REKLAMA
Chyba od kiedy tylko wymyślono podatki trwa swoista zabawa w policjantów i złodziei pomiędzy organami skarbowymi i podatnikami. Fiskus ze swojej strony ma potężne oręże w postaci możliwości stanowienia i egzekwowania nowych przepisów prawa podatkowego, czemu społeczeństwo może przeciwstawić pewne konstytucyjne ograniczenia swobody ustawodawcy w zakresie możliwości stanowienia podatków oraz swoją niczym nieskrępowaną kreatywność w poszukiwaniu rozwiązań, które to pozwolą ustanowione ograniczenia obejść. Ministerstwo Finansów następnie analizuje kreatywne rozwiązania obywateli i wprowadza nowe przepisy, które mają pozwolić zyskać im przewagę w tej walce. Obywatele znów bronią się podnosząc – niejednokrotnie skutecznie – zarzut niewłaściwego trybu wprowadzania nowych regulacji, a równocześnie szukają nowych kreatywnych metod wyjścia z sytuacji. Te kreatywne metody znów próbują wyeliminować państwowi urzędnicy...
I tak trwa ten swoisty wyścig zbrojeń. I paradoksalnie dopóki żadna ze stron nie osiągnie zdecydowanej przewagi ten stan nietrwałej równowagi pozwala przedsiębiorcom zarabiać, a państwu zbierać podatki. Każde trwałe naruszenie tej równowagi czy to na korzyść podatników (wariant grecki) czy urzędników skarbowych (wariant białoruski) prowadzi nieuchronnie do reakcji łańcuchowej, której efektem jest pogorszenia się kondycji gospodarki, obniżenie ogólnego poziomu życia oraz spadek przychodów z podatków. Rabusie napadający na rolników jadących na targ zwykle pamiętali, żeby pozostawić ich przy życiu i nie ograbić ich do cna. Z martwych lub doprowadzonych do bankructwa rolników nie było można bowiem czerpać w przyszłości kolejnych dochodów.
Tak więc pojedynek musi trwać i im dłużej będzie nierozstrzygnięty tym lepiej dla przedsiębiorców, państwa i społeczeństwa jako całości. Aby jednak równowaga trwała potrzebny jest ktoś kto będzie się troszczył o przedsiębiorców (Minister Gospodarki?) równie bardzo, jak o dochody budżetu państwa troszczy się Minister Finansów. Potrzebny jest następnie ktoś kto wyważy racje i zrozumie, że interes państwa i organów skarbowych nie pokrywa się, gdyż w interesie państwa leży równoważenie interesów podatników i fiskusa. Niestety z rządu słyszymy ostatnio raczej głosy za zwiększeniem fiskalizmu, nawołujące do bacznego patrzenia przedsiębiorcom na ręce czy wręcz wzywające do walki z „mafią białych kołnierzyków”. Mało natomiast mówi się o tym, że to te białe kołnierzyki płacą podatki dochodowe (choć najmniejsze jak się da), a dodatkowo zatrudniają ludzi (od których dochodów państwo znów dostaje podatek). Co więcej, nawet jeśli zatrudniają ludzi nie na umowie o pracę, to Ci ludzie i tak wydają pieniądze dostarczając państwu wpływy z tytułu VAT. Nie wspominam już o akcyzie, PCC czy podatku od nieruchomości, które też w większości wpływają od przedsiębiorców.
Oczywiście nikt z nas nie prowadzi biznesu dla wdzięczności ze strony państwa. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że biznes prowadzi się dla zysku. No i czasem dla przyjemności. Przyjemności z zysku i nie tylko. Dlatego naturalne jest, że chcemy ten zysk maksymalizować. I tak jak zapamiętale negocjujemy wysokość kontraktów, tak intensywnie myślimy jaką formę prawną im nadać, żeby opodatkowanie było jak najbardziej korzystne. Pytanie czy to czyni z nas „mafię białych kołnierzyków”?
Czy jeśli mam do wykonania pracę, którą może być zarówno przedmiotem umowy o dzieło jak i może być wykonana w ramach umowy o pracę, to jestem przestępcą skoro wybieram formę, która będzie niżej opodatkowana? Czy jeśli tworzę spółkę z o.o. Spółkę komandytową, aby zminimalizować podwójne opodatkowanie to jestem pomysłowym przedsiębiorcą czy ohydnym oszustem? Czy jeśli kupuję osławiony bankowóz to jestem automatycznie przestępcą?
W tym miejscu dochodzimy do kolejnego już problemu: brak jest jasnych reguł gry. Znam się na tyle na prawie podatkowym, żebym wiedział, że ciężko jest stworzyć zestaw norm, które będą idealnie jednoznaczne i zrozumiałe zarówno dla podatników jak i organów podatkowych. Jednak sytuacja, w której reguły nie dość, że są niejasne, to podlegają jeszcze nieustannym zmianom i cała „branża podatkowa” co roku z niecierpliwością czeka na 2 listopada, żeby zobaczyć co na kolejny rok wymyśliło Ministerstwo Finansów jest po prostu bardzo szkodliwa. Zapobiega to wytwarzaniu się jakiś przyjętych przez obie strony „konfliktu” interpretacji przepisów, których trzymanie się będzie przez obie strony uznane za akceptowalne.
Być może reguły byłyby prostsze, gdyby system podatkowy obliczony był na pozyskiwanie wpływów do budżetu państwa, a nie na realizację określonej polityki społecznej czy gospodarczej. Gdyby dla przykładu zlikwidować możliwość rozliczania VATu od paliwa, albo przyznać to uprawnienie wszystkim prowadzącym działalność gospodarczą, to ani podatnicy ani urzędnicy nie musieliby się doktoryzować nad tą kwestią. Podobną korzyść przyniosłoby ujednolicenie zasad amortyzacji czy stawek VAT. Oczywiście wpływy do budżet państwa muszą się zgadzać, więc jeśli wyrównamy reguły, to Ci którzy mieli dotychczas lepiej będą musieli zapłacić więcej. Uruchomi to w nich z pewnością kreatywne poszukiwanie lepszego podatkowo rozwiązania, ale jeśli reguły będą proste i spójne, to takiego rozwiązania po prostu nie będzie oprócz całkowitego zejścia do gospodarczego podziemia.
Oczywiście może się zdarzyć, że ujednolicone zasady, a w efekcie podwyższone opodatkowanie spowoduje nieopłacalność niektórych branż. Być może wywoła wywoła to wzrost cen niektórych usług, zmusi takie przedsiębiorstwa – przyzwyczajone do preferencyjnej sytuacji podatkowej – do zwiększenia konkurencyjności, ale może też nieść zagrożenie upadłości wielu firm. W ostateczności państwo zawsze może subwencjonować określone działy gospodarki, jeśli uzna to z jakiś względów za konieczne. Taka pomoc publiczna będzie przynajmniej jawna (w przeciwieństwie do bardziej zakamuflowanych preferencji podatkowych) i będzie mogła być przedmiotem debaty publicznej, co do jej zasadności.
Show must go on. Przeciąganie liny między podatnikami a urzędnikami skarbowymi musi trwać. Jednak sędzia tych zmagań powinien pamiętać, że w jego interes nie pokrywa się z interesem żadnej ze stron, a stworzenie jaśniejszych reguły gry spowoduje, że zawodnicy skupią się na zarabianiu pieniędzy, a nie na dyskusji na temat tego jakie zasady właściwie obowiązują i jak ich przestrzegać.