czyli o cenie wolności.

REKLAMA
Poprzedni tekst na ten temat wzbudził jak do tej pory najwięcej emocji ze wszystkich moich tekstów opublikowanych na gościnnych łamach NaTemat.pl. Żaden nie dał mi tylu like’ów, ale żaden też nie wywołał takiej lawiny nieprzychylnych komentarzy i niewybrednych ataków ad personam. Skłoniło mnie to refleksji czy to ze mną jest coś nie tak, że mam tak dalece odmienny od komentatorów pogląd, czy też jest coś czego moim szanowni komentatorzy nie dostrzegają lub nie uważają za ważne, a ja uważam, że ma to znaczenie pierwszorzędne.
Przeczytałem jeszcze raz swój poprzedni tekst o e-podręcznikach i dostrzegłem, że choć wszystkie przytoczone argumenty są aktualne i celne, to brakuje tam odniesienia do jeszcze jednej ważnej wartości: do wolności.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że wprowadzenie przez MEN darmowych e-podręczników spowoduje, raczej prędzej, niż później, wyparcie z rynku innych dostępnych obecnie podręczników czy to w formie elektronicznej czy papierowej. Oznacza to, że MEN uzyska całkowity monopol na to czego będą się uczyć dzieci i młodzież w polskich szkołach. Kontrola ta nie będzie odbywała się tylko poprzez dopuszczanie podręczników do użytku w szkołach i minima programowe, ale będzie to kontrola totalna pozwalająca na dowolne ustalanie jakie treści będą zawarte w tych podręcznikach. MEN będzie miał kontrolę nad każdą kropką i przecinkiem w tej książce. Realia są takie, że jeśli z podręczników coś zniknie to większość młodych ludzi nigdy się o tym nie dowie, o ile nie będą mieć do czynienia z nauczycielem z misją lub nie poszukają wiedzy na własną rękę. Czyli MEN tak naprawdę uzyskuje jeszcze większy wpływ na kształt umysłów tysięcy osób w Polsce. To ogromna władza.
Taki monopol to marzenie każdej władzy nacechowanej ideologicznie. Gdyż stwarza ogromną szansę na propagowanie - w mniej czy bardziej nachalny sposób - swojego sposobu myślenia. Nie odwołując się już tutaj do ideologów komunizmu czy narodowego socjalizmu, myślę nawet, że Roman Giertych w czasach swojego szefowania MEN nie posiadałby się z radości, gdyby ktoś dał mu do ręki takie narzędzie.
Wydaje mi się, że obecna ekipa w MEN nie ma ideologicznych ambicji. Pytanie jednak ilu z Was chciałoby, żeby taka potężna możliwość wywierania wpływu na ludzi czekała na to, aż w MEN zadomowi się ktoś pokroju Palikota lub Macierewicza?