Już niemal kończąc sobotni dzień, 11 maja o godz, 23.40 zawędrowałam przypadkiem do „Hali Odlotów” na kanale Kultura. Usiadłam jak wryta i tak trwałam do końca bardzo interesującego programu o odbiorze polskiej kultury w Rosji i odwrotnie. Po moich wiecznych zmaganiach z dyktaturą, po wędrówkach (wirtualnych) przez sale sądowe podczas procesów opozycjonistów rosyjskich, poczułam się istotnie jak w dobrze wietrzonej, optymistycznej hali odlotów do lepszego świata.

REKLAMA
Równie atrakcyjna jak znakomita profesjonalnie gospodyni owej „Hali” p. Katarzyna Janowska zaprosiła aktorów (m.in. Pawła Dyląga), pisarzy, tłumaczy tak polskich, jak i rosyjskich, a także znane komentatorki rosyjskiej rzeczywistości (pp. Marię Przełomiec i Annę Łabuszewską) do biesiady przy dużym stole o tym, czy i jak istniejemy we wzajemnych światach kulturowych. Okazuje się, że Rosjanie ogromnie cenią nasz teatr współczesny (Warlikowski, Lupa), a my – ich film. I że niestety, odwrotnie nie jest. Wielu bardzo ciekawych rzeczy mogli się dowiedzieć ci, którzy północ z soboty na niedzielę zechcieli spędzić przy telewizorze.
Równie wiele o Rosji, w szerszym aspekcie i wielkiej reporterskiej różnorodności prezentują filmy Barbary Włodarczyk „Szerokie Tory”. Ale to mogą stwierdzić tylko ofiary bezsennych nocy trafiając na nie czasem niemal nad ranem.
Gdyby wielu komentatorów rosyjskiej rzeczywistości, niechętnych jej zawsze i na wszystkich płaszczyznach, mogło pobyć w sobotniej „Hali odlotów”, i gdyby mogli powędrować śladami kamery p. Barbary Włodarczyk, może ich agresja zamieniłaby się w ciekawość i próbę zrozumienia. Musieliby tylko wyłączyć wszystkie zegary, łącznie z biologicznym. Bo większość z nas w nocy po prostu śpi…