Szwecja jest krajem, w którym możesz pozostawać imigrantem pomimo tego, że miejscem twojego urodzenia jest właśnie sama Szwecja.Statystyczny dziwoląg o nazwie „imigranci drugiego pokolenia” ma się dobrze i polepsza nieco statystyki dotyczące procentu zatrudnienia imigrantów.
REKLAMA
Moja bliska znajoma, która często zagląda na tego bloga stwierdziła niedawno, że piszę o Szwecji głównie pozytywnie. I rzeczywiście jest w Szwecji sporo zjawisk i postaw, które lubię i którymi chciałabym Polskę „zarazić”. Skłamałabym jednak twierdząc, że wszystko mnie tu zachwyca. Zdecydowanie lubię marzenie Szwecji na swój własny temat, bo jest to kraj, który reklamuje się światu jako równouprawniony, otwarty i tolerancyjny, ojczyzna Astrid Lindgren i kraj, w którym wszyscy ludzie mają równe szanse. Rzeczywistość, jak to z rzeczywistością bywa, czasem trochę skrzeczy.
Szwecja jak większość krajów zachodniej Europy nie do końca dobrze sobie radzi z tym, czym sama siebie coraz chętnie reklamuje, a więc z wielokulturowością. Z jednej strony jest krajem o niezwykle rozbudowanej i kosztownej polityce integracyjnej oraz dobrze funkcjonującym prawie antydyskryminacyjnym. Z drugiej strony w szwedzkim parlamencie znalazło się miejsce dla populistycznej i antyimigracyjnej partii Sverigedemokraterna, chociaż przeważająca część społeczeństwa oficjalnie deklaruje pozytywne nastawienia do imigrantów i wielokulturowości. Szwecja jest też jednym z tych krajów europejskich, które przyjmują najwięcej uchodźców politycznych i to z tak trudnych (także dla późniejszej integracji) rejonów jak na przykład Somalia.
Niestety Szwecja zajmuje też mało chlubne topowe miejsca w europejskich rankingach dotyczących segregacji (także rasowej) na rynku pracy oraz segregacji mieszkaniowej w miastach.
Istnieje jakaś podwójność pomiędzy deklarowaną otwartością, a faktem, że w wyścigu o najlepsze miejsca w pracy najczęściej wygrywają Szwedzi i nie ma żadnych mechanizmów prawnych, które w realny sposób promowałyby zatrudnianie imigrantów. To tym ciekawsze, że w Szwecji już wiele lat temu z pozytywnym skutkiem przetestowano parytet płciowy w partiach i żywo dyskutuje się wprowadzenie kwot umożliwiających zwiększenie liczby kobiet zasiadających w zarządach największych firm i spółek. Politycy milczą jednak w kwestii wprowadzenia podobnych rozwiązań promujących na rynku pracy imigrantów.
Szwecja jest ponadto krajem, w którym możesz pozostawać imigrantem pomimo tego, że miejscem twojego urodzenia jest właśnie sama Szwecja. Statystyczny dziwoląg o nazwie „imigranci drugiego pokolenia” ma się dobrze i polepsza nieco statystyki dotyczące procentu zatrudnienia imigrantów. Wszak drugie pokolenie robi kariery. Spektakularnym tego przykładem jest tegoroczna zwyciężczyni konkursu Eurowizja Loreen, wychowana w Szwecji córka imigrantów z Maroka. Co ciekawe, cieszący się z jej sukcesu Szwedzi nie podkreślają nadmiernie jej wielokulturowych korzeni, a szkoda, bo przecież Loreen jest żywym dowodem na to, jakim źródłem kreatywności i sukcesów dla całego kraju może być wielokulturowość. Podobnie rzecz się ma z wychowaną w Polsce i mieszkającą od lat w Los Angeles Izabellą Skorupko, której wielki portret w gronie innych znanych Szwedów wita przyjeżdżających do Szwecji turystów na lotnisku Arlanda. Dziewczyna Bonda stała się w powszechnym odczuciu Szwedką. Nie da się niestety powiedzieć tego samego o tysiącach innych, odnoszących mniejsze sukcesy imigrantów, których „nieszwedzkość” ciągnąć się będzie przez pokolenia.
Jest to temat trudny, a staje się jeszcze bardziej skomplikowany przez to, że w Szwecji niełatwo jest krytykować to, co szwedzkie. Tymczasem nie da się przeprowadzić uczciwej dyskusji o niepowodzeniach polityki asymilacyjnej bez głębokiej krytyki nie tylko teraźniejszości, ale także historycznych postaw, które wpływają na dzisiejszy sposób myślenia. W tym sensie chciałoby się czasem Szwecję spolszczyć.
Każdemu społeczeństwu dobrze robi regularna dawka samokrytyki, a w tym, my Polacy jesteśmy naprawdę mistrzami świata. Dorota Masłowska, która niedawno odwiedziła Sztokholm w jednym z wywiadów dla szwedzkiej prasy powiedziała, że najchętniej położyłaby Polskę na kanapie u terapeuty między innymi z uwagi na nasze problemy z samoakceptacją „Jesteśmy jak brzydka dziewczyna w wieku dojrzewania, która chciałaby przeprowadzić operację plastyczną na całym ciele…” Podczas gdy Polacy oscylują pomiędzy kompleksem wyższości a szalejącym kompleksem niższości, przeciętny Szwed jest bardzo zadowolony z bycia Szwedem i dumny ze wszystkiego, co jest szwedzkie i w Szwecji wyprodukowane. Tkwi w tym spory potencjał, ale i niebezpieczeństwo. Trudno łączyć samozadowolenie i zakochanie w szwedzkości z ambicją stania się krajem prawdziwie wielokulturowym. Tolerancja jest nierozerwalnie związana z ciekawością drugiego człowieka i innych kultur, a z kolei owa ciekawość rodzi się często z tęsknoty za czymś innym, niż to, co się już ma i dobrze zna. Czy możliwe, że Szwedzi muszą zacząć trochę mniej lubić siebie samych, żeby w pełni docenić potencjał i doświadczenie mieszkających tu ludzi z całego świata i móc zacząć realizować postulaty socjologa Richarda Floridy, który twierdzi, że największe sukcesy na świecie odnoszą Państwa i miasta, które cechuje największa tolerancja i najwyższy poziom wielokulturowości? To w tych miejscach rodzi się nowa klasa społeczna „the creative class”, która ma ogromny potencjał przybliżania rzeczywistości do marzeń. Na razie najlepiej się ma w takich miastach jak San Francisco czy Nowy Jork… Czy kiedyś przyjdzie też czas na Sztokholm i Warszawę? A może to Warszawa będzie pierwsza?
Szwecja jak większość krajów zachodniej Europy nie do końca dobrze sobie radzi z tym, czym sama siebie coraz chętnie reklamuje, a więc z wielokulturowością. Z jednej strony jest krajem o niezwykle rozbudowanej i kosztownej polityce integracyjnej oraz dobrze funkcjonującym prawie antydyskryminacyjnym. Z drugiej strony w szwedzkim parlamencie znalazło się miejsce dla populistycznej i antyimigracyjnej partii Sverigedemokraterna, chociaż przeważająca część społeczeństwa oficjalnie deklaruje pozytywne nastawienia do imigrantów i wielokulturowości. Szwecja jest też jednym z tych krajów europejskich, które przyjmują najwięcej uchodźców politycznych i to z tak trudnych (także dla późniejszej integracji) rejonów jak na przykład Somalia.
Niestety Szwecja zajmuje też mało chlubne topowe miejsca w europejskich rankingach dotyczących segregacji (także rasowej) na rynku pracy oraz segregacji mieszkaniowej w miastach.
Istnieje jakaś podwójność pomiędzy deklarowaną otwartością, a faktem, że w wyścigu o najlepsze miejsca w pracy najczęściej wygrywają Szwedzi i nie ma żadnych mechanizmów prawnych, które w realny sposób promowałyby zatrudnianie imigrantów. To tym ciekawsze, że w Szwecji już wiele lat temu z pozytywnym skutkiem przetestowano parytet płciowy w partiach i żywo dyskutuje się wprowadzenie kwot umożliwiających zwiększenie liczby kobiet zasiadających w zarządach największych firm i spółek. Politycy milczą jednak w kwestii wprowadzenia podobnych rozwiązań promujących na rynku pracy imigrantów.
Szwecja jest ponadto krajem, w którym możesz pozostawać imigrantem pomimo tego, że miejscem twojego urodzenia jest właśnie sama Szwecja. Statystyczny dziwoląg o nazwie „imigranci drugiego pokolenia” ma się dobrze i polepsza nieco statystyki dotyczące procentu zatrudnienia imigrantów. Wszak drugie pokolenie robi kariery. Spektakularnym tego przykładem jest tegoroczna zwyciężczyni konkursu Eurowizja Loreen, wychowana w Szwecji córka imigrantów z Maroka. Co ciekawe, cieszący się z jej sukcesu Szwedzi nie podkreślają nadmiernie jej wielokulturowych korzeni, a szkoda, bo przecież Loreen jest żywym dowodem na to, jakim źródłem kreatywności i sukcesów dla całego kraju może być wielokulturowość. Podobnie rzecz się ma z wychowaną w Polsce i mieszkającą od lat w Los Angeles Izabellą Skorupko, której wielki portret w gronie innych znanych Szwedów wita przyjeżdżających do Szwecji turystów na lotnisku Arlanda. Dziewczyna Bonda stała się w powszechnym odczuciu Szwedką. Nie da się niestety powiedzieć tego samego o tysiącach innych, odnoszących mniejsze sukcesy imigrantów, których „nieszwedzkość” ciągnąć się będzie przez pokolenia.
Jest to temat trudny, a staje się jeszcze bardziej skomplikowany przez to, że w Szwecji niełatwo jest krytykować to, co szwedzkie. Tymczasem nie da się przeprowadzić uczciwej dyskusji o niepowodzeniach polityki asymilacyjnej bez głębokiej krytyki nie tylko teraźniejszości, ale także historycznych postaw, które wpływają na dzisiejszy sposób myślenia. W tym sensie chciałoby się czasem Szwecję spolszczyć.
Każdemu społeczeństwu dobrze robi regularna dawka samokrytyki, a w tym, my Polacy jesteśmy naprawdę mistrzami świata. Dorota Masłowska, która niedawno odwiedziła Sztokholm w jednym z wywiadów dla szwedzkiej prasy powiedziała, że najchętniej położyłaby Polskę na kanapie u terapeuty między innymi z uwagi na nasze problemy z samoakceptacją „Jesteśmy jak brzydka dziewczyna w wieku dojrzewania, która chciałaby przeprowadzić operację plastyczną na całym ciele…” Podczas gdy Polacy oscylują pomiędzy kompleksem wyższości a szalejącym kompleksem niższości, przeciętny Szwed jest bardzo zadowolony z bycia Szwedem i dumny ze wszystkiego, co jest szwedzkie i w Szwecji wyprodukowane. Tkwi w tym spory potencjał, ale i niebezpieczeństwo. Trudno łączyć samozadowolenie i zakochanie w szwedzkości z ambicją stania się krajem prawdziwie wielokulturowym. Tolerancja jest nierozerwalnie związana z ciekawością drugiego człowieka i innych kultur, a z kolei owa ciekawość rodzi się często z tęsknoty za czymś innym, niż to, co się już ma i dobrze zna. Czy możliwe, że Szwedzi muszą zacząć trochę mniej lubić siebie samych, żeby w pełni docenić potencjał i doświadczenie mieszkających tu ludzi z całego świata i móc zacząć realizować postulaty socjologa Richarda Floridy, który twierdzi, że największe sukcesy na świecie odnoszą Państwa i miasta, które cechuje największa tolerancja i najwyższy poziom wielokulturowości? To w tych miejscach rodzi się nowa klasa społeczna „the creative class”, która ma ogromny potencjał przybliżania rzeczywistości do marzeń. Na razie najlepiej się ma w takich miastach jak San Francisco czy Nowy Jork… Czy kiedyś przyjdzie też czas na Sztokholm i Warszawę? A może to Warszawa będzie pierwsza?
