Czy opętani szaleństwem konsumpcji mamy jeszcze czas na inne marzenia, niż te związane z posiadaniem? Według szwedzkiej pisarki, Niny Björk zdecydowanie powinniśmy go mieć, nawet jeśli nasze marzenia miałyby mieć charakter utopijny, jak jej własne marzenie o społeczeństwie, w którym można mniej kupować, mniej pracować, ale za to mieć więcej czasu na życie i myślenie.

REKLAMA
Nina Björk jest jedną z najbardziej znanych szwedzkich debatorek, literaturoznawczynią i feministką. Jest przekorna i niezwykle analityczna, więc jej poglądy, jak to zwykle bywa z ludźmi inteligentnymi, ewoluują. Ich zmiany wielokrotnie przysporzyły jej wrogów. Wielu ludziom nie spodobało się też, gdy napisała parę lat temu, że podarła listę „koniecznych do zakupienia” mebli, bo marzenie o nowym stole do kuchni w zestawieniu z bólem tego świata jest po prostu „marzeniem gównianym”. Warto wiedzieć, że trafiła tu w czuły punkt szwedzkiej mentalności. Szwedzi lubią definiować się jako naród niezwykle egalitarny i zatroskany losami świata, ale jednocześnie jest to społeczeństwo, w którym przysłowie „pokaż mi, jak mieszkasz, a powiem ci kim jesteś” zostało zwielokrotnione do potęgi entej, co ma oczywiście swoje konsekwencje finansowe.
logo
Nina Björk, fot. Cato Lein

Nina Björk ma też wielu gorących zwolenników. Kiedy przysłuchiwałam się dyskusji z nią w serii rozmów z pisarzami, På Djupet, w sztokholmskim Kulturhuset, jej wypowiedzi co jakiś czas przerywane były gromkimi brawami zebranych na sali kilkuset słuchaczy. Najgłośniejsze oklaski rozległy się, gdy zadała pytanie, które wielokrotnie powtarza w swojej najnowszej książce „Szczęśliwi do końca swoich dni” – Jak to możliwe, że człowiek, który jest jedyną istotą na ziemi potrafiącą marzyć, tak często całą energię płynącą właśnie z marzeń wkłada w planowanie remontu kuchni lub zakupu kolejnych biletów na wakacje w jakimś gorącym i bardzo modnym miejscu? Czy nie jest to wielkie marnotrawstwo?
I rzeczywiście coś w tym jest. Choć jest to zarazem skomplikowane. Nina Björk jest ostrym krytykiem konsumpcjonizmu oraz snobizmu na marki i rzeczy, ale jednocześnie jest też w pełni świadoma tego, jak funkcjonuje kapitalistyczny rynek. Na przykład da się przewidzieć, że radykalne ograniczenie zakupów przez całe społeczeństwo to prosta droga do kolejnego, gigantycznego kryzysu na rynku. Tak działa ten system.
Co zatem począć? Ile konsumować? Kiedy powiedzieć sobie stop? Co zrobić, żeby wartość człowieka w społeczeństwie nie była przeliczana jedynie na pieniądze i na jego wydajność w pracy?
Nina Björk nie zna odpowiedzi na te pytania, ale odważa się nad nimi zastanawiać w świecie, w którym panuje powszechne przekonanie, że lepiej już niestety być nie może, bo byli tacy, co próbowali coś radykalnie zmienić i ponieśli sporą porażkę. Jest jak jest.
Jej pytania łatwo zaliczyć do serii utopijnych, ale czy oznacza to, że nie należy ich sobie stawiać? Czy staniemy się od tego szczęśliwsi? Wątpliwe.
Muszę natomiast przyznać, że bardzo dobrze robi człowiekowi, jeśli przeczyta od czasu do czasu książkę, która będąc totalną krytyką rzeczywistości, daje też poczucie, że można choć na małą skalę samemu coś zmienić, albo chociaż nabrać zbawiennego i mądrego dystansu.
Wybrałam dla Państwa i przetłumaczyłam dwa fragmenty z nowej książki Niny Björk, które wydają mi się szczególnie godne zastanowienia (oraz wyciągnięcia własnych wniosków).
„Musimy spróbować zrozumieć, że władza to tworzenie. Nie chodzi tu w pierwszej kolejności o prawa, zasady , rozporządzenia i uchwały – tylko o tworzenie nas. Naszego sposobu życia. Kiedy władza tego rodzaju na nas wpływa, najczęściej nawet nie odczuwamy jej jako władzy. Nie jest to władza, która każe lub zabrania, tylko taka, która modeluje i kształtuje nasze uczucia i zachowania w kierunkach zgodnych z panującym porządkiem. Nie jest to władza, która w otwarty sposób deklaruje swoje oczekiwania lub żąda dyscypliny i posłuszeństwa, raczej taka, która wszczepia w naszą psychikę pewne wzorce myślenia”
„Życie w atmosferze konkurencji rodzi strach. Rodzi uczucie bycia ściganym i nieustannie obecnego, choć trudnego do zdefiniowania zagrożenia. Człowiek przerażony jest człowiekiem małym...”