Świat wielkiej literatury wcale nie jest taki grzeczny i poukładany, jak mogłoby się zdawać. Dobrze wychowani intelektualiści także czasem wpadają w furię, a kiedy się to stanie, granice tego co wypada przesuwają się niesłychanie szybko. Czekająca na uroczystości noblowskie Szwecja nie może się właśnie nadziwić dzikiej awanturze, w którą wdali się chińscy tłumacze szwedzkiego laureata Literackiej Nagrody Nobla.

REKLAMA
Kiedy parę miesięcy temu rozmawiałam z zeszłorocznym noblistą w dziedzinie literatury, Tomasem Tranströmerem oraz jego żoną Moniką padło wiele pięknych słów pod adresem tłumaczy szwedzkiego poety. „W przypadku poezji to tłumacze wybierają swoich autorów i dopiero potem szukają dla nich wydawcy. Z tłumaczeniem poezji rzadko wiążą się pieniądze, to po prostu gest miłości” powiedziała między innymi Monika Tranströmer.
Miłość ma niestety to do siebie, że często towarzyszą jej też inne uczucia, przykładowo zazdrość, może więc nie jest aż tak dziwne, że w trakcie trwającego właśnie w Sztokholmie Tygodnia Noblowskiego (wszyscy czekają niecierpliwie na piątkowy wykład Mo Yana), szwedzka prasa nie pisze jedynie o tegorocznych noblistach, ale także o wielkiej awanturze, która rozpętała się pomiędzy tłumaczami noblisty zeszłorocznego.
Tomas Tranströmer ma dwóch tłumaczy na język chiński, jednym z nich jest mieszkający w Szwecji chiński poeta i tłumacz Li Li, a drugim członek Akademii Szwedzkiej, sędziwy sinolog, Göran Malmqvist. Jak pisze w dzienniku „Svenska Dagbladet” Ricki Neuman wielka kłótnia tłumaczy zaczęła się już w październiku, kiedy Malmqvist odwiedził Chiny, aby promować swoje nowe tłumaczenie wyboru wierszy i wspomnień Tranströmera. Podczas spotkania z prasą tłumacz powiedział, że wcześniejsze przekłady tych samych tekstów (autorstwa Li Li) zawierały wiele błędów.
Li Li na atak kolegi po fachu odpowiedział wierszykiem na blogu, w którym oskarżył Malmqvista o brak literackiego smaku. W kolejnym wierszyku poszedł dalej, bo znalazły się w nim także ostre słowa pod adresem chińskiej żony szwedzkiego tłumacza. Tego tylko było potrzeba Malmqvistowi, który natychmiast zarzucił chińskiemu poecie, że jest nie tylko fatalnym tłumaczem, ale i złym człowiekiem, po czym przedstawił 136 błędów, które znalazł w tłumaczeniach Li Li. Między innymi zauważył, że grzyb kurka Tranströmera stał się w tłumaczeniu Li Li karmelkiem. Najwyraźniej Malmqvist to zwolennik koncepcji tłumacza – rzemieślnika wiernie odtwarzającego każde słowo tłumaczonego tekstu. LiLi reprezentuje przekonanie, że tłumacz, zwłaszcza poezji, sam także jest twórcą i przez to ma prawo do sporej wolności.
Spór między Malmqvistem (lat 88) a LiLi (51) ma niewątpliwie charakter pokoleniowy, jest też sporem pomiędzy reprezentantem „najwyższej władzy” w świecie literatury (nie ma bardziej prestiżowej nagrody od Nagrody Nobla, a to właśnie Szwedzka Akademia, w której zasiada Malmqvist decyduje o jej przyznaniu), a poetą, który nie reprezentuje żadnej koterii. Posługując się jedynie intuicją oraz przekonaniem, że tłumacz poezji ma prawo do sporych zmian w tekście, mam ochotę bronić w sporze tłumaczy poety Li Li, ale jako że nie znam chińskiego oczywiście nie mam do tego prawa. Spór obu tłumaczy jest dość dziecinny i na pewno nie cieszy się z niego Tomas Tranströmer. Jego wspaniałe wiersze stały się przedmiotem kłótni, w której zazwyczaj dostojni i poważni tłumacze nie przebierają w słowach (Li Li twierdzi przykładowo, że Malmqvist jest jak „srająca mu na głowę sroka”, a Malmqvist zapowiada, że zgniecie LiLi „jak wszę”). Z drugiej strony jest także coś pozytywnego w tym, że literatura najwyższych lotów może budzić tak ogromne emocje, a tłumacze gotowi są sobie skoczyć do gardeł w imię obrony własnej koncepcji przekładu. Oznacza to bowiem, że chodzi o rzeczy WAŻNE. Kojąco też wpływa na mnie świadomość, że kłótnie opiniotwórczych ludzi, które znacząco przekraczają granice kulturalnej wymiany odmiennych zdań to nie tylko polska specjalność…
Po to, by złagodzić nieco nastroje, pozwolę sobie zacytować fragment „Seminarium onirycznego” Tranströmera w doskonałym tłumaczeniu Leonarda Neugera.
Cztery miliardy ludzi na ziemi.
I wszyscy śpią i wszystkim śni się.
W każdym śnie tłoczą się twarze i ciała-
ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas.
Ale nie zajmują miejsca…
z tomu Dziki rynek, 1983
Zainteresowanych Tygodniem Noblowskim odsyłam na stronę Nagrody Nobla.
Zainteresowanych Tomasem Tranströmerem zachęcam do zajrzenia do mojego z nim wywiadu.