Specjalnością Cato Leina stały się zdjęcia pisarzy, w swoich ogromnych zbiorach ma portrety największych sław: Paula Austera, Zadie Smith, Ryszarda Kapuścińskiego, Umberto Eco, Susan Sontag, Czesława Miłosza. Jego prace porównywane są do zdjęć takich gwiazd fotografii jak Robert Frank, Richard Avedon i Anton Corbijn. Jednocześnie są to zdjęcia niezwykle oryginalne, jedyne w swoim rodzaju, które łamią wiele klasycznych zasad fotografii portretowej. Już w kwietniu, w Gdańsku będzie można zobaczyć rewelacyjną wystawę jego zdjęć pisarzy i tłumaczy pt. "Spojrzenia".
Tu - na zachętę - publikuję krótkie fragmenty rozmowy:
KT: Czy masz jakiś specjalny sposób na to, żeby otworzyć swoich modeli, sprawić, że będą się z tobą dobrze czuli, opanują nieśmiałość?
Cato Lein: Oczywiście, to jest właśnie cały mój sekret, umiejętność nawiązywania kontaktu. Fotografowie, którzy nie mają tej zdolności, robią świetne zdjęcia krajobrazów albo mebli i można chyba powiedzieć, że jest to zupełnie inny zawód, chociaż oni też posługują się w swojej pracy aparatem fotograficznym. Dla nich kluczowe jest światło, dla mnie spotkanie z drugim człowiekiem. Muszę powiedzieć, że w kontakcie ze szwedzkimi pisarzami, pomaga mi, paradoksalnie, mój norweski akcent. Pisarze to ludzie słowa, więc zawsze interesują się, skąd pochodzi mój dialekt, a kiedy opowiadam, że wywodzę się z okolic na wschód od półwyspu Nordkapp i że dorastałem patrząc na rosyjską telewizję, od razu robi się zupełnie inna atmosfera. Pisarze to przecież zbieracze ludzkich historii i losów. Pamiętam, że Astrid Lindgren była strasznie ciekawa, skąd się wzięło moje imię Cato, bo w „Braciach Lwie Serce” występuje zły rycerz o tym imieniu. Na spotkaniu z Larsem Norénem czułem się zupełnie jak na kozetce u psychologa, gdyż zadawał mi całe mnóstwo pytań. Myślę, że w w kontakcie z wieloma pisarzami istotne jest także to, że jestem zupełnie inny niż oni. Nie wywodzę się ze środowiska akademickiego tylko z rybackiej wioski, z prostej rodziny. Właśnie ta część mojej osobistej historii budzi zainteresowanie ludzi pióra i bardzo często bywał to sposób na dotarcie do nich.
KT: W Twoich portretach nie widać chęci przypodobania się fotografowanym autorom, nawet tym, których podziwiasz.
CT: Myślę, że w moich portretach jest rzeczywiście coś nagiego, jakiś rodzaj prawdy. Czasami portretowani przez mnie ludzie mówią, że nagle zobaczyli w sobie swoich rodziców, lub że na moim zdjęciu wyglądają dziesięć lat starzej. Innym razem wydają się młodsi. Zdarzało się, że trwało pół roku, zanim ktoś zaakceptował zrobione przeze mnie swoje zdjęcie. Fotografowana twarz często zmienia się, usta nagle opadają w dół, tak jakby spadała maska. Ludzie, którzy wciąż się śmieją, na zdjęciu też chcą się szeroko uśmiechać, ale tak wyglądają zdjęcia szkolne, a uśmiech może być przecież tylko grymasem, który coś przykrywa. Czekam właśnie na ten moment, kiedy maska spadnie.
( cały wywiad z Cato Leinem można przeczytać w dodatku do "Tygodnika Powszechnego" z 19.12.2012)
UWAGA: Wystawa zdjęć Cato Leina „Spojrzenia”, której wernisaż w ramach projektu „Odnalezione w tłumaczeniu” zaplanowany został na 26 kwietnia 2013 w gdańskiej Galerii Güntera Grassa jest pierwszą wystawą, na której obok zdjęć pisarzy Lein pokaże duży wybór portretów tłumaczy literatury.
Więcej o projekcie "Odnalezione w tłumaczeniu" można przeczytać na stronie Instytutu Kultury Miejskiej Tekst linka
