W wywiadzie opublikowanym niedawno w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, Leszek Czarnecki określił biznes mianem „dżungli, którą warto doskonalić”. Przyglądając się ogłoszonemu niedawno przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów raportowi na temat działających w Polsce firm pożyczkowych, cytat ten można zadedykować temu właśnie sektorowi. Szczególnie, że widać realne szanse na systematyczne porządki w branży pożyczkowej.

REKLAMA
Spowolnienie gospodarcze to dla parabanków i podobnych instytucji oferujących pożyczki, czas niezwykłej prosperity. Wystarczy przejść ulicą, by zobaczyć na prawie każdej latarni, przystankowej wiacie czy słupie ogłoszeniowym niezliczoną ilość ulotek zachęcających do skorzystania z pożyczki bez konieczności przedstawiania zaświadczenia o zarobkach. Firmy oferujące tego typu usługi, zwykle żerujące na ludzkiej naiwności i życiowych problemach, to jeden biegun rynku. Na drugim znajdują się potężne przedsiębiorstwa, działające w wielu krajach świata i nie szczędzące milionów złotych na reklamy telewizyjne i billboardy. Czy jednak te podmioty mają ze sobą cokolwiek wspólnego?
UOKiK, u 30 skontrolowanych firm pożyczkowych (pospolicie, acz niesłusznie, podciąganych łącznie pod kategorię parabanków) stwierdził nieprawidłowości, które dotyczyły m.in. nierzetelnie podawanych kosztów związanych z udzieleniem pożyczek. Chodzi tu oczywiście o słynne zapisy „drobnym druczkiem” w długich i zwykle nieczytanych umowach. Urząd zakwestionował także zbyt wysokie kary za podanie nieprawdziwych danych przez pożyczkobiorcę i słone koszty udzielania pożyczki w domu klienta.
Jeśli chodzi o pierwszy z zarzutów, to oczywiście trzeba się z nim w pełni zgodzić. Przyjęcie zasady: trzeba było przeczytać umowę – nie miałoby nic wspólnego z gospodarczym liberalizmem, a jedynie z wolną amerykanką. Szczególnie, że pożyczkobiorca zazwyczaj nie ma okazji do uzyskania rzetelnej informacji o konsekwencjach płynących z tak sformułowanej umowy. Na szczęście widać tu oznaki zmian. Duże, międzynarodowe firmy pożyczkowe (takie jak na przykład Wonga i Vivus) stawiają na prostą informację o całkowitych kosztach pożyczki. Wystarczy wejść na stronę internetową, podać parametry dotyczące kwoty i terminu spłaty.
Natomiast kwestia wysokich kar za podanie nieprawdziwych danych nie jest już taka oczywista. Udzielanie pożyczek, szczególnie bez zabezpieczenia, to działalność wysokiego ryzyka. Jeśli ktoś chce uzyskać pożyczkę, podając nieprawdziwe informacje lub zatajając określone fakty, to powinien się liczyć z konsekwencjami. Nie inaczej jest przecież w przypadku kredytów branych w banku. Firmy pożyczkowe nie powinny jednak wykorzystywać takich zapisów do dodatkowego zarabiania na pożyczkobiorcach, np. w przypadku oczywistych pomyłek przy wypełnianiu dokumentów.
Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że przygotuje przepisy regulujące rynek pożyczek. Jednak nawet najlepsze przepisy niewiele dadzą, jeśli sama branża nie będzie piętnować nagannych praktyk. Pozytywnie należy odebrać informację o powołaniu Związku Firm Pożyczkowych, który ma czuwać nad przestrzeganiem standardów w tym sektorze. Rozsądne przepisy plus zdrowa rywalizacja rynkowa, oraz wynikająca z niej samoregulacja branży – to może naprawdę pomóc w uporządkowaniu dżungli sektora pożyczek…