Czy w 2016 roku zgaśnie nam nagle światło? Oczywiście, że nie. Będziemy tylko mieli mniej energii elektrycznej, a konkretnie mniej niż dziś mocy (o jakieś 5000 MW, przyrzekliśmy Unii, że wyłączymy stare bloki emitujące dużo siarki). Oznacza to tylko tyle, że moc ta będzie trudniej dostępna, a co za tym idzie droższa – jak to zazwyczaj bywa na rynku, w przypadku niedoborów.

REKLAMA
Nie będzie tak przez całą dobę, a tylko w godzinach szczytu, poza szczytem mocy wystarczy. W dni wietrzne będzie lżej, bo będą pracować wiatraki, w dni spokojne będzie gorzej.
Aby zarządzać jakoś niedoborami znowu stosować będziemy tzw. stopnie zasilania, czyli racjonowanie spożycia energii. Oznacza to, że jedni będą wyłączani wcześniej, a drudzy później.
Ponieważ jednak nie będziemy mieli jeszcze powszechnie uruchomionego inteligentnego opomiarowania, to nie będziemy mogli wcześniej wyłączać aquaparków, a później szpitali.
W gospodarce ustaleni zostaną tzw. odbiorcy priorytetowi, np. koleje, lotniska itp., a reszta będzie się musiała bić o prąd na rynku. Ceny energii poszybują w górę, a za nimi inflacja przyczepiona do tych cen nierozerwalnym holem,
Będą też i pozytywne skutki:
- znacznie wzrośnie opłacalność inwestycji pro-energooszczędnościowych
- wzrośnie opłacalność energetyki prosumenckiej (przydomowej, przyzagrodowej, przywarsztatowej), a nawet komunalnej i przemysłowej
- być może trochę spadnie emisja (jeżeli europejska cena CO2 będzie dość wysoka)
- ruszą wreszcie naprawdę inwestycje w źródła systemowe, mam nadzieję
- społeczeństwo przestanie ufać politykom i zacznie słuchać ekspertów
Na koniec dobra nowina. W 2016 światło nie zgaśnie wszędzie i dla wszystkich, tylko gdzieniegdzie i dla niektórych i to jedynie na kilka godzin dziennie.
Uprasza się o nie strzelanie do posłańca („Don't shoot the Messenger”, Shakespeare w Henryku IV)
A