Dyskusja o polskiej obronności oscyluje głównie wokół kwot, które przeznaczane są na uzbrojenie naszej armii. Sprawa ważna? Bez wątpienia, bo przecież gra idzie nie tylko o nasze bezpieczeństwo, ale o zobowiązania wynikające z międzynarodowych sojuszy. Dlatego tyle kontrowersji wywołała niedawna decyzja rządu o przesunięciach środków w budżecie MON. Minister Siemoniak przyjął na siebie niewdzięczną rolę tłumaczenia decyzji, która jego samego stawia w trudnej sytuacji… Warto jednak zwrócić uwagę nie tylko na to, jakie sumy zostaną wydane, lecz ile z nich trafi do polskich zakładów. Zeszłotygodniowy Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach pokazał, jak nowoczesna i bogata jest oferta rodzimych zakładów. Tylko czy starczy politycznej woli na zakupy dla polskiej armii na polskim rynku?
Przez media przetoczyła się w ubiegłym roku dyskusja o ratowaniu gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej. Politycy i eksperci wskazywali, że kupując okręty podwodne Polska powinna zadbać, by przy ich produkcji, a co najmniej utrzymaniu, wykorzystano potencjał i doświadczenie krajowych zakładów.
