Z rosnącym zainteresowaniem śledzę dyskusję w polskich mediach dotyczącą hiszpańskiej reklamy Coca - Coli z polskim bohaterem, robotnikiem Jackiem w roli głównej. Mam wrażenie, że przeoczony został dość istotny fakt: polski robotnik, emigrant już od dawna jest obecny nie tylko w zachodniej reklamie, ale także w kulturze i nie ma w tym zupełnie nic dziwnego ani wartego darcia szat.
W tym kontekście warto wspomnieć, że hiszpańska reklama nie jest niczym wyjątkowym. Polski robotnik nie tylko jest obecny na zachodnich rynkach pracy, ale stał się także, że tak to ujmę, integralną częścią zachodniej kultury popularnej, mniej lub bardziej wyeksponowanym bohaterem, którego nie trudno napotkać w literaturze czy filmie.
Przykłady można mnożyć, więc podam tylko kilka. Polscy robotnicy regularne pojawiają się w poczytnych także w Polsce książkach norweskiego mistrza kryminału Jo Nesbø.
W zabawnej, nietłumaczonej jeszcze na polski powieści innego Norwega, Erlenda Loe , „Rób co chcesz”, kluczową rolę w życiu bohaterki Julie, odgrywa polski robotnik Krzysztof , który buduje basen w ogrodzie tej zamożnej, ale bardzo zagubionej kobiety.
Jeden z ostatnich filmów Kena Loacha „Polak potrzebny od zaraz” porusza temat masowej emigracji zarobkowej z Polski i Ukrainy, film innego kultowego reżysera brytyjskiego, Neila Younga „Somers Town” opowiada historię przyjaźni dwóch chłopców, Anglika i Polaka, którego tata, emigrant nowej fali pracuje na budowie kolei.
Szwedzka prasa zapowiada właśnie, że kinowym przebojem tego lata stanie się thriller „Czarna woda”, w którym nie kto inny tylko Andrzej Chyra (”obsypana nagrodami gwiazda polskiego kina”) gra rolę robotnika z Polski o imieniu Jerzy. Najnowszy tom opowiadań szwedzkiego literaturoznawcy i pisarza Fredrika Lindströma rozpoczyna się nowelą p.t. „Polacy”. To ironiczny portret zamożnych Szwedów, u których przy różnego typu remontach pracują robotnicy z Polski. Są pracowici, prości, palą papierosy i sypią mnóstwo cukru do kawy, co szokuje mających obsesję na punkcie zdrowego stylu życia Szwedów. Wszyscy mieszkańcy snobistycznej okolicy chcą zatrudniać Polaków, bo wykonują oni świetną pracę za małe pieniądze, jednak istnieje także minus związany z ich obecnością, pracodawcy po pewnym czasie zaczynają się źle czuć z powodu wyrzutów sumienia. Głupio im, że Polacy zostawili w domu swoje rodziny i dzieci, żeby pracować w Szwecji za nieduże pieniądze. Opowiadanie Lindströma jest pamfletem na hipokryzję szwedzkiej burżuazji, ale zarazem swego rodzaju dokumentem czasu, bo rzeczywiście w Szwecji pracuje bardzo wielu polskich robotników. Nie dziwi więc, że niedawno pojawili się też w bijącym rekordy popularności szwedzkim serialu „Solsidan”.
Proszę się nie obawiać, w Szwecji, którą naprawdę dobrze znam, Polska nie kojarzy się tylko z tanią siłą roboczą. Wyraźnie obecna, widoczna i wysoko ceniona jest polska kultura. Rośnie zainteresowanie polską historią, polskim designem, wakacjami w Polsce. Z tego co wiem, podobnie ma się rzecz z obrazem Polski i Polaków w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Norwegii.
Polska po prostu kojarzy się nie tylko, ale TAKŻE z polskimi robotnikami. Jest ich tu i ówdzie sporo i oferują świetną pracę po konkurencyjnych cenach, a fakt, że pojawiają się w szwedzkiej, czy norweskiej książce, w hiszpańskiej reklamie albo w brytyjskimi filmie świadczy według mnie raczej o społecznej wrażliwości i spostrzegawczości ludzi kultury i reklamy w tych krajach, a nie o chęci psucia nam narodowego PR.
I ta właśnie myśl prowadzi mnie do zadania sobie innego pytania. Co takiego jest w Polsce, co takiego tkwi w nas samych, że potrafimy się wstydzić polskiego robotnika? I dlaczego w polskiej literaturze współczesnej tak straszne mało jest miejsca dla przedstawicieli Polski niezamożnej, Polski B?
W przeciwieństwie do Polski Szwecja ma bogatą literaturę, dotyczącą klasy robotniczej, reprezentowaną przez takich gigantów szwedzkiej prozy jak Ivar Lo-Johansson czy Vilhelm Moberg. Najciekawsze książki ostatnich lat poruszające tę tematykę to autobiograficzne historie dojrzewania ludzi z niezamożnych, robotniczych domów - poruszające, mocne książki Susanne Alakoski, Åsy Linderborg czy tłumaczonego na polski Torbjörna Flygta . Jest w nich krytyka społeczna, ale też empatia i szacunek dla ludzi zarabiających ciężką, fizyczną pracą. W polskiej literaturze ostatnich lat pojawia się co jakiś czas sarkastyczna karykatura niedouczonego prostaka czy prostackiego chama, ale gdzie podziały się próby przywrócenia godności bohaterom, którzy nie wywodzą się z inteligenckich domów?
Nie lubię być pompatyczna, ale nie mogę się powstrzymać od przypomnienia, że nasza rodzima Solidarność podbiła w latach ´80 wyobraźnię i serca Zachodu także tym, że był to związek, w którym obok siebie stanęli robotnicy i inteligencja, w którym przekroczone zostały bariery klasowe. Więc dlaczego teraz taki lęk przed sympatycznym, polskim robotnikiem w hiszpańskiej reklamie?
A jeśli już tak bardzo nie podobają nam się uproszczenia i narodowe łatki, to proszę mi Drodzy Czytelnicy powiedzieć, dlaczego tak wielu, co bardziej zamożnych rodaków mówi, że „mają w domu Ukrainkę” ( co ma stanowić synonim określenia „pomoc domowa” ).
Mówiąc w skrócie: trochę więcej wrażliwości i wiary w siebie, a także trochę mniej pogardy i robotnik z Polski przestanie budzić czyjkolwiek niepokój.
