W krajach, jak i w ludziach, najbardziej interesują mnie kontrasty. Paradoks, zgrzyt, wewnętrzna sprzeczność – tego właśnie szukam. Coś się nie zgadza, a ja natychmiast mam ochotę bliżej się temu przyjrzeć.
REKLAMA
Jednym z najciekawszych paradoksów Szwecji jest dla mnie fakt, że ten słynący z egalitaryzmu i nowoczesności kraj, który zwłaszcza w temacie myślenia o społeczeństwie i swobodach obywatelskich wyprzedził inne kraje o kilka dziesięcioleci, jest także monarchią dziedziczną.
Ta ostatnia, choćby nie wiadomo jak była nowoczesna, jest wszak instytucją z założenia konserwatywną i nieegalitarną. Staje się to jeszcze bardziej zastanawiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że współczesna Szwecja to wytwór wizji i koncepcji politycznych partii socjaldemokratycznej, która wprawdzie nie jest dziś już partią rządzącą, ale była nią przez większą część XX wieku, a w swój program zawsze miała wpisane uczynienie ze Szwecji republiki.
To właśnie socjaldemokraci sprawili, iż Szwecja słynie dziś nie tylko z hojnej polityki socjalnej, ale także z płaskich, niehierarchicznych struktur. Ze szwedzkimi ministrami można się komunikować przez Facebooka, do szwedzkiego premiera mówi się na „ty”, szwedzkie dzieci zwracają się po imieniu do swoich nauczycieli, a relacja szef-pracownik nie ma w sobie nic z feudalizmu.
Tymczasem do króla czy królowej nigdy, przenigdy nie można zwrócić się na „ty”, a ich spotkania z reprezentantami świata zwykłych śmiertelników nie mają w sobie zbyt wiele spontaniczności. Gestami i słowami rządzą wówczas dworskie reguły i rytuały, które niekoniecznie są proste do zapamiętania (przekonała się o tym sama Wisława Szymborska podczas uroczystości noblowskich w Sztokholmie).
Ta ostatnia, choćby nie wiadomo jak była nowoczesna, jest wszak instytucją z założenia konserwatywną i nieegalitarną. Staje się to jeszcze bardziej zastanawiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że współczesna Szwecja to wytwór wizji i koncepcji politycznych partii socjaldemokratycznej, która wprawdzie nie jest dziś już partią rządzącą, ale była nią przez większą część XX wieku, a w swój program zawsze miała wpisane uczynienie ze Szwecji republiki.
To właśnie socjaldemokraci sprawili, iż Szwecja słynie dziś nie tylko z hojnej polityki socjalnej, ale także z płaskich, niehierarchicznych struktur. Ze szwedzkimi ministrami można się komunikować przez Facebooka, do szwedzkiego premiera mówi się na „ty”, szwedzkie dzieci zwracają się po imieniu do swoich nauczycieli, a relacja szef-pracownik nie ma w sobie nic z feudalizmu.
Tymczasem do króla czy królowej nigdy, przenigdy nie można zwrócić się na „ty”, a ich spotkania z reprezentantami świata zwykłych śmiertelników nie mają w sobie zbyt wiele spontaniczności. Gestami i słowami rządzą wówczas dworskie reguły i rytuały, które niekoniecznie są proste do zapamiętania (przekonała się o tym sama Wisława Szymborska podczas uroczystości noblowskich w Sztokholmie).
Wydawałoby się, że socjaldemokraci powinni byli obalić monarchię. Tak się jednak nie stało, zamiast bezkrwawej rewolucji, doszło do jeszcze bardziej pokojowego kompromisu. W jego następstwie szwedzki król Carl Gustaf XVI nie ma możliwości wpływania na politykę, ale zachował tytuł głowy państwa i obowiązki reprezentacyjne. Bardzo często podkreśla się, że cała szwedzka rodzina królewska to przede wszystkim doskonały PR dla Szwecji. Zainteresowanie światowych mediów koronowanymi głowami jest na ogół większe od uwagi, którą poświęca się premierom czy prezydentom. Kiedy parę dni temu urodziła się kolejna następczyni szwedzkiego tronu, księżniczka Estelle Bernadotte, szwedzcy spece od wizerunku zacierali z radości ręce:
- Księżniczka wpływa pozytywnie na obraz rodziny królewskiej, a z kolei rodzina królewska promuje pozytywny obraz naszego kraju. Dlatego długotrwała PR-owska wartość tego wydarzenia jest ogromna – komentował dla dziennika „Svenska Dagbladet” analityk branży turystycznej, Peter Terpstra. Podobnie – a więc w kategoriach świetnego PR dla kraju – postrzegano i planowano ślub mamy Estelle, księżniczki Victorii z Danielem Westlinigem.
Szwecja jest nie tylko monarchią, ale także krajem, w którym o pojęciu „klasy społecznej” dyskutuje się znacznie częściej, niż w Polsce. Dziennikarz Bengt Ericsson, autor głośnej książki „Nowa wyższa klasa” opisującej zwyczaje i styl życia finansowej elity Szwecji, twierdzi, że dla szwedzkich bogaczy obcowanie z królem i królową to „pokwitowanie własnej pozycji społecznej”. To dlatego szwedzcy potentaci pasjami polują, licząc na to, że w końcu dostaną upragnione zaproszenie na polowanie razem z królem.
Warto dodać, że ów król będący głową jednego z najbardziej zsekularyzowanych państw świata, sam musi pozostawać członkiem Kościoła Szwedzkiego i swojej wiary zmienić nie może. Jak widać, paradoks goni paradoks.
Zastanawiając się nad tym, co jest prawdziwą przyczyną, dla której nowoczesna Szwecja jest i zapewne jeszcze na długo pozostanie monarchią, mam czasami wrażenie, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy może być fakt, że Szwedzi stawiając na rozwój i przyszłość, jednocześnie nie lubią gwałtownych zmian. Być może to rozpieszczone przez historię społeczeństwo, które od kilkuset lat nie zaznało wojny, traktuje dwór królewski jako jeszcze jedną gwarancję bezpieczeństwa i niezmienności. Dlatego w kraju zawadiackiej i niezależnej Pippi Långstrump mieszkają także księżniczki, których los został dla nich zaplanowany jeszcze przed urodzeniem…
