Instytut Jagielloński ogłosił w ostatnich dniach kwietnia bardzo ciekawy raport dotyczący kondycji i perspektyw polskiej kolei. W przypadku tej gałęzi transportu łatwo być Kasandrą: nie brakuje ani krytyków, ani osób wieszczących polskiej kolei niezbyt ciekawą przyszłość. Za sześć lat, w 2019 r. nasi przewoźnicy utracą tarczę ochronną – nastąpi liberalizacja rynku i szerokie wejście na polski rynek europejskich konkurentów. Dla pasażerów zdrowa konkurencja rynkowa to oczywiście dobra wiadomość, ale czy dla PKP również? Z analizy Instytutu wynika, że liberalizacja rynku kolejowych przewozów pasażerskich nie musi oznaczać dla Grupy PKP poważnych kłopotów, o ile w najbliższych latach zostanie dokończony niełatwy, ale też nieunikniony proces restrukturyzacji. Czy uda się tego dokonać?

REKLAMA
Z jednej strony lubimy narzekać na polską kolej, na zbyt wolne (zdaniem niektórych) tempo zmian, ale przecież jednocześnie jesteśmy przywiązani do marki stanowiącej tak istotną część polskiej historii i tradycji. Nie sądzę, by ktokolwiek sobie wyobrażał, że zamiast PKP na polskich torach będzie królował na przykład Deutsche Bahn.
Szkoda, że do tej pory nie jest jasne, w jaki sposób polska kolej zostanie przygotowana do funkcjonowania na zliberalizowanym rynku. Nie wiadomo, czy państwo ma zamiar utrzymać PKP jako swojego przewoźnika, czy też do 2019 roku zostanie przeprowadzona prywatyzacja kolejowych spółek. Na giełdę ma trafić PKP Cargo, które w ostatnich latach przeszło udany proces restrukturyzacji i dziś z powodzeniem konkuruje z europejskimi gigantami. Ale co z PKP PLK, PKP Intercity i całą rzeszą innych spółek z Grupy PKP?
Kolejowe imperium to nie tylko tysiące pracowników, lecz także około 40 tysięcy nieruchomości. Ich zarządzanie pochłania olbrzymie pieniądze, ale – co potwierdziła Najwyższa Izba Kontroli – nie przynosi żadnych dochodów. Takich czynników, hamujących przekształcanie skostniałej struktury w nowoczesną, dynamiczną oraz dostosowaną do europejskich standardów, jest więcej.
Łatwo jest mówić o zmianach. Oficjalnie co do konieczności ich przeprowadzenia zgadzają się wszyscy, ale gdy pojawia się konkretny pomysł, niemal natychmiast pojawiają się głosy protestu. Przekonał się o tym obecny zarząd Grupy PKP, z doświadczonym finansistą i managerem Jakubem Karnowskim na czele. Próba ograniczenia związkowych przywilejów o mały włos nie zakończyła się generalnym strajkiem.
Przyszłość polskiej kolei to także dobrze przygotowane kadry. W latach 90. nastąpił upadek szkolnictwa kolejowego – spółki musiały się borykać z przerostem zatrudnienia, a jednocześnie nie myślano o tym, że za kilkanaście lat będą potrzebni młodzi, odpowiednio przygotowani maszyniści i technicy. Dopiero w ostatnich latach zaczęto odbudowywać to, co lekkomyślnie zostało rozmontowane. Absolwenci techników kolejowych są na rynku rozchwytywani, a poszczególni przewoźnicy, nie tylko z Grupy PKP, chętnie obejmują patronaty nad szkołami kolejowymi.
Recepta na to, by marka PKP nie tylko nie zniknęła, ale stała się silna i bardziej nowoczesna, w teorii jest prosta. To przede wszystkim szybka restrukturyzacja, dopływ nowych, młodych kadr, czy wyzbycie się składników majątku, które generują tylko koszty. Zmiany na kolei to wyzwanie dla praktyków, nie teoretyków. Rok 2019 nadejdzie prędzej, niż się wydaje tym, którzy konieczne, choć trudne zmiany chcieliby odłożyć na potem…