Tłumacz literatury w Polsce jest nie tylko fatalnie opłacany, ale też notorycznie lekceważony i pomijany w dyskusji na temat literatury. Tymczasem, jak podkreślał Ryszard Kapuściński, w XXI wieku rola tłumaczy winna być szczególnie doniosła.

REKLAMA
Wielkimi krokami zbliża się Międzynarodowy Dzień Tłumacza (obchodzimy go 30 września). Z tej okazji EUNIC (European Union National Institutets for Culture) Warszawa i EUNIC Kraków oraz Komisja Europejska zapraszają na Międzynarodowy Dzień Tłumacza w Krakowie:
http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,6,4,27991.php
Rewelacyjnie, jednak warto zdać sobie sprawę z tego, w jak fatalnej sytuacji znajdują się polscy tłumacze literatury pięknej. Opracowany przez Sławomira Paszkieta, na zlecenie Instytutu Książki "Raport o sytuacji tłumaczy literackich w Polsce” jest alarmujący. Stawki za tłumaczenie nawet najtrudniejszych dzieł są żenująco niskie. Autor raportu podsumowuje temat w ostatnim numerze Magazynu Literackiego „Tygodnika Powszechnego” następującymi słowami:
Biorąc pod uwagę to, że doświadczony tłumacz (przy założeniu, że zajmuje się tylko tłumaczeniem) przekłada miesięcznie 100 gotowych do druku stron, można łatwo wyliczyć, że po zapłaceniu składki na ZUS i stawce 27 zł za stronę, zarobi miesięcznie 1718 zł brutto, co przewyższa minimalne wynagrodzenie za pracę w tym roku o 218 zł.”
W tym samym numerze Magazynu Literackiego, Jerzy Jarniewicz, jeden z najwybitniejszych polskich tłumaczy, pisze o lekceważeniu, które spotyka autora przekładu ze strony wydawnictw, mediów, a nawet krytyki literackiej.
Przekłady literackie w Polsce funkcjonują w bardzo specyficzny sposób. W powszechnym przekonaniu one po prostu nie istnieją – tłumacz jest traktowany jak powietrze” pisze Jarniewicz i ma świętą rację. Dla mnie samej jest na przykład zawsze zaskakujące (i wyjątkowe w perspektywie europejskiej), że krytycy literaccy w Polsce z reguły w ogóle nie odnoszą się w swoich recenzjach przekładanych z innych języków książek do tego, jak i przez kogo zostały one przetłumaczone. Tymczasem na polskim rynku wydawniczym można znaleźć prawdziwe perły sztuki translatorskiej, ale też sporo dobrych książek, które nie tylko zostały fatalnie przetłumaczone, ale których dodatkowo nawet nie tknął redaktor (redaktorzy to kolejna niezwykle ważna i totalnie dziś lekceważona grupa zawodowa). Pisała o tym niedawno zabawnie w "Polityce" Grażyna Plebanek cytując "translatorskie wpadki" z polskiego wydania popularnych kryminałów Stiega Larssona.
Ryszard Kapuściński w wykładzie wygłoszonym w 2005 roku podczas I Światowego Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej zorganizowanego przez Instytut Książki określił tłumacza mianem „postaci XXI wieku”
„(…) przekładając tekst - otwieramy Innym nowy świat, tłumaczymy go, a tłumacząc - przybliżamy, pozwalamy w nim przebywać, uczynić go cząstką naszego osobistego doświadczenia. Jakże więc dzięki wysiłkowi tłumacza rozszerzają się nasze horyzonty myślowe, pogłębia nasze rozumienie, nasza wiedza, ożywa wrażliwość.
Dzisiaj, w XXI wieku, to szczególnie ważne, ponieważ nasz świat tak burzliwie rozwijając się, różnicując się i zmieniając, potrzebuje nieustannego tłumaczenia i objaśniania, w czym pomaga również przekład literacki…”
- mówił Kapuściński.
Mam ogromną nadzieję, że mądre słowa wielkiego reportera i tłumacza kultur olśnią któregoś dnia naszych decydentów i Ministerstwo Kultury zacznie nareszcie pracować nad strategią polepszenia sytuacji tłumaczy w Polsce...