To zastanawiające – Rosja i świat poważnie komentują dość niepoważną coroczną imprezę telewizyjną, jaka zaistniała na początku rządów (2000 rok) Władimira Putina: otóż gospodarz Kremla obawiając się pytań pojedynczych dziennikarzy w rozmowie w cztery oczy (czyli zwykłego dziennikarskiego wywiadu) wymyślił sobie monstrualne telewizyjne show z udziałem setek przedstawicieli dziennikarskiego fachu, dobrze do tego występu przez administrację prezydencką przygotowanych.
REKLAMA
I choć żaden zagraniczny korespondent nie zada naprawdę trudnego pytania, bo zostanie pozbawiony akredytacji (a tym samym dobrze płatnej posady w tak ważnym miejscu, jak Moskwa), a żaden rosyjski dziennikarz nie okaże się samobójcą niewłaściwym pytaniem ryzykując co najmniej posadą – światowe bloki informacyjne traktują to zdarzenie zupełnie poważnie. Jakby ta gra znaczonymi kartami miała jakiekolwiek odbicie w faktach.
Zaczynając od naszego podwórka: cóż oto rzekł prezydent RF kontrolujący – jak żaden jego poprzednik – działania wszelkich organizacji w pagonach, do których w Rosji należy i prokuratura? Że nie zna szczegółów śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, i mieszać się do pracy specjalistów nie będzie. I że nie wolno nadawać tej katastrofie i szczątkom samolotu znaczenia politycznego. Więc dlaczego tak długo prowadzi się w Rosji śledztwo i zatrzymuje nieszczęsny kadłub? Czy nie dla manipulowania polską wewnętrzną sceną polityczną, a przez to - jej wizerunkiem na scenie międzynarodowej?
Prezydent był niedoinformowany (ot, nie interesował się) sprawą zakatowanego w 2009 roku w moskiewskim więzieniu Siergieja Magnickiego - adwokata angielskiego holdingu Heritage, który ujawnił, iż wysokopostawieni funkcjonariusze rosyjskiego MSW wyprowadzili z niego kilkadziesiąt milionów dolarów. Niedawno Kongres USA postanowił nie wpuszczać do kraju ludzi z tą sprawą związanych. W odpowiedzi wczoraj Duma odpowiedziała zakazem oddawania rosyjskich sierot - kalek do adopcji Amerykanom. Pierwsze pytanie na konferencji właśnie tego dotyczyło, a znakomicie przygotowany prezydent udowodnił, że to okrutne wobec przez nikogo niechcianych dzieci prawo jest absolutnie słuszne. A czegóż innego można się było spodziewać?
Tyleż prawdy spłynęło z jego ust, kiedy odpowiadał na pytanie o swe córki. Każdy użytkownik Internetu (ponad 57 % Rosjan) wie, że żyją za granicą (można było wyczytać o mężu z Korei Południowej, o Szwajcarii i innych spokojnych miejscach) ale prezydent twierdzi, że mieszkają w Moskwie. Gdzie bez trudności administracyjnych może się przenieść i Gerard Depardieu, który ma wielką ochotę zamieszkać nie tylko w Moskwie, ale nawet w stolicy Czeczenii – Groznym.
Na pytanie o koniec świata też był przygotowany uzasadniając naukowo jego nadejście za 4,5 miliarda lat. Pytano prezydenta o jego stosunek do władzy, o planowane przeniesienie rządu poza stolicę, o przywrócenie wyborów gubernatorów (zniesionych w 20004 r. przez niego samego). Padło też i pytanie o przedterminowe zwolnienie Michaiła Chodorkowskiego w 2014 roku (a nie w 2017), które właśnie w tym dniu sąd ogłosił. Taki zbieg okoliczności. Tuż przed szczytem Rosja – UE, który dziś zaczyna się w Brukseli. Teraz, gdy Kreml wprowadza coraz to nowe ustawy paraliżujące działania opozycji taki ukłon w stronę demokracji powinien zamknąć usta wiecznie narzekającym na łamanie praw człowieka w Rosji liderom Zachodu.
Okołokremlowscy obserwatorzy zachwycali się spektrum i ostrością (!) pytań widząc w nich prawdziwą postawę opozycyjną, która z braku właściwej opozycji przejęli na siebie dziennikarze.
Cóż, niestety jest oczywistością, że na takiej konferencji przez gardło im nie przejdzie na przykład pytanie o brutalne rewizje u działaczy opozycyjnej „Solidarności” których wczoraj dokonywano w Woroneżu; o pierwsze wyroki skazujące na lata więzienia oskarżonych o „zakłócanie porządku” podczas wielkiej manifestacji 6 maja ub. roku; o 22 miliony ludzi żyjących na granicy nędzy (dane rosyjskiego Instytutu Problemów Globalizacji) czy o tortury, jakim poddaje się aresztantów dla wymuszenia przyznania się do winy.
Było miło i wesoło: Prezydent Putin znowu ruszał się rączo jak żbik, odpowiedział na 63 pytania, rzucił jedną anegdotę, sześć razy doczekał się owacji i wypił cztery filiżanki zielonej herbaty.
