Polska była kiedyś, w sumie nie tak dawno, krajem, w którym walczyło się o zdobycie nowej, dobrej książki i w którym czytanie oznaczało jakiś prestiż. Dzisiaj znajdujemy się w europejskich forpocztach nędznego czytelnictwa, a polski rynek wydawniczy kurczy się w zastraszającym tempie. Czy to długotrwały efekt traumy transformacji, czy może chodzi o coś jeszcze zupełnie innego?
„(…) powieść "Łaskawe" Littella, czy "Cząstki elementarne" Houellebecqa znalazły nad Sekwaną koło miliona nabywców każda. Gdyby okazało się z niezrozumiałych powodów, że w Polsce milion osób kupiło jakąś powieść, oznaczałoby to po prostu, że chwilowo nie znajdujemy się w Polsce.” – pisze gorzko Varga i ma niestety rację.
Polska powoli wysuwa się na pozycję najmniej czytającego kraju Europy (co stanowi sporą ironię wziąwszy pod uwagę, że od lat próbujemy się promować na świecie, jako kraj, który „kulturą stoi”).
