Dorotea Bromberg to marcowa emigrantka, która stała się jedną z najważniejszych postaci szwedzkiego rynku wydawniczego. W 45 rocznicę wydarzeń marcowych warto posłuchać opowieści o jej losach.
REKLAMA
Dorotea Bromberg jest jedną z najbardziej imponujących i niezwykłych kobiet, jakie w życiu spotkałam - szefowa legendarnego, szwedzkiego wydawnictwa, piękna, mądra, oddana swojej pasji. To także marcowa emigrantka, córka Adama Bromberga, która przed wyjazdem do Szwecji przeżyła w polskiej szkole rzeczy, o których trudno opowiadać i pisać. Nie przegapcie dziś mojego wywiadu z nią w Gazecie Wyborczej:
"(...)Tata był dziecinnie nieświadomy ryzyka. Uznaliśmy, że na założenie wydawnictwa weźmiemy pożyczkę, więc chodziliśmy po bankach, gdzie przyjmowano nas bez wielkiego entuzjazmu. W końcu znaleźliśmy dyrektora banku, który był dostatecznie młody i niedoświadczony, żeby pożyczyć nam pieniądze na wydanie jednej książki. Tak jakby można było na jednej książce zbudować wydawnictwo! To była pożyczka pod zastaw malutkiego mieszkanka rodziców w Uppsali, które kupili za pieniądze pożyczone z kolei z urzędu ds. migracji. Ryzykowaliśmy zatem całe nasze nader kruche bezpieczeństwo.
Mama była na nas zła - a w naszym domu jej zdanie miało kolosalne znaczenie. W końcu udało nam się ją jakoś przebłagać, powiedziała: "OK, to teraz będziecie niszczyć szwedzkie lasy". Bo mama, inżynier leśnictwa, bardzo wierzyła w lasy, w tej kwestii wyprzedzała swój czas, a tata robił wszystko, żeby te lasy zamieniać w książki: bo lasy lasami, ale bez Spinozy i wielkich filozofów nie bylibyśmy ludźmi."
