O autorze
dziennikarz
twitter: @sendecki81

Drugi pierścień dla LeBrona, Miami mistrzem NBA

nba.com
W tych finałach było wszystko. Niesamowite zwroty akcji, niesamowite rzuty w ostatnich sekundach, niesamowita walka do do samego końca. Ale najbardziej niesamowity był LeBron James. Poprowadził Miami Heat do drugiego z rzędu mistrzostwa NBA.



Każdy wywiad po ostatnim meczu, bez względu na zadane pytanie, koszykarze Miami Heat zaczynali od słów: "przede wszystkim słowa uznania należą się naszym rywalom. San Antonio Spurs to znakomita drużyna." I nie było w tym ani krzty kurtuazji. Bo San Antonio Spurs od mistrzostwa dzieliły sekundy. Tim Duncan, Tony Parker, Manu Ginobili, Danny Green i ich koledzy wykonali niesamowitą pracę, ale na LeBrona Jamesa i spółkę tym razem to było za mało. Po meczu zwycięzcy zanim rzucili się sobie w ramiona poszli podziękować pokonanym. Wspaniały obrazek! Ale w szatni Spurs było cicho i smutno. "Granica między mistrzostwem a czuciem się jak gówno jest bardzo cienka" powiedział Manu Ginobili. "Nie zapomnę tego meczu do końca życia" niemal płakał Tim Duncan.




Za nami jedna z najbardziej wyrównanych serii finałowych w historii NBA. O kolejnych zwycięstwach często decydował jeden rzut, celny lub nie. Jeden ruch nadgarstka. Jeden gwizdek sędziego. Centymetry, ułamki sekund. Po sześciu morderczych starciach, także w meczu numer 7 wszystko rozstrzygnęło się w samej końcówce.


49 sekund przed ostatnią syreną Tim Duncan nie trafił rzutu, który normalnie trafia z zamkniętymi oczami. Zamiast remisu San Antonio wciąż przegrywało dwoma punktami. A jeden z najlepszych graczy w historii NBA był załamany.
Chwilę później LeBron James uwolnił się na zasłonie i mimo iż mógł podawać do Mario Chalmersa zrobił to co w tym momencie zrobiłby Michael Jordan. Zrobił to co w tym momencie zrobiłby Kobe Bryant. Rzucił. Celnie. 29 sekund do końca. Heat - Spurs 92:88. Jeszcze zepsuta akcja Spurs, trzy celne rzuty wolne Heat i wielka radość zwycięzców. Ekipa z Florydy wygrała 95:88. W całej serii było 4:3. Po raz trzeci w historii i drugi raz z rzędu koszykarze Miami Heat sięgnęli po tytuł.




"Nie przejmuję się tym co mówią ludzie. Niektórych nigdy nie przekonam. Jestem LeBron James, z Akron, Ohio. Kiedyś nie przypuszczałem że mogę grać dla Miami, ale dziś wiem że to błogosławieństwo. To co dzieje się poza boiskiem mnie nie interesuje, Nie mam żadnych zmartwień." - powiedział tuż po meczu LeBron James i dodał "musieliśmy ciężko pracować, aby dzisiaj stać w tym miejscu." Chwilę wcześniej z rąk Billa Russella odebrał nagrodę im. legendarnego gracza Celtics dla najlepszego zawodnika finałów. W decydującym spotkaniu LBJ zaliczył 37 punktów (5 razy za 3), 12 zbiórek i 4 asysty.

Ale nie byłoby drugiego pierścienia dla LeBrona Jamesa gdyby nie cały zespół Miami.
Gdyby nie świetnie grający w serii finałowej Dwyane Wade, który przypomniał że wciąż jest jednym z najlepszych koszykarzy w NBA. Dziś rzucił 23 punkty i 10 razy zebrał piłkę. Gdyby nie desperacki rzut Raya Allena, dający dogrywkę w szóstym spotkaniu, gdy część kibiców już opuściła halę a organizatorzy zaczęli ustawiać podium dla San Antonio. Gdyby nie celne trójki Shane'a Battier, który przez całe play offy głównie pudłował, a w decydującym meczu trafił aż 6 razy z dystansu. "Co zadecydował o naszym sukcesie? Wszystko!" - podsumował Wade. "To była najcięższa seria w jakiej grałem. Ale ostatecznie to my mamy mistrzostwo i o to właśnie chodzi w tym sporcie. Nie można tego zrobić samemu. Dlatego tak ważny jest cały zespół. Jesteśmy braćmi i od trzech lat wspólnie pracujemy na zwycięstwa."

Game 1 czyli rzut Parkera


Game 2 czyli blok LeBrona


Game 3 czyli Green i Neal rozbijają Heat


Game 4 czyli "wielka trójka" znowu wielka


Game 5 czyli Danny "rekordzista" Green


Game 6 czyli wielki powrót Miami


Game 7 czyli Miami Heat mistrzem NBA

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu