Ludzka tragedia doskonale się sprzedaje, jeszcze lepiej kiedy jest polityczno-ideologiczny background. Dla ugrupowań z politycznego marginesu jest okazja, żeby mieć swoje pięć minut w mediach a dla nic nie robiących w sprawie racjonalizacji polityki narkotykowej Palikotów&friends okazja do populistycznej zadymy. Sam problem staje się tylko niewyraźnym tłem, o którym za parę dni - kiedy przez poranne i wieczorne talkshow przetoczy się kilkunastu, albo i kilkudziesięciu „speców od afery” – nikt nie będzie już pamiętał. Poziom tabloidyzacji polskich mediów sięgął zenitu: skończyła się sprawa Madzi z Sosnowca, zaczęła mamy Stasia.

REKLAMA
W zeszłym roku 14-letni przyjaciel mojej siostry wyskoczył z okna. Zawód miłosny, brak akceptacji, niezrozumienie? Może. Nikt wtedy nie roztrząsał tego, czy brał narkotyki, palił marihuanę czy nadużywał alkoholu. Refleksja skupiona była na przyczynie jego zamknięcia, samotności i izolacji. Mimo, że zajmuję się zawodowo polityką narkotykową i uzależnieniami nigdy nie przyszło mi do głowy, aby myśleć o tamtym zdarzeniu w takich kategoriach. Używka nigdy nie jest przyczyną, za to często bywa skutkiem.
Intencje matki, która straciła swoje ukochane dziecko są jasne. Mimo wewnętrznego dramatu, postanowiła walczyć w słusznej według niej sprawie. Nie zgadzam się z apelem „kontrolujmy, testujmy, odsikujmy” , ale szczerze ją szanuje i żałuję, że wciągnął ją rynsztok polskich mediów.
Łatwo jest powiedzieć „testujmy nasze dzieci”: sprawdzajmy czy na pewno nie oszukują przy sikaniu, - najlepiej wchodźmy z nimi do łazienki, w szkole niech też ich losowo odsikują – zawsze to większe prawdopodobieństwo wykrycia, poza tym regularnie przeszukujmy im pokoje, plecaki, kurtki, komputery. Czytajmy smsy, zakładajmy fikcyjne profile na facebooku i zaczepiajmy sprawdzając czy są podatni na presję rówieśników. Znam wielu rodziców, którzy tak robią, niestety często są to już rodzice dzieci poważnie uzależnionych od ciężkich narkotyków.
Bo co się dzieje jak w końcu tę nieszczęsną marihuanę znajdziemy?
Za pierwszym, drugim razem przechodzi „ściema”, że to nie moja, że przechowuję koledze. Później pojawiają się wykręty, że ja tylko na imprezie, że myślałem/am, że to papieros, że tylko na spróbowanie.
Kiedy w końcu wykręty się kończą, a testy wciąż wychodzą dodatnie, rodzice orzekają „mamy w domu narkomana” i pędzą po poradę do najbliższego ośrodka Monaru, gdzie najczęściej proponuje się takiemu młodocianemu półroczny rekonesans w jednym ze stacjonarnych ośrodków zamkniętych.
I tu proszę Państwa pojawia się prawdziwy dramat.
Buzujące w nastolatku gniew, bunt, czasem żal trafiają wśród innych zagniewanych i zbuntowanych nastolatków na bardzo podatny grunt, tyle że niektórzy z nich nie bawią się już marihuaną tylko np. amfetaminą czy heroiną. Wszystkie „odwykowe” dzieciaki, które znam zgodnie mówią, że lepszego narkotykowego szkolenia nie ma nigdzie - dla większości z nich to był początek długiej, bolesnej i smutnej narkotykowej historii, nie zawsze z happy endem.
Wracając do toczącej się debaty, najbardziej oburza mnie to, że nikt, żaden dziennikarz, gość, „ekspert” nie mówi „rozmawiajmy z naszymi dziećmi o narkotykach” i to nie kiedy mają lat 14 czy 16, ale gdy są jeszcze w podstawówce. Kiedy możemy faktycznie wpłynąć na ich późniejsze zachowania i wybory – w okresie kiedy nas jeszcze słuchają.
Według mojej obserwacji problemem jest rodzicielska blokada, która nam rodzicom nie pozwala nawet zakładać, że MÓJ SYN/CÓRKA może brać narkotyki. Podobnie jest z alkoholem, papierosami i seksem.
Czy będziemy karać za skręta mandatem czy 10 laty więzienia młodzi ludzie i tak będą palić, dlatego należy się raczej zastanowić jak z nimi o tym rozmawiać, jak przekonywać i jak wpływać na podwyższenie wieku inicjacji narkotykowej. Wg badań wykonanych na zlecenie rządu portugalskiego, nie ma skutecznej metody na przekonanie nastolatka, który już pali, żeby przestał to robić – im bardziej będziemy naciskać tym większy pojawi się opór i walka z jego strony.
To na co mamy wpływ to podwyższenie wieku, w którym zapali pierwszego jointa oraz jeśli już pali wpłynięcie na niego, żeby robił to rzadziej, sporadycznie. Polega to jednak na budowaniu szczerej relacji, więzi i wzajemnej akceptacji obu stron.