O autorze
dziennikarz
twitter: @sendecki81

Koszykarska dyplomacja pingpongowa (czyli Rodman w Korei Północnej)

twitter.com
Dennis Rodman wrócił do Stanów Zjednoczonych. Czy jego samozwańcza misja dyplomatyczna w Korei Północnej przyniesie jakieś rezultaty? Na razie Rodman przywiózł wiadomość od Kim Dzong Una: „On chce aby Barack Obama zrobił jedną rzecz, zadzwonił do niego. Powiedział mi też, że nie chce wojny ze Stanami Zjednoczonymi”.



Denis Rodman niemal prosto z pokładu samolotu z Phenianu trafił do studia telewizji ABC. "On jest fajnym facetem. Wiecie co? To mój przyjaciel” – mówił były gwiazdor koszykówki o przywódcy Korei Północnej – Kim Dzong Unie. Później nieco się z tego wycofał: „Nie popieram tego co robi ... ale lubię go jako osobę.” Tak, czy tak… przyjaciele na całe życie.




Kto pamięta Dennisa Rodmana z boiska – nie powinien być zaskoczony. Wygląda tak samo jak wtedy gdy był najlepszym zbierającym w NBA i zdobywał tytuły mistrzowskie z Detroit Pistons a później z Chicago Bulls. Kolczyki, tatuaże, przefarbowane włosy i pstrokate ubrania. Taki (choć już 52-letni) Rodman ostatnio ima się różnych zajęć, gównie mających przynieść mu jako takie pieniądze (n.p.: na spłatę alimentów). Tydzień temu wyruszył wraz z drużyną Harlem Globetrotters i ekipą telewizyjną do Korei Północnej.
Tam spotkał Kim Dzong Una. 30 – letni syn Kim Dzong Ila i wnuk Kim Ir Sena żelazną ręką – tak jak jego przodkowie – rządzi najbardziej totalitarnym państwem świata. Państwem, które jest też od tego świata odcięte. Ale Kim Dzong Un jako „wielki następca” dorastał w Europie. I jak wiele dzieciaków podziwiał Michaela Jordana, Scottiego Pippena i… Dennisa Rodmana. Miłość do koszykówki, zaszczepiona jeszcze przez ojca, została mu do dziś. I to było widać. Przez ostatnie dni Panowie Un i Rodman nieźle się bawili. Razem ucztowali, podziwiali pomniki koreańskiego komunizmu i zasiedli na trybunach by obejrzeć mecz, w którym Harlem Globetrotters zagrali z koszykarzami z Korei Północnej. Wynik? Wiadomo, remis 110:110.


Przy okazji Rodman musiał nieźle zdenerwować amerykańską dyplomację. W końcu były kolega Jordana z parkietu jest najbardziej znanym Amerykaninem, który spotkał się z Kim Dzong Unem od czasu przejęcia przez niego władzy w 2011 roku. „Prywatnie obywatele stanów Zjednoczonych mogą podejmować działania, które uznają za stosowne” – powiedział tylko rzecznik Departamentu Stanu Patrick Ventrell. Dodał, że pięciokrotny mistrz NBA nie kontaktował się przez wyjazdem z administracją rządową.


Z Phenianu Rodman przywiózł jednak informację dla prezydenta Baracka Obamy. Kim Dzong Un chciałby porozmawiać z prezydentem USA. Rodmanowi przywódca Korei miał tez powiedzieć, że nie chce wojny ze Stanami Zjednoczonymi. „Kim kocha koszykówkę. Obama też kocha koszykówkę. Zacznijmy od tego.” – podsumował Rodman.

A jeszcze kilka dni temu, ta sama Korea Północna zagroziła wojną jeśli Stany Zjednoczone i Korea Południowa nie odwołają wspólnych manewrów wojskowych. Ta sama Korea Północna przeprowadziła kolejne próby nuklearne.
Dlatego trudno uwierzyć, że misja Rodmana może cokolwiek zdziałać. Wizyta byłego koszykarza raczej przysłuży się władzom koreańskiego reżimu, bo pozwoli nieco ocieplić wizerunek kraju na świecie. Bo nawet jeśli Kim Dzong Un bardzo kocha koszykówkę, to istnieją dla Niego niestety ważniejsze sprawy niż sport. Ma za sobą generałów i komunistycznych działaczy. Większość z nich współpracowało z Kim Dzong Ilem. Wielu z Kim Ir Senem. Oni w 1994 roku raczej opłakiwali śmierć swojego wodza niż odejście Michaela Jordana z NBA.

Gdy Kim Dzong Un i Denis Rodman raczyli się dziesięciodaniowym obiadem – w obozach pracy, w więzieniach i z głodu umierali niewinni Koreańczycy. Z drugiej jednak strony… Rodman to nie jest człowiek, który miałby rozmawiać z Kim Dzong Unem o prawach człowieka. „Nie jestem politykiem. Kim Dzong Un i Koreańczycy to fani koszykówki. Kocham ich wszystkich” – pisał kilka dni temu na swoich profilach na facebooku i twitterze „Robak”. Pewnie raportu Human Rights Watch dotyczącego Korei Północnej Amerykański koszykarz wcześniej nie widział na oczy. Pewnie nawet niewiele wie o tym jak wygląda prawdziwe życie przeciętnego Koreańczyka z Północy. Zgoda, ale skoro politykom od 60-ciu lat nie udaje się porozumieć z Koreą ani groźbami („oś zła” prezydenta Busha), ani próbami rozmów (np.: za czasów prezydenta Clintona) no to czemu nie spróbować czegoś innego. Zresztą Rodman nie był jedynym Amerykaninem, który ostatnio odwiedził północnokoreański reżim. Jeden z dyrektorów Google - Eric Schmidt w styczniu spędził w Korei 4 dni.

Być może to wciąż mizerne podstawy by wierzyć, że w Korei Północnej coś się zmienia. Kim Dzong Un po wprowadzeniu hamburgerów i coca-coli raczej nie wprowadzi demokracji. Ale cztery dekady temu też od tak banalnych gestów rozpoczęło się „oswajanie” komunistycznych Chin. W 1971 roku zaproszenie Amerykańskich pingpongistów do Państwa Środka rozpoczęło nowy rozdział w stosunkach Chińsko – Amerykańskich. Po sportowcach do Pekinu wybrał się prezydent USA Richard Nixon i choć po 40 latach trudno o Chińskiej Republice Ludowej powiedzieć: państwo demokratyczne, to każdy się chyba zgodzi że trochę się zmieniło. Gdyby za 40 lat udało się doprowadzić do połączenia Korei albo chociaż do otwarcia najbardziej strzeżonej granicy świata na 38 równoleżniku to Dennis Rodman trafiłby do książek do historii. Tak jak trafili tenisiści stołowi i „dyplomacja pingpongowa”. Na razie Rodman zapowiedział, że zamierza wrócić do Phenianu.

I można się z niego nabijać a jego misję krytykować. Ale jeśli dojdzie do rozmowy Kim Dzong Una z Barackiem Obamą, to ja wiem od jakiego tematu się ta rozmowa zacznie.


P.S.1: Dennis Rodman wyjaśnił, że wpis na twitterze iż może spotka w Korei Północnej wokalistę PSY (tego od Gangnam Style) był żartem. Koszykarz przyznał, że doskonale wie o tym że PSY to artysta z Korei Południowej.

P.S. 2: Prezydent USA Barack Obama jest zagorzałym fanem Chicago Bulls. A na swoje 50 urodziny ściągnął do Białego Domu największe gwiazdy NBA i zagrał sobie z nimi mecz. Byli LeBron James, Kobe Bryant, Carmelo Anthony czy „Magic” Johnson. Dennisa Rodmana nie było. Ale następnym razem to już chyba będzie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem
0 0Poważne oskarżenia Edyty Górniak. Wyjaśniła, czym były "podziękowania" Cleo
0 0Youtuber z kolegą nagrał jak jedzie 300 km/h i udawał, że to nie w Polsce. Szybko go namierzono
Reserved 0 0Top modelka w kampanii Reserved. Promuje kolejną odsłonę projektu ReDesign
Gutek 0 0Zachwyca się nim Tarantino. Oto 5 powodów, dla których trzeba zobaczyć najbardziej szalonego laureata Złotej Palmy