I co z tego, że Terlikowski dobrze się sprzedaje? W związku z tym mamy się wszyscy dopasować do publicystycznej debaty na poziomie tabloidów? Zapomnieć o merytoryce, refleksyjności i kulturze osobistej? Czy poddały się ostatnie trzymające standardy media, czy upadły bastiony dziennikarskiej rzetelności?

REKLAMA
Coraz większy mój sprzeciw budzi to, co dzieje się w mediach, które szanowałam i traktowałam jako opiniotwórcze. Wykruszają się jeden po drugim tytuły, które kiedyś uczyły mnie świata i otwierały horyzonty. Zrozumiała jest potrzeba wszechstronnej debaty i przeciwstawiania sobie różnych światopoglądowo opinii, tego właśnie oczekuję otwierając gazetę czy włączając radio, ale na litość boską – nienadaremną – czy naprawdę mam być skazana na mowę nienawiści Terlikowskiego?
On i jemu podobni obrzucając błotem ludzi o innych niż ich własne poglądach w gruncie, rzeczy zupełnie im nie szkodzą. Krzywdę robią przede wszystkim tym, w których imieniu rzekomo się wypowiadają. Przede wszystkim niszczą autorytet polskich katolików, przywiązanych do tradycji konserwatystów. Mówią w ich imieniu - każdy kreując się na co najmniej „mesjasza narodów” - generując coraz większą nienawiść , której mogłoby nie być, a może nawet której tak naprawdę nie ma.
Ta sztucznie generowana i podsycana nienawiść wychodzi potem na ulice szukając sposobności, aby w końcu dać sobie upust – 11 listopada, idealna okazja. I co z tego, że Pan Terlikowski na ostatnią chwilę odcina się od marszu, też bym nie chciała, żeby moje dzieci kojarzyły patriotę z pijanym kibolem rzucającym kostką bauma… Odcina się, a 99% skandowanych zaśpiewek żywcem z jego tekstów.
I tym samym dochodzimy do meritum, nienawiść zawsze się sprzedaje – lepiej niż Kuchenne Rewolucje czy Taniec z Gwiazdami - jest to towar idealny, który niezależnie od koniunktury nie traci na wartości. Wie o tym Monika Olejnik, wie Tomasz Lis i Jan Pospieszalski. Ale przecież nie można ich winić, chcą się utrzymać na powierzchni, obiecują sobie, że gdzieś kiedyś zrobią coś naprawdę spektakularnego, coś dla idei, ale teraz mamy kryzys, musimy myśleć o oglądalności, bo nas zastąpią innymi młodszymi bez skrupułów. Pocieszają się, że przecież nie upadli jeszcze tak nisko jak taki Terlikowski . Czy aby na pewno?
Nie tak dawno temu zaproszono mnie do jednego z Top 3 polskich programów śniadaniowych, rozmowa miała być o problemie uzależnienia od narkotyków, pani producentka zapewniała mnie, że chodzi o rzeczowe przedstawienie tematu, oparte na badaniach i doświadczeniach innych krajów Unii. Przyszłam do studia, a na kanapie jako mój współrozmówca siedział Terlikowski, pierwszy polski ekspert od wszystkiego. Rozmowa przebiegła jak wszystkie z jego udziałem: słowotok, zmyślone badania i statystyki, eksperci o których nikt nigdy nie słyszał, a na koniec apel o pomstę do nieba.
Chcę tym wpisem szczerze zaapelować do wszystkich rozsądnych, nie przyjmujmy bezmyślnie wszystkiego co podtykają nam pod nos media, nie bądźmy ogłupionymi konsumentami tego nieświeżego „mięsa”, popyt kształtuje podaż, jeśli zaczniemy więcej wymagać od dziennikarskiego światka, to będzie musiał na to odpowiedzieć. Buntujmy się wspólnie na wiadomość, że Gazeta Wyborcza likwiduje dział nauki, włączając go do działu gospodarczego, a społecznie zaangażowani dziennikarze jak Pacewicz czy Zagórski spychani są na margines jako Ci niewygodni i niedostosowani.
Reagujmy na to, co się dzieje, właśnie na marginesie debaty powinni się znaleźć ludzie pokroju Terlikowskiego, zastąpmy ich prawdziwymi autorytetami prawicy. Ludźmi potrafiącymi nie tylko dyskutować, ale także słuchać, bo chyba wszyscy już zapomnieli, że to niezbędny element debaty. Tylko gdzie oni są?