Martwimy się – i słusznie – spowolnionym wzrostem gospodarczym, choć i tak na tle wielu europejskich państw Polska radzi sobie całkiem nieźle. Bardziej powinniśmy się martwić tym, że nie tylko nie rośnie, lecz spada pozycja naszego kraju w rankingu innowacyjności. Tymczasem oba te obszary, czyli sytuacja ekonomiczna i innowacyjność, są ze sobą ściśle powiązane. Naprawdę trzeba bić na alarm!
REKLAMA
Czy zgadną Państwo, którą pozycję zajmuje Polska w ogłoszonym niedawno przez Komisję Europejską rankingu państw członkowskich pod względem innowacyjności? Otóż czwartą… ale od końca. Zostaliśmy zaszeregowani do grupy krajów „o skromnych wynikach”, a za nami są tylko Łotwa, Rumunia i Bułgaria.
Klasyfikacja rankingu została oparta o wskaźniki uszeregowane w trzech kategoriach: warunki podstawowe, działalność przedsiębiorstw, produkty. Pierwsza z nich dotyczy podstawowych elementów, umożliwiających wdrażanie innowacji. Druga – wyniki firm w dziedzinie innowacji. Trzecia – wpływ innowacji na otoczenie gospodarcze. Wygląda więc na to, Panie i Panowie, że między rosnąca narodową dumą z polskich firm i polskich osiągnięć, a rzeczywistością rynkową wyrosła ogromna przepaść.
Oczywiście od razu nasuwa się pytanie – kto zawinił? Przedsiębiorcy, którzy niechętnie ryzykują własne fundusze na innowacyjne, ale też obarczone dużym ryzykiem przedsięwzięcia? Państwo, które zaciska fiskalną pętlę wokół biznesu? System edukacji, który wciąż preferuje ładowanie do młodych głów pokaźną ilość wiedzy, ale nie pokazuje, jak tę wiedzę wykorzystać w budowaniu zawodowej kariery?
Sądzę, że w tym wypadku nie można zrzucić wszystkiego na ministra finansów i uciążliwe podatki. Bardzo niska pozycja Polski w rankingu innowacyjności po części jest efektem braku systemowej koncepcji współpracy między nauką a biznesem. Mówiliśmy o tym zresztą wiele razy podczas seminariów organizowanych przez Fundację „Teraz Polska”. Są uczelnie, gdzie realizuje się modelowe projekty, a kooperacja z przedsiębiorcami może być stawiana za wzór. Są także ośrodki akademickie, w których przeważa myślenie, iż nauka i biznes to dwa oddzielne światy, a brudny pieniądz nie powinien kalać świętości nauki… Nie doczekaliśmy się jednak rozwiązania systemowego, z uwzględnieniem roli państwa jako swoistego „swata” tych dwóch sfer.
W zeszłotygodniowym felietonie (dziękuję za komentarze!) pisałem, że jednym z naszych najlepszych towarów eksportowych są … sami Polacy. Nie mam wątpliwości, że istnieje ścisły związek między spadającą pozycją Polski w rankingu innowacyjności (w 2011 r. byliśmy na 23. miejscu, teraz na 24.), a wyborem przez naszych specjalistów pracy za granicą. Do tworzenia innowacji potrzebne są pieniądze, potrzebna jest także życzliwość władzy – ale niezbędne są kadry. Kadry, których się na własne życzenie wyzbywamy… Niech dobitnie świadczą o tym laureaci konkursu „Wybitny Polak” organizowanego przez Fundację w krajach zamieszkałych przez naszą Polonię.
Mamy marzenie , aby zostać „tygrysem Europy”. Takie ambicje są niezwykle pozytywne i wyzwalają dużo pozytywnej energii. Tylko czy potrafimy tę energię odpowiednio zagospodarować…?
