O autorze
Aleksander Kuczek, CEO w Perfect Dashboard, prawnik z wykształcenia, programista z zamiłowania, manager z przypadku.

Finanse w związku. Od komuny do wolnej amerykanki.

Dlaczego warto rozmawiać o pieniądzach, jak dzielić domowe wydatki i kiedy można przy tym wpaść w podatkową pułapkę.


Często mówi się, że pieniądze, a precyzyjniej sposób ich wydawania, to jedna z najczęstszych przyczyn kłótni w związku. Również dysproporcja dochodów pomiędzy osobami tworzącymi gospodarstwo domowe może być czynnikiem istotnie wpływającym na relacje w domu i to bez względu na to czy mówimy o małżeństwie, związku partnerskim osób tej samej lub różnej płci czy babci i prababci zamieszkujących razem po śmierci mężów.


Na wstępnie trzeba powiedzieć uczciwie, że mało kto lubi rozmawiać o pieniądzach. To, że tematem takiej rozmowy częściej jest to jak załatać domowy budżet niż co zrobić z nadwyżkami również nie ułatwia sprawy. uniknąć się nie da. Mimo wszystko warto przemóc się i ustalić jasne reguły gry, które pozwolą wyeliminować (albo przynajmniej ograniczyć) nieporozumienia dotyczące finansów w przyszłości. Tutaj przypomina mi się historia opowiedziana przez mojego przyjaciela, którego babcia i prababcia mieszkają razem od kilku lat. Prababcia mojego przyjaciela, wprowadzając się do swojej córki, uznała, że koszty związane z jej obecnością wynoszą 300 zł miesięcznie i taką też kwotę przekazywała babci co miesiąc. Ponieważ koszty utrzymania mieszkania, wiktu i opierunku były dużo wyższe efekt był taki, że prababcia żyła dosyć swobodnie mimo swojej niewielkiej emerytury, natomiast babcia ledwo wiązała koniec z końcem, co popsuło relacje między kobietami. Być może, gdyby panie zdecydowały się rozmowę o pieniądzach potrzebnych na utrzymanie gospodarstwa domowego, problem w ogóle by nie wystąpił i relacje między matką i córką byłyby bardziej serdeczne. Powyższy przykład pokazuje, jakie mogą być konsekwencje nie rozmawiania o pieniądzach i nie ustalenia sposobu podziału domowych wydatków.

Istnieje co najmniej kilka modeli podziału domowych wydatków. Znam wiele domów, gdzie wszystkie zarobione pieniądze trafiają do wspólnej puli, z której pokrywa się koszty utrzymania gospodarstwa domowego, a następnie wszyscy korzystają z tej puli w ramach potrzeb. Jest to model komunalny, w którym żaden z domowników nie ma swoich własnych pieniędzy, tylko wszystkie wydatki (zarówno wspólne jak i osobiste) pokrywa ze wspólnej kasy. I choć wiele ludzi przez całe życie w taki sposób zarządza finansami wiodąc szczęśliwe i spokojne życie, to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to model, który najbardziej naraża strony na wszelkie konflikty na tle finansowym. Przedmiotem sporów mogą być nie tylko wydatki na wspólne potrzeby, ale także wysokość lub rozmiar wydatków osobistych (mąż może nie rozumieć potrzeby zakupu „kolejnych” butów, a żona „kolejnego” elektronicznego gadżetu). Zdarza się też ukrywanie niektórych, zwłaszcza nieregularnych, dochodów (premii, nagród, jednorazowych zleceń). Przy takiej metodzie prowadzenia domowych finansów kłopotliwe bywa nawet kupienie domownikowi drogiego prezentu, bo ciężko mówić o prezencie, skoro połowę jego kosztów i tak musi ponieść sama.


Po przeciwnej stronie skali znajduje się model „wolnej amerykanki”, w którym każdy zatrzymuje dochody dla siebie, często nawet nie ujawniając ich wysokości, natomiast wydatki wspólne są każdorazowo uzgadniane i rozliczane pomiędzy domownikami. Na przykład przychodzi rachunek za prąd, dzieli się go i każdy płaci swoją część lub ew. oddaje temu, który zapłacił. Zaletą tego modelu bez wątpienia jest ograniczenie potencjalnych sporów na temat pieniędzy do kwestii wydatków wspólnych. Niemniej jednak taki model rozliczania wymaga zaawansowanej buchalterii i ciągłego ustalania salda pomiędzy wszystkimi kontrybutorami do domowego budżetu.

Gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami jest model, gdzie każdy domownik posiada swoją osobistą kasę, ale równocześnie co miesiąc przekazuje określoną kwotę do wspólnej puli, z której finansowane są domowe wydatki. Zarządzanie wspólną pula często powierza się jednemu z domowników. Wysokość wspólnej puli można określić ryczałtowo i w razie potrzeb zwrócić się do domowników o podwyższenie tej kwoty w trakcie miesiąca z jakiegoś powodu. Można też u progu każdego miesiąca robić budżet planowanych wydatków, dodać rezerwę na wydatki nieplanowane i po zaakceptowaniu takiego budżetu przez wszystkich określić wysokość wpłat od poszczególnych osób. Do zalet tego modelu należy połączenie wygody w zarządzaniu domowym budżetem bez konieczności ciągłych rozliczeń ze swobodą płynącą z posiadania osobistej gotówki, do której inni nie mają wglądu. Ogranicza to pole do nieporozumień, a także powoduje, że nikt niepowołany nie wie ile kosztował kupiony w prezencie pierścionek z brylantem, czy też sprzęt potrzebny do Twojego nowego kosztownego hobby)

Żaden model zarządzania finansami osobisty nie wyeliminuje problemów całkowicie. Jednak już sam fakt rozmawiania na ten temat powinien pozwolić rozwiązać wiele niedomówień, o ile oczywiście ludzie w związku mają podobne podejście do pieniędzy. Nawet najbardziej dopasowany model rozliczeń nie pomoże jeśli dla jednej osoby audiofilski sprzęt grający to wydatek domowy pierwszej potrzeby, co zupełnie nie znajduje zrozumienia u innych partycypantów domowego budżetu. Podobnie na nic zda się jakikolwiek model jeśli domownicy nie są skłonni zaakceptować kosztów związanych z normalnym funkcjonowaniem innych osób (ktoś lubi długie prysznice i zużywa dużo wody, a ktoś inny kupuje zawsze najdroższą szynkę w sklepie).

Innym zagadnieniem jest też dysproporcja dochodów pomiędzy domownikami. Może to być istotny problem zwłaszcza, gdy różnica dochodów jest duża. Jednak znów, szczera rozmowa na ten temat często pozwala uniknąć nieporozumień. Znam przypadki, gdzie domownicy partycypują we wspólnych wydatkach proporcjonalnie do swoich dochodów, a nawet gdzie lepiej zarabiający domownik przelewa określoną kwotę mniej zarabiającemu, na poczet jego osobistych wydatków. W końcu co z tego, że luksusowe wakacje będą Cię bardziej cieszyć jeśli Twoja ukochana osoba, będzie mogła sobie na nie pozwolić.

Trzeba tu jeszcze wspomnieć o jednej istotnej rzeczy. O podatku od darowizn. O ile większość transakcji pomiędzy małżonkami pozostającymi we wspólności majątkowej można jakoś wytłumaczyć, o tyle w przypadku związków nieformalnych może to już być trudniejsze. Dopóki płacimy swoją część rachunku za prąd i część ta jest jakoś uzasadniona korzystaniem wydaje się że Urząd Skarbowy nie powinien robić problemów. Jednak - wskazany powyżej przykład - gdy jedna, formalnie obca, osoba przekazuje drugiej pieniądze, które ta wydaje na swoje prywatne „zachcianki” już w żaden sposób się nie broni i trzeba liczyć się z zapłaceniem podatku od takich kwot, jako darowizn. Potwierdził to ostatnio NSA w wyroku z 10 października 2013 r. (sygn. II FSK 2770/11).

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"