31-sze urodziny to jest jakiś powód żeby zacząć pisać bloga. Ja dzień moich urodzin spędziłem głównie w pracy (nie, to nie zarzut;). W studiu Orange sport wspólnie z Katarzyną Dulnik, Leszkiem Karwowskim, Jackiem Łączyńskim, Markiem Ceglińskim i Tomasem Pacesasem próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie: „co z tym koszem?”. Bo, że jest słabo – to wiemy wszyscy.
REKLAMA
Wyciągnąłem z archiwum program sprzed niemal dwóch lat. Wtedy pytanie było podobne. Byliśmy tuż przed odejściem Romana Ludwiczuka i wyborem nowego prezesa PZKosz. Nie, absolutnie nie powiem, że wtedy było dobrze. Ale dziś wcale nie jest lepiej. Wybór Grzegorza Bachańskiego to była szansa na przełom. Minęło 575 dni jego rządów: „Przełom jeśli następuje to bardzo powoli” podsumowuje działalność Bachańskiego dziennikarz Marek Cegliński. Zdecydowanie ostrzejszy jest w swych ocenach były koszykarz i trener Asseco Prokomu Gdynia, a obecnie dyrektor wykonawczy Zjednoczonej Ligi VTB Tomas Pacesas (przy okazji zapowiedział, że już niedługo wraca do pisania swojego bloga): „Mówiąc o reprezentacji Polski to - przede wszystkim - nie jest reprezentacja. To grupa ludzi zebrana przez jednego człowieka, który reprezentuje swój czysty interes. Ja na przykład nie mogę zrozumieć dlaczego pod nieobecność Thomasa Kelatiego nie zaproszono Davida Logana. Mam z nim kontakt i wiem, że chętnie by pomógł. Dlaczego nie gra Szubarga, Szczotka, Frasunkiewicz czy Dylewicz? Dopóki w polskiej koszykówce będzie rządziła opcja Bachańskiego i Jeklina (Walter Jeklin – dyrektor reprezentacji Polski, przyp.aut.) – ta kadra niczego nie osiągnie. Tylnymi drzwiami wejdziemy do Mistrzostw Europy, ale tam, z taką grą, nie warto nawet jechać. Mam nadzieję, że nie będzie tak jak na Euro 2012: najłatwiejsza grupa, mistrzostwa u siebie i ostatnie miejsce. Tu nam przynajmniej ostatnie miejsce nie grozi.” Z Pacesasem oczywiście można się spierać a każdy trener poda innych „wielkich nieobecnych”. Jednak pomysł z Loganem mi się podoba. I chętnie usłyszałbym odpowiedź Grzegorza Bachańskiego. Może uda mi się z nim porozmawiać przy okazji któregoś z meczów eliminacyjnych, bo dodzwonić się do Niego jest mniej więcej tak łatwo jak Albanii awansować na EuroBasket.
Patrzyłem w piątek na tą smutną halę w Tiranie. Na te drzwi, kotary, puste trybuny. Na transmisję, która zaczęła się dopiero pod koniec pierwszej kwarty. Z kim my gramy??? Albania? Szwajcaria? Tam nawet zrezygnowali z transmisji, bo nikogo jakiś mecz z Polską w koszykówkę nie obchodził. Z kim my przegrywamy? Belgijskie gazety po zwycięstwie ich koszykarzy nad nami pisały wyłącznie o piłkarskiej reprezentacji Belgii, która w meczu towarzyskim ograła Holendrów i o transferze Robina Van Persiego do Manchesteru United. Na samym szczycie tej wyliczanki są Finowie. Oni nie mają swojego człowieka w NBA, ani żadnych tradycji, ale sportowo i organizacyjnie zostawili nas z tyłu. Jesteśmy daleko za nimi, dużo dalej niż świadczyć mogą te dwa punkty straty w Koszalinie. Trener Henrik Dettmann pracuje z kadrą „Suomi” od 8 lat. A pracował z nią też wcześniej, tylko „pożyczyli” go sobie Niemcy żeby im zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata i doprowadził do półfinału ME. Od 2004 Dettmann (to Fin, nie Niemiec) znów pracuje z Finlandią, która mozolnie wydostawała się z czeluści europejskiego basketu. Najpierw awansowała z dywizji B, do dywizji A. Rok temu zadziwiła wszystkich zajmując 9-te miejsce na EuroBaskecie na Litwie (Polacy skończyli na 13-ej pozycji). Teraz już wiemy, że to nie był przypadek. Tam nic wielkiego się nie wydarzyło. Ani nie ma w Finlandii silnej ligi, ani wielkich gwiazd, ani wielkich pieniędzy, ani nagle koszykówka nie stanie się bardziej popularna od hokeja ma lodzie, biegów narciarskich i rzutu oszczepem. Tam po prostu jest długoterminowy plan pracy. Nie tylko z seniorską kadra, ale też z grupami młodzieżowymi. Oni nie marnują talentów, bo mają ich bardzo mało i na trwonienie ich nie mogą sobie pozwolić. A w Polsce to wszystko brzmi jak science – fiction. „A co by było gdyby Andrej Urlep był trenerem reprezentacji Polski od 2005 roku do dziś?” - podrzuca Marek Cegliński. „Jak nasza kadra mogłaby wyglądać jeśli doświadczony szkoleniowiec ze swoim systemem i metodami przez tyle lat prowadziłby drużynę? Może tak jak zespół Finlandii prowadzony przez Dettmana?” Nieee, w Polsce trener pracujący przez 8 lat brzmi jak science – fiction.
PZKosz ma długi i od niedawna sponsora, który daje pieniądze, ale tylko na kadrę seniorską. A przecież dwa lata temu mieliśmy wicemistrzów świata do lat 17. Dziś większość naszych młodzieżowych reprezentacji gra w dywizjach B. Żeńska kadra nie zakwalifikowała się na EuroBasket. W Tauron Basket Lidze nie zobaczymy już zespołów z Wrocławia, Warszawy, Łodzi, Poznania. Mam wrażenie, że tym miastom koszykówka do niczego nie jest potrzebna. Zobaczymy za to tabuny anonimowych obcokrajowców, większości z nich nikt w Polsce nie będzie kojarzył. Za to uwaga, uwaga! Dwóch reprezentantów Polski: Kamil Łączyński i Paweł Kikowski wystąpi w I lidze. „Ja gdy przychodziłem do Pruszkowa w wieku 20 lat, zastałem tam dwóch obcokrajowców. Dla nas oni byli wybitni jeśli chodzi o umiejętności koszykarskie. Żeby im dorównać musieliśmy z siebie dawać wszystko. Dziś dwóch reprezentantów Polski nie ma miejsca w ekstraklasie. Tu gdzieś jest poważny problem.” – podsumowuje całą sytuację były koszykarz m.in.: Pruszkowa, Polonii Warszawa i Polonii 2011 Leszek Karwowski.
Problemów polskiej koszykówki jest mnóstwo, sukcesów ostatnio coraz mniej. Rozwiązania i pomysły niby istnieją, ale z nimi jest trochę jak z programem Grzegorza Bachańskiego – jakoś trudno je zrealizować.
Ale jeśli na ścianach dzieciaków w całej Polsce jeszcze kiedyś mają wisieć plakaty koszykarzy, to na to miejsce trzeba sobie zasłużyć i zapracować. I wbrew pozorom nie tylko sami koszykarze musza się o to starać.
A że potencjał jest – przynajmniej wśród zawodników - nie ma wątpliwości były gracz Legii Warszawa, dziś trener i komentator koszykówki Jacek Łączyński: „to są najlepsi koszykarze od 1997 roku. To co powiedział Łukasz Koszarek przed eliminacjami, że powinniśmy bić się o ćwierćfinał EuroBasketu – powinno być nadal obowiązujące. Jednak patrząc na to jak gra w tej chwili reprezentacja to moim zdaniem jest ona źle przygotowana pod każdym względem.” Na pocieszenie pozostaje fakt, że Gortat, Lampe, Ignerski, Koszarek, Szewczyk, Kelati (albo Logan) to zawodnicy, których mogą nam pozazdrościć i Finowie i Belgowie i jeszcze kilka innych krajów. Z takich koszykarzy stosunkowo łatwo i szybko można zrobić niezłą drużynę. Drużynę, która będzie wygrywać nie tylko ze słabeuszami. Szanse do rehabilitacji będą już niedługo. Przed nami jeszcze cztery mecze eliminacyjne. Awans wciąż jest bardzo blisko. Dziś pewnie spadniemy jednak na trzecie miejsce w grupie, bo my pauzujemy, a grają nasi rywale. Potem zapowiada nam się walka o przetrwanie... polskiej koszykówki.
