Dokładnie trzy lata temu, w ciepły wrześniowy poranek spotkałam Ją na pewnym stresującym spotkaniu w Fundacji Helsińskiej. Była wysoka, zgrabna, przepięknie opalona – miałam wrażenie, że czyta ze mnie jak z otwartej księgi – ciepłym, troskliwym głosem zapytała czy ja też na szóste piętro… kiedy dotarłyśmy na spotkanie po stresie i powadze nie zostało śladu, potem śmiałyśmy się razem jeszcze wiele razy...

REKLAMA
Obie byłyśmy nowe, więc wypadało rzucić kilka słów o sobie. Marzena wstała pierwsza. Pamiętam, że miała na sobie białą sukienką na ramiączka co jeszcze bardziej podkreślało piękny, zdrowy kolor skóry – zazdrościłam Jej tej opalenizny. Kolejny raz się uśmiechnęła i pewnym, silnym głosem powiedziała, że przez ponad dziesięć lat była uzależniona od heroiny, że metadon dał jej drugie życie i że postanowiła pomagać innym, którzy borykają się z chorobą jaką jest uzależnienie.
Patrzyłam na Nią i czułam, że łzy napływają mi do oczu – wiem, że brzmi to ckliwie i trąci patosem, ale tak właśnie było. A najgorsze to cholerne zdziwienie, którego nie byłam w stanie pohamować, było mi wstyd przed samą sobą, że jestem tak przesiąknięta stereotypami, z którymi właśnie miałam zacząć walczyć.
Nie chcę pisać o tym jak to się stało, że na Jej drodze pojawiła się heroina, jak z Nią walczyła, jak przegrywała bitwy, żeby w końcu wygrać wojnę. Nie będę też Was dziś przekonywać, że uzależnienie jest chorobą – bo jest – i, że żyjemy w chorym kraju z chorym prawem.
Dziś chcę pożegnać wyjątkową Osobę, której siła i dobro ratowało ludzkie istnienia, i której już z nami nie ma…
Często opowiadała jak przejechała pół Europy, żeby uwolnić się od narkotyków, we Francji kazali Jej remontować pałace jakiegoś przebrzydle bogatego potentata, który sobie sprytnie założył fundację „terapia przez ciężką pracę”, zbierał „narkomanów” z ulicy, wywoził ich do swoich posiadłości a tam oni w ramach terapii robili za ekipę renowacyjną. Uciekła do Hiszpanii, gdzie tamtejsi terapeuci również wykazali się innowacyjnością, dochodząc do wniosku, że zbyt długi sen działa negatywnie na leczenie, i cała grupa pacjentów była trzy razy w ciągu nocy budzona i przeganiana przez las. Nam przechodziły ciarki po plecach a Ona przekonywała, że najważniejsze to się nie poddawać i nie tracić pogody ducha.
Tak mi będzie brakowało Twojej pogody ducha…
„Agata musimy coś z tym zrobić, musimy im pomóc..”, „Nie tego nie można tak zostawić, na pewno jest jakiś sposób, żeby ich z tego wyciągnąć..”, „Słuchaj ja to załatwię, jadę, zobaczę co da się zrobić…”
Nigdy nikogo nie zostawiła w potrzebie, nigdy nie odwróciła się na pięcie, nie powiedziała, że nie ma czasu, albo że to nie jej sprawa, że nie może, nie da rady. Przekonywała, że z bólem się zaprzyjaźniła, że nie ma co się rozklejać, inni mają gorzej.
Ktoś potrzebowała lodówki, dzwoniła, jeździła – szukała lodówki. Komuś rodziło się dziecko, organizowała zbiórkę ubranek. Zawsze gotowa zaangażować się na 150%.
Inspirowała mnie Jej wytrwałość i konsekwencja, kiedy coś sobie postanowiła, nie było siły, która by Ją powstrzymała. Wróciła do szkoły, nauczyła się angielskiego, szykowała do matury a jak ostatnio rozmawiałyśmy to myślami była już na studiach.
Była wzorem dla wielu ludzi, ale gdy ktoś Jej to mówił, zbywała go śmiechem…
Marzena Żelazo
1968-2012
logo
Mural „LECZYĆ ZAMIAST KARAĆ!” powstał w 2010 r. z okazji Międzynarodowego Dnia Solidarności z Osobami Uzależnionymi od Substancji Psychoaktywnych, można go oglądać w Warszawie pod wiaduktem Trasy Toruńskiej (skrzyżowanie Al. Prymasa Tysiąclecia z ul. Gó prywatne archiwum