REKLAMA
Powyższy tytuł nie ma na celu insynuować czegokolwiek odnośnie do orientacji seksualnej Jarosława Kaczyńskiego, bo nietaktownym i nierzetelnym byłoby dawać posłuch niemającym potwierdzenia plotkom dotyczącym zamierzchłych lat 80, zwłaszcza, że autor zna je z trzeciej ręki, jako że nie było go jeszcze wtedy na świecie.
Nie zmienia to faktu, że Prezes PiS oraz wszyscy Ci, którym nie pasuje - cokolwiek to znaczy - „obnoszenie się z homoseksualnością” powinni z całego serca poprzeć wprowadzenie małżeństw jednopłciowych. Oto dlaczego.
Istnieje w Polsce pewien modelowy wzorzec dla heteroseksualnej osoby: trwały związek, własny dom/mieszkanie, dzieci, itp. Która babcia nie wyczekuje na poznanie Twojej wybranki, a potem nie pyta o to kiedy zamieszkacie razem, weźmiecie ślub czy doczekacie się potomstwa? Wiem, wiem... stereotyp. Jednak wczoraj na imprezie z okazji 20-lecia mojego liceum wielokrotnie słyszałem te właśnie pytania o obrączki, brzuchy, itp.
Oczywiście nie wszyscy podążają w tym kierunku. Niektórzy uważają, że jeszcze mają na to czas, a teraz pora się wyszumieć. Inni mając takie, a nie inne życzeniowe doświadczenia są samotnymi matkami, rodzicami po rozwodzie, czy wiecznymi singlami. Rzadko jednak nawet oni kontestują przytoczony wyżej model, wskazując raczej, że „to nie dla nich”, albo „im nie wyszło”. Aby taki „konserwatywny wzorzec” się wykształcił potrzebne były setki lat, a także wsparcie ze strony państwa i kościoła.
Przejdźmy teraz do gejów i lesbijek. Taki model dla osób homoseksualnych praktycznie nie istnieje. Dlatego rodzina ani znajomi, raczej nie będą sugerować gejowi jaką ścieżkę życią powinien obrać, bo nie ma w tym zakresie żadnych utartych wzorów, które miałby w głowach nasze babcie. Wynika to z tego, że przez większą część XX wieku homoseksualność była czymś nie akceptowanym społecznie, stąd ludzie, którzy wybierali życie zgodne z tą orientacją nie mieli żadnych zasad postępowania, do których mogliby się odnieść. Odrzuceni przez większość wytworzyli, w opozycji swoją własny model, w którym hedonizm oraz szokowanie konserwatywnej części społeczeństwa były na porządku dziennym. Mówi się wręcz o pewnej specyficznej kulturze queer, która wyewoluowała w tych okolicznościach.
I to właśnie ta kultura jest przedmiotem największych zmartwień prawej strony sceny politycznej. Dziś już praktycznie nikt nie mówi, żeby dla gejów ponownie otworzyć Auschwitz (co słyszałem osobiście jeszcze kilka lat temu), mówi się tylko o tej nieszczęsnej „promocji homoseksualizmu”, której uosobieniem jest kultura queer. Ponieważ jest to jedyny wyrazisty wzorzec postępowania dla osób homoseksualnych wiele osób podąża nim niejako automatycznie wobec braku innych wyraźnych alternatyw.
Jednak w momencie, w którym pojawiłaby się jasna i czytelna alternatywa w postaci małżeństw jednopłciowych w pełni odpowiadających swoim charakterem małżeństwom heteroseksualnym, to jestem przekonany, że szybko heteroseksualny wzorzec zostałby rozciągnięty również na gejów i lesbijki. Niejedna babcia przekonywałaby swojego homoseksualnego wnuczka, żeby już się ustatkował i myślę, że babcie i mamy osiągałby na tym polu całkiem przyzwoite rezultaty. Oczywiście wymagałoby to nie tylko uchwalenia odpowiedniego prawa, ale też pewnej rewolucji w myśleniu liderów konserwatywnej części społeczeństwa. Rewolucji polegającej na tym, że wszystko to z czym walczą to nie homoseksualność jako taka, tylko pewien jej przejaw, który wytworzył się pod wpływem odrzucenia i potępienia z jakim spotykały się i często nadal spotykają się osoby homoseksualne.
Mamy tu więc do czynienia z pewnym paradoksem. Nie chcąc gejowskich marszy i parad Prezes PiS i jemu podobni torpedują powstanie konkurencyjnego systemu wartości opartego w znacznej mierze na czymś w co sami wierzą. Tym samym wywołują jeszcze więcej parad i marszy, które jeszcze bardziej ich frustrują.
Zagadnienie to w Polsce może wydawać się marginalne, bo chociażby 100 blogerów pisało o tym 10 postów dziennie, a na Na Temat i inne portale umieszczali je wszystkie na stronie głównej, to i tak nie podejrzewam, żeby nastąpiła jakaś zmiana na tzw. prawicy. Jednakże za oceanem, gdzie zrównanie małżeństw jednopłciowych na poziomie federalnym niebawem znajdzie swój finał w Sądzie Najwyższym sprawa ta jest gorąco dyskutowana. I co ciekawe do grona przeciwników małżeństw jednopłciowych należy sporo prominentnych gejów (np. Travis Mathews), którzy uważają, że takie prawo doprowadzi do zaniku kultury queer, którą uważają za cenną formę artystycznego wyrazu.
Paradoksalnie więc, tak jak konserwatyści zwalczając ideę pełnej akceptacji dla gejów i lesbijek, utrudniają asymilację i wspierają rozwój kultury queer, czyli tak naprawdę to, co jest solą w ich oku, tak aktywiści LGBT walcząc o jak najpełniejszą akceptację osób homoseksualnych ryzykują, że w razie zwycięstwa zmarginalizowany zostanie tak ceniony przez nich system wartości, a geje i lesbijki rozpłynął się w morzu heterowiększości.
