Świat wielkiej literatury wcale nie jest taki grzeczny i poukładany, jak mogłoby się zdawać. Dobrze wychowani intelektualiści także czasem wpadają w furię, a kiedy się to stanie, granice tego co wypada przesuwają się niesłychanie szybko. Czekająca na uroczystości noblowskie Szwecja nie może się właśnie nadziwić dzikiej awanturze, w którą wdali się chińscy tłumacze szwedzkiego laureata Literackiej Nagrody Nobla.
Tomas Tranströmer ma dwóch tłumaczy na język chiński, jednym z nich jest mieszkający w Szwecji chiński poeta i tłumacz Li Li, a drugim członek Akademii Szwedzkiej, sędziwy sinolog, Göran Malmqvist. Jak pisze w dzienniku „Svenska Dagbladet” Ricki Neuman wielka kłótnia tłumaczy zaczęła się już w październiku, kiedy Malmqvist odwiedził Chiny, aby promować swoje nowe tłumaczenie wyboru wierszy i wspomnień Tranströmera. Podczas spotkania z prasą tłumacz powiedział, że wcześniejsze przekłady tych samych tekstów (autorstwa Li Li) zawierały wiele błędów.
Li Li na atak kolegi po fachu odpowiedział wierszykiem na blogu, w którym oskarżył Malmqvista o brak literackiego smaku. W kolejnym wierszyku poszedł dalej, bo znalazły się w nim także ostre słowa pod adresem chińskiej żony szwedzkiego tłumacza. Tego tylko było potrzeba Malmqvistowi, który natychmiast zarzucił chińskiemu poecie, że jest nie tylko fatalnym tłumaczem, ale i złym człowiekiem, po czym przedstawił 136 błędów, które znalazł w tłumaczeniach Li Li. Między innymi zauważył, że grzyb kurka Tranströmera stał się w tłumaczeniu Li Li karmelkiem. Najwyraźniej Malmqvist to zwolennik koncepcji tłumacza – rzemieślnika wiernie odtwarzającego każde słowo tłumaczonego tekstu. LiLi reprezentuje przekonanie, że tłumacz, zwłaszcza poezji, sam także jest twórcą i przez to ma prawo do sporej wolności.
I wszyscy śpią i wszystkim śni się.
W każdym śnie tłoczą się twarze i ciała-
ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas.
Ale nie zajmują miejsca…
