czy Parada Równości na pewno pomoga gejom i lesbijkom w walce o ich prawa?
REKLAMA
Dziś o 15:00 spod Sejmu wyruszy kolejna Parada Równości. Setki, a może tysiące ludzi domagający się praw dla osób LGBT (a także innych wykluczonych grup społecznych) będzie szło razem z dziesiątkami osób w skórach, piórach czy stylizacjach Drag Queen. Polityka wymieszana z rozrywką.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie mam nic przeciwko rozrywkowej muzyce z platform i iście klubowej atmosferze czy odważnym, żeby nie powiedzieć - kontrowersyjnym - strojom. Dostęp do przestrzeni publicznej jest równy i tak jak Aleje Jerozolimskie mogą być zablokowane zarówno przez protest związkowców czy wymarsz pielgrzymki, jak i przez tęczowy tłum tańczący sambę.
Pytanie tylko czy przenoszenie klubów na ulice dobrze służy politycznym interesom osób LGBT. Nie mówię, że trzeba się wstydzić czy ukrywać to co tam się dzieje, bo życie klubowe a także darkroomowa aktywność jest po prostu normalną częścią stylu życia niektórych z nas. Kiedy jednak walczymy o coś co dla większości społeczeństwa jest wciąż kontrowersyjną kwestią, to nasz transparent wygląda dużo bardziej wiarygodnie kiedy nie niesie go gość przebrany za papieża.
Zawsze byłem zdania, że prawa mniejszości przynależą jej się z samej istoty państwa respektującego prawa człowieka i nie muszą być one przyznawane przez żadną większość. To jednak tylko teoria. W praktyce, w obecnej sytuacji w Polsce, jeśli coś ma się zmienić, to przeciętny Kowalski musi nas, osoby LGBT, zaakceptować czy nam się to podoba czy nie. Bez tego nigdy żaden Sejm nie przyznam nam żadnych praw, o które walczymy.
Dlatego albo polityka, albo rozrywka. Albo idziemy w z postulatami o bardziej sprawiedliwe dla gejów i lesbijek prawa i staramy się, żeby jak najwięcej osób w Warszawie się do nas przyłączyło lub przynajmniej zaakceptowało nasze postulaty, albo wychodzimy na ulice Warszawy, żeby tańczyć, całować się i świetnie się bawić we własnym gronie i nic nas nie obchodzi co wszyscy naokoło sobie myślą.
Moja znajoma, młoda matka z kilkumiesięczną córeczką, gdy dowiedziała się, że w ten weekend odbywa się Parada Równości zapytała czy - skoro popiera związki partnerskie - to powinna z córką w wózku pójść na paradę. Nie bardzo wiedziałem co jej odpowiedzieć. Do marszu pod hasłami większych praw dla LGBT i innych wykluczonych grup społecznych matka z dzieckiem pasuje bardzo dobrze. Do roztańczonego tłumu dużo już mniej, nie tylko dlatego że z wózkiem ciężko się tańczy, ale także dlatego, że zarówno rozrywkowy tłum nie ma jej nic do zaoferowania, jak i ona będzie im tylko zawadzać z wózkiem.
Zaproponowałem jej jednak, żeby przyszła. I ja również tam będę, bo im więcej osób przyjdzie tam z politycznymi hasłami tym większa jest szansa, że zdominujemy przekaz tego wydarzenia i kamery TV będą musiały się bardziej postarać, żeby zrobić przebitki jakiś kontrowersyjnych, ich zdaniem, zachowań czy strojów. Może dzięki temu więcej Kowalskich przed telewizorami uzna, że te lesbijki i ci geje to jednak nie są tacy źli, a w efekcie więcej polityków uzna, że popieranie praw osób LGBT nie grozi im drastycznym spadkiem poparcia. To z kolei daje nam szanse na uchwalenie tak potrzebnych ustaw. A gdy to się stanie, to pierwszy zaproponuję wyjście na ulice i zorganizowanie wielkiej imprezy. Wtedy będzie czas na zabawę.
