Relacja z Monachium dla tych, którzy chcą sobie wyobrazić jak będą wyglądały polskie miasta podczas EURO 2012.
REKLAMA
Sobotni finał Ligi Mistrzów w Monachium to ostatnie tak duże piłkarskie wydarzenie przed rozpoczynającymi się niebawem Mistrzostwami Europy. Jednak na długo zanim zabrzmi pierwszy gwizdek arbitra w mieście widać wyraźne oznaki nadchodzącego meczu.
Kibice zostają na dłużej. Na stadionie zmieści się raptem 66.000 kibiców jednak tych, którzy postanowili w Monachium poczuć atmosferę święta futbolu jest wielokrotnie więcej. W całym starym mieście już na dzień przed meczem nie sposób znaleźć wolnego stolika, gdyż wszystkie bary okupowane są przez wyraźnie oznakowanych zwolenników Bayernu i Chelsea. Wielu przyjechało nie mając biletów i licząc na zakup biletu na miejscu w ostatniej chwili.
Czarny rynek się kręci. Bilety na sobotni finał osiągają obecnie na czarnym rynku cenę ok. 1700 EUR. Sam dziś byłem przypadkowym świadkiem takiej transakcji, gdzie dwóch Anglików kupowało od pewnego jegomościa 2 wejściówki. A wszystko to działo się w centrum miasta pod wielkim bannerem UEFA Fair Play.
Brak wolnej powierzchni reklamowej. Reklamy finału wiszą tu od 2 tygodni wszędzie, więc domyślam się, że dostanie jakieś wolnej powierzchni reklamowej w tym czasie w Monachium graniczy z cudem. Ciekawe ile wcześniej zostały zarezerwowane. Ciężko przeoczyć wielkie reklamy zapraszające do oficjalnych sklepów z oficjalnymi gadżetami Ligi Mistrzów.
UEFA zarabia. W sklepie z gadżetami - tłumy. A dostać można wszystko: od standardowej koszulki meczowej, przez kufle, karty do gry i piłki, aż po gumową kaczę do kąpieli. Wszystko to oczywiście w wersjach dla fanów Bayernu (czerwonej) i Chelsea (niebieskiej). Można też kupić specjalny czerwono-niebieski szalki dla niezdecydowanych. Nawet na straganie, na którym spodziewałbym się samych podróbek, wszystkie koszulki mają identyczne jak w oficjalnym sklepie emblematy UEFA, hologramy i ceny. Co krok znajdują się też liczniki, na których fani obu drużyn mogą zaznaczać komu kibicują.
Zarabiają lokalni. Bycie fanem danej drużyny wiąże się też z dodatkowymi przywilejami, takimi jak darmowa przejażdżka rikszą na koszt UEFA, dzięki czemu i do lokalnych portfeli wpadnie trochę pieniędzy. Zarabiają też hotelarze. Tydzień temu najtańszy wolny nocleg z finałowej soboty na niedzielę kosztował ok 2000 zł za osobę. Przyzwoity nocleg 2 dni później w centrum Monachium kosztuje już tylko ok 250 zł. I restauratorzy. Jak już wspominałem do barów nie da się wcisnąć szpilki, a kelnerki dosadzają klientów do już zajętych stolików, tłumacząc, że jest to stary bawarski zwyczaj. Piwo udało mi się wypić dopiero w piątym barze z kolei.
Czerwone latarnie czekają. Co ciekawe, wbrew obiegowym opiniom o kibicach, na ulicach tzw. dzielnicy czerwonych lata, którą ma każde szanujące się niemieckie miasto, nie widać zatrzęsienia niebiesko-czerwonych koszulek. Być może czekają na wynik sobotniego meczu, a być może już wszyscy bawią się w środku tamtejszych przybytków i dlatego kibiców na ulicach w tej okolicy nie widać.
Tego właśnie możemy się spodziewać u nas, jeśli EURO 2012 będzie dla kibiców podobnym magnesem jak monachijski finał Ligi Mistrzów.
