożeją, choćby kontynent spustoszyły wszystkie apokaliptyczne klęski.
Wielu obywateli podziela nieświadomie Bismarckowskie przekonanie, że nie należy dociekać, jak się robi kiełbasę i politykę. I dlatego sądzą, że politycy są wszechmocni. A jeśli czegoś nie załatwiają jednym podpisem, to z powodu, iż mają obywatela w nosie albo też przeszkadza im zła opozycja względnie zła Bruksela. Takie przekonanie obejmuje i aktywność legislacyjną, i sterowanie cenami. Politycy zaś o tych ludowych wierzeniach doskonale wiedzą i starają się je zdyskontować dla własnych celów. Niczym prestidigitatorzy, chociaż ci mają na względzie dostarczanie rozrywki publiczności. Politycy niekoniecznie.
Decydenci nie zmienią ręcznie cen żywności. Mogą oczywiście działać tak, by w portfelach Polaków zostawało więcej pieniędzy, mogą wprowadzić rozwiązania, dzięki którym przedsiębiorcy będą więcej płacić. Ba, ale przecież to trudne, wymagające czasu i niewdzięczne do sprzedania wyborcom w dobie Internetu. Lepiej więc czarować, że ceny spadną, bo pan poseł albo pan minister tak sobie zażyczy.
O demokratycznych wartościach i obywatelskiej świadomości dobrze się opowiada, ale gdy przychodzi do czego, sięga się po narzędzia czysto populistyczne. A w takiej kampanii musi być zawsze ten zły. I na końcu łańcuszka jest nim chciwy przedsiębiorca, który sprzedaje drożej, bo ma taki kaprys. To również już było przed rokiem 1989, prawda?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Dłużnik pisze z więzienia, że jak wyjdzie, to mnie dopadnie". Komornik o kulisach zawodu
ACTINA 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun